Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Alpejskie wędrówki i wspinaczki

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Crayfish
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1744
Dołączył(a): 11.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Crayfish » 15.01.2011 16:53

mariusz-w napisał(a):Świetna przygoda, ładne widoki, miłe towarzystwo i do tego piękne zdjęcia!
Po prostu jest wszystko!

Psie "apartamenty" wyglądają z tego miejsca jak ule ... i do tego te ukwiecone zbocze.

Jeszcze raz powtórzę ... wszystko piękne.

Pozdrawiam.


Mogę się tylko podpisać obiema rękami. :D :wink:
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6220
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 16.01.2011 13:11

weldon napisał(a):
Crayfish napisał(a):Czy na całym świecie wieńczy się szczyty krzyżami ?

Tak na zdrowy rozum, to bym dodał: na całym świecie chrześcijańskim ...

No bo w Iraku, czy w Nepalu to nie za bardzo chyba ... :wink:


Tak ode mnie w tym temacie.
"Krzyżowanie gór" jest charakterystyczne dla krajów, w których symbolika religijna ma duże znaczenie a wiara i chęć "zbliżenia się poprzez góry do Boga" leży u podłoża niejednego zdobywania szczytu.
Poza tym jest to bardziej odbicie próby wyniesienia tej symboliki religijnej na wyżyny, tam gdzie jest bliżej nieba, gdzie jest to lepiej widoczne, gdzie wyrasta ponad okoliczny świat.
Poza tym, większość szczytów w górach Europy (zwłaszcza w krajach alpejskich) zdobywano w okresie, kiedy religia była o wiele bardziej usytuowana w życiu ludzi, niż dzisiaj, więc stawianie krzyży, figurek itp na szczytach było wyrazem przywiązania do religii.
W krajach takich jak Szwajcaria czy zwłaszcza Austria jest przecież wiele sanktuariów, kościołów, klasztorów. Często było tak, że za sprawą stawiania krzyży i górskich kapliczek stali...mnisi lub księża, którzy dość często byli (również w Tatrach) przynajmniej zaawansowanymi turystami o ile nie wspinaczami (chyba najbardziej znany to ks. Stolarczyk).
W szwajcarskich rodzinach, gdzie tradycje przewodnictwa górskiego były silne, równie silne były związki z religią. Ludność związana z górami z natury rzeczy zamieszkiwała i nadal zamieszkuje wsie i miasteczka górskie, gdzie religia zawsze miała duże wpływy a ksiądz był jedną z tych osób, które potrafiły zachęcać i mobilizować co wytrawniejszych górołazów do kolejnych osiągnięć. Łączyła tych ludzi jedna rzecz oprócz religii- pasja miłości do "swoich" gór.
Stąd obecność kapliczek czy krzyży na takich szczytach, jak szwajcarskie czterotysięczniki. Jednym z najbardziej znanych symboli religijnych jest krzyż na Grossglocknerze oraz kapliczka Madonny na czterotysięcznym Gran Paradiso w Alpach Włoskich (Graickich).

Poza tymi opisanymi wyżej przypadkami, zdarza się to rzeczywiście rzadko i często zależy to od tego, czy np. w pobliżu nie działał jakiś klasztor lub żył jakiś ksiądz, który chodząc po górach zapragnął któregoś dnia zbudować jakiś ołtarz polowy, czy postawić krzyż.
Bywało tez i tak, że krzyże stawiano dla upamiętnienia czyjejś śmierci w górach.
Byłem dość zdziwiony gdy w Lake District w Anglii spotkałem w paśmie nadmorskim na szczycie aż dwa krzyże na jednym szczycie.
Ale potem dowiedziałem się, że mnisi z pobliskiego opactwa wieki temu chodzili po tych górkach, zaś aby przywołać ich działalność (a raczej pamięć o tym) do dzisiejszych czasów, na miejscu ich dawniejszego krzyża kilkanaście lat temu postawiono nowe krzyże.

A na koniec dodam ciekawostkę o której już mało kto pamięta.
Kto odprawił jako pierwszy (i chyba nadal jedyny) człowiek na Ziemi mszę polową na...ośmiotysięczniku?
Polski ksiądz i alpinista- Krzysztof Gardyna- na Gasherbrumie II w Karakorum, w bodaj 1996 czy 1997r. którego postać jest pewnie dobrze znana Wojtkowi z racji miejsca zamieszkania... :) :wink:

Nawiązując do wypowiedzi Wojtka o tym, że łażenie po górach ma miejsce wtedy, gdy podstawowe potrzeby życiowe są zaspokojone - co jest prawdą w krajach bogatszych- to dodam, że w dawniejszych czasach było związane z: myślistwem, poszukiwaniem metali, skarbów, złóż, ze zbójnictwem, z przewodnictwem na rzecz ludzi zamożnych, z pasterstwem i nawet jeszcze z...przemytem. Wchodzono na szczyty niejako przy okazji, ale był w tym zapewne jakiś element ciekawości, bo poszukując drogi przejścia przez takie góry jak np. Alpy to i Hannibal musiał wynająć przewodników znających przełęcze, a żeby zobaczyć gdzie się da przejść, musiano wejść na jakiś szczyt z widokiem na okolicę...

Muzułmanie nie mają ani tradycji górskich w naszym rozumieniu, ani turystycznych. Niektórzy z nich po prostu mieszkają w górach i je znają, bo muszą. (np. Kurdowie, Talibowie, Pasztunowie itd.)
W krajach takich jak Pakistan, Afganistan czy Turkmenistan ich działalność górska związana jest przede wszystkim z pasterstwem, myślistwem i transportem (w tym na rzecz odwiedzających te tereny grup trekkingowych oraz alpinistów) oraz koniecznością przemieszczania się z wysokogórskim terenie a nie wynika z przyjemności.
Jednak i tam zdarzają się himalaiści- w Pakistanie mają swoją "gwiazdę" Nazir Sabir, który ma na koncie kilka ośmiotysięczników i był kilka lat temu gościem w Polsce (na zaproszenie Alka Lwowa).
Poza tym, rozwój agencji trekkingowych zaowocował kolejnymi wspinaczami, których życie i praca związane są teraz z górami i mają nawet sukcesy sportowe- patrz wejście na K2.
http://www.k2news.com/aman.htm


Ale to bardziej wyjątek.
Całkiem inaczej sprawa ma się w takim Tybecie, Ladakhu, Bhutanie itd.
Mnisi są od wieków związani z górami i ich żywiołem. W "ich" górach mieszkają bogowie, więc buddyzm (hinduizm też) jest religią bardzo przywiązaną do gór, wiele szczytów jest "świętym miejscem", gdzie nikomu wchodzić nie wolno (słynny, strzelisty szczyt Machapuchare).
Ta świętość miejsca to taki odpowiednik krzyży na górach Europy- tyle że o niebo ważniejszy i do dzisiaj poważnie traktowany.
Ci dla odmiany nie chodzą na szczyty poza koniecznością duchową- ponieważ góry są dla nich elementem religii a nie aktywności fizycznej.

A japońska "święta" góra Fujijama?
Jest symbolem tego kraju i pewnie też ma to swoje korzenie w religii, w wierzeniach i symbolice religijnej.

Oki, wybaczcie rozległość, ale skoro już poruszamy takie tematy, to zawsze warto coś dorzucić. :) :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 17.01.2011 00:04

Crayfish napisał(a):
mariusz-w napisał(a):Świetna przygoda, ładne widoki, miłe towarzystwo i do tego piękne zdjęcia!

Mogę się tylko podpisać obiema rękami. :D :wink:

Wtedy byłem byłem mile zaskoczony takim sympatycznym przygarnięciem do kompanii. W kolejnych wyprawach dopiero poznawałem bezpośredniość i życzliwość nacji niemieckojęzycznych.

Bardzo mi się też podobała odpowiedź na moje pytanie zadane przy którymś z kolei alpejskim wypadzie. Intrygowało mnie, że nagminnie spotykam się z formą "ty" wśród zupełnie nieznanych sobie ludzi. Wtedy usłyszałem:
- Powyżej 2000m wszyscy jesteśmy na "ty".

:lol: 8)

Fatamorgana napisał(a):Nawiązując do wypowiedzi Wojtka o tym, że łażenie po górach ma miejsce wtedy, gdy podstawowe potrzeby życiowe są zaspokojone - co jest prawdą w krajach bogatszych- to dodam, że w dawniejszych czasach było związane z: myślistwem, poszukiwaniem metali, skarbów, złóż, ze zbójnictwem, z przewodnictwem na rzecz ludzi zamożnych, z pasterstwem i nawet jeszcze z...przemytem. Wchodzono na szczyty niejako przy okazji, ale był w tym zapewne jakiś element ciekawości, bo poszukując drogi przejścia przez takie góry jak np. Alpy to i Hannibal musiał wynająć przewodników znających przełęcze, a żeby zobaczyć gdzie się da przejść, musiano wejść na jakiś szczyt z widokiem na okolicę...

Świetne uzupełnienie i rozszerzenie! :P

Z mojej strony tylko jedna uwaga. Na szyty w dawniejszych czasach wchodzono tylko na te bardzo łatwe.
Trudniejsze do zdobycia szczyty na ogół czekały dopiero na eksploratorów "miastowych" - oczywiście, często korzystających z usług miejscowych przewodników. Ale ci przewodnicy - wywodzący się z kłusowników, przemytników, poszukiwaczy skarbów - nie trudzili się wcześniej wyłażeniem na szczyt po to, by z góry zobaczyć, która przełęcz jest łatwiejsza do przejścia.

Generalnie - przełęcze były poznawane znacznie wcześniej od wierzchołków gór.

Pozdrawiam,
Wojtek
weldon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 39917
Dołączył(a): 08.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) weldon » 17.01.2011 09:56

Franz napisał(a): Powyżej 2000 (...) wszyscy jesteśmy na "ty".


To zupełnie jak tutaj.

Nas też jest powyżej dwóch tysięcy ... :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 18.01.2011 15:59

weldon napisał(a):To zupełnie jak tutaj.

Internet rządzi się swoimi prawami.

Ale fakt - nie pomyślałem o tym:
weldon napisał(a):Nas też jest powyżej dwóch tysięcy ... :wink:

Ta sama reguła. :lol:

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 28.01.2011 18:30

Rano zwijam się i ruszam w drogę powrotną. Niestety, pogoda zdecydowanie się pogorszyła. Tym bardziej się cieszę, że poprzedniego dnia udało mi się wejść na Hoher Dachstein. Dziś tylko zejście, chociaż miło by było, gdyby jakieś ciekawe widoki się odsłoniły.

Obrazek

Obrazek

Mijam jeden staw w pobliżu schroniska, kolejny chwilę później i lekko wznoszącym się terenem ruszam na wschód. Idę szlakiem, którego nie mam na swojej mapie. Ale skoro tabliczki przy schronisku twierdzą, że tędy też dojdę do celu, to czemu nie? Myślałem, że będę powtarzał część trasy do Gjajdalm, ale dzięki temu szlakowi poznam nową drogę.

Obrazek

Obrazek

Wędruję typowym dla krasu, kamiennym płaskowyżem, po czym ścieżka obniża się i wokół zaczyna się robić bardziej zielono. Po chwili zieleń znów ustępuje piarżystemu żlebowi o kształcie leja. Ostrożnie, by nie pojechać z jakimś usuwającym się spod stóp kamolem, docieram na dno małej niecki, skąd znów lekko w górę, tym razem pośród kosodrzewiny.

Obrazek

Obrazek

Po obejściu potężnej turni ścieżka skręca już na północ. Niestety, zaczyna lekko kropić, a kapuśniaczek przechodzi wkrótce w regularny deszcz. Wykorzystuję mały, skalny okap jako prowizoryczną osłonę, nie jest to jednak doskonały sposób. Gdy ilość wody w powietrzu maleje, ruszam w dalszą trasę.

Obrazek

Przeciera się do tego stopnia, iż nawet błękit opanowuje spory fragment nieba. Spoglądam za siebie - na pozostające w tyle dumne turnie Dachsteinu. W myślach staram się ułożyć plan na najbliższe dni.
Kiedy zagłębiam się w las, niebo zaciąga się ponownie i wkrótce słyszę znów szelest deszczu w koronach drzew.

Obrazek

Obrazek

Deszcz przechodzi w końcu w porządną ulewę i gdy wychodzę z lasu, mam przed sobą ścianę wody. Dopadam sporej szopy, stojącej przy wąskiej, asfaltowej szosie i chowam się pod wystającym daszkiem, przyciskając się ciasno do skleconej z desek ściany.
W tej ulewie nie mam zamiaru przedeptać ostatnich kilku kilometrów do wozu. Kiedyś chyba ten deszcz ustanie...

Z góry zjeżdża jakiś samochód, po chwili następny. Widzę, że hamuje i zatrzymuje się tuż koło mnie. Ktoś opuszcza szybę w dół i widzę... moich znajomych Austriaków.
- Wskakuj - wołają.
No to wskakuję, trochę mocząc im siedzenie.

- Gdzie stoi twój wóz?
Objaśniam i podwożą mnie na miejsce, gdzie się żegnamy i jak zwykle w takich wypadkach - wyrażamy nadzieję na kolejne spotkanie w górach.

Przeczekuję resztę ulewy, studiując mapę i układając dalsze plany. Oczywiście, mam nadzieję na poprawę pogody. Kiedy deszcz ustaje, mam już ustaloną trasę na kolejny dzień. To będzie Gosau, czyli Dachstein od zachodu.
Widzę na mapie, że szosa doprowadza na skraj jeziora. Czy będzie tam możliwość dogodnego przenocowania? Nie wiem. Za to tutaj mam całkiem miłe miejsce. Decyduję się więc na pozostanie na noc tu gdzie jestem, a przed snem wychodzę na mały spacer, by rzucić okiem na zachmurzone góry.

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 09.02.2011 15:12

Wczesnym rankiem zwijam majdan i opuszczam moje miejsce noclegowe. Nie wiem, czy gospodarze odetchnęli z ulgą, że dziwny facet z Polski przestał stacjonować pod ich domem.
Nad Hallstätter See wiszą nisko chmury. Jaki będzie ten dzień? - zastanawiam się jadąc jego południowym brzegiem.

Obrazek

Obrazek

Od Hallstatt jadę wzdłuż zachodniego brzegu jeziora, by następnie opuścić go zupełnie, skręcając na zachód. Dojeżdżam do Gosau, gdzie zostawiam główną szosę i odbijam na południe, w dolinę nazwaną od tego miasteczka - Gosautal.
Wygodna, asfaltowa droga kończy się dużym parkingiem tuż przy jeziorze. To Vordere Gosausee, czyli Przednie Jezioro Gosau. Stoi tu sporo samochodów, ale nadal jest miejsca pod dostatkiem. Stawiam wóz, pakuję plecak, przed wyjściem zwyczajowo wyciągam panel radia, by go schować. Wtedy świta mi pewna myśl.

Przechodzę wzdłuż kilku zaparkowanych samochodów - okazuje się, że każdy z nich ma radio na swoim miejscu. Hmmm... to i ja nie będę się wygłupiał - w tej części Europy najwyraźniej nie znają zwyczaju chowania odbiorników radiowych przed ewentualnym złodziejaszkiem.

Obrazek

Obrazek

Ruszam w drogę szlakiem 612. Niektóre austriackie szlaki - oprócz numeru - noszą również jakąś nazwę. Ten mój też do takich należy, okazuje się więc, że towarzyszy mi Steiglweg. Odbija on nieznacznie od jeziora, po czym wznosi się systematycznie ponad jego południowym brzegiem.

Obrazek

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 09.02.2011 15:18

Trasa, którą na ten dzień obmyśliłem, tworzy bardzo wydłużoną, chudą pętlę. Mam zamiar tym szlakiem osiągnąć przełęcz w grani, by z kolei powędrować po jej południowej stronie, a po powrocie na północ dużym łukiem dojść do Adamekhütte. Stamtąd zejść do górnych partii doliny Gosau i nią wrócić do samochodu. Trasa jest długa, ale mam nadzieję, że wystarczy mi sił i czasu na nią.

Ścieżka wkracza do lasu, którym idę dłuższą chwilę. Wreszcie spoza gałęzi drzew zaczynają się po mojej prawej ręce wyłaniać pierwsze turnie.

Obrazek

Obrazek

Drzewa rosną coraz rzadziej i wkrótce widoki stają się szersze. Wychodzę na polany, okolone niskimi krzewami, przechodzącymi wyżej w kosodrzewinę. Tuż nad moją głową wyrasta całkiem inny las - las poszarpanych, skalistych turni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wchodzę pomiędzy dwa skalne grzebienie. Po prawej mam Gosaukamm, stanowiący zachodnie zakończenie głównej grani Dachsteinu, a po lewej boczną grań, odbijającą na północ od Gosauer Stein, który mam zamiar wkrótce trawersować po jego południowej stronie. Ale to dopiero po przejściu przez przełęcz w głównej grani.

Na razie zagłębiam się w wąski Ahornkar.

Obrazek

Obrazek
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 09.02.2011 15:31

Cieszę się, że ruszyłeś z tą relacją.

Fajne miejsce na nocleg :wink: . Nie wiem czy jako właściciel domu zniósłbym psychicznie takiego gościa przed obejściem :) . Czy tradycyjnie oceniłeś zagrożenie i rozpaliłeś też ognisko? :wink:.

Pozdrawiam
Interseal
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 09.02.2011 18:50

Interseal napisał(a):Cieszę się, że ruszyłeś z tą relacją.

Przedtem starałem się w tym samym tempie uzupełniać wszystkie relacje. Ale w niektórych pojawiają się prośby o przyspieszenie, inne - jak właśnie ta - nie cieszą się wielkim zainteresowaniem.
Zmieniłem więc algorytm i teraz szybciej uzupełniam te, w których jest większy ruch. To chyba ma większy sens.
Ale nie zapominam o żadnej. :)

Interseal napisał(a):Fajne miejsce na nocleg :wink: . Nie wiem czy jako właściciel domu zniósłbym psychicznie takiego gościa przed obejściem :) .

Spałem tam tylko raz, w poprzednie noce autko samo tam sobie stało. ;)

Interseal napisał(a):Czy tradycyjnie oceniłeś zagrożenie i rozpaliłeś też ognisko? :wink:.

Bardzo mokro było i nie chciało się rozpalić. ;) :lol:
A tak na serio - to palę ogniska tylko wtedy, jak nie znajduję się w niczyim polu widzenia. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
carnivalka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1242
Dołączył(a): 17.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) carnivalka » 09.02.2011 19:47

Wojtku-Franzie jesteś niemożliwy.Twoje podróże to niczym opowieści z 1000 i jednej nocy.
A jeszcze relacjonowanie tych wędrówek wyrażające Twoją ogromną wrażliwość na piękno przyrody /zwłaszcza tej nie do końca odkrytej/ to jest po prostu /jak nie wiem co/ :)

To cudowne,że są jeszcze tacy jak Ty /o pardon/jak Wy. :wink:

Pozdrawiam.
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 09.02.2011 20:16

Franz napisał(a):Ale nie zapominam o żadnej. :)


I to się chwali. :)


Myślę, że amatorów podglądania alpejskich wędrówek i wspinaczek trochę jest. :)

Poza tym ja, nie odważyłbym się klasyfikować Twoich wędrówek, a już zupełnie niepoważne by było gdybym do którejś nie zajrzał.
Fakt, że pewne "elementy" w tych relacjach się powtarzają ... np. Ty,(Wy), góry,samochód, kozice ... :wink:

Sam się podziwiam, że jeszcze kontroluję w której części globu z Tobą jestem ... bo pory roku już mi się mylą ! :roll:

:D

No i z zawrotami głowy powoli sobie radzę !

Pozdrawiam.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 10.02.2011 00:07

carnivalka napisał(a):Wojtku-Franzie jesteś niemożliwy.Twoje podróże to niczym opowieści z 1000 i jednej nocy.

Carnivalko, zaskoczyłaś mnie bardzo. A do tego - w jaki miły sposób! :oops:
Prędzej spodziewałbym się Ciebie w kazdej innej mojej relacji niż w tej całkowicie górskiej - trochę wędrownej, trochę wspinaczkowej...
Bardzo Ci dziękuję. :P

mariusz-w napisał(a):Sam się podziwiam, że jeszcze kontroluję w której części globu z Tobą jestem ... bo pory roku już mi się mylą ! :roll:

Póki co, to są tylko trzy pory roku w moich wątkach. Tzn., formalnie zima też się pojawia, ale w takich rejonach świata, że nie-zimowa taka zima. ;)
Natomiast w tym wątku pojawi się również zima w pełni. Ale to później.

Pozdrawiam,
Wojtek
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6220
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 10.02.2011 01:13

Fajnie znowu zobaczyć Gosaukamm... takie austriackie Latemar...
Ileż to lat minęło... 8O :? :roll:

Pozdr.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44856
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 10.02.2011 13:37

Fatamorgana napisał(a):Fajnie znowu zobaczyć Gosaukamm... takie austriackie Latemar...

Wspominałeś wcześniej o Adamku. :) Teraz o niego zahaczę, ale nie zanocuję tam.
A sam Gosaukamm - zacny. Wtedy tylko przespacerowałem wzdłuż niego. Warto by tam skoczyć i zagłębić się. 8)

Fatamorgana napisał(a):Ileż to lat minęło... 8O :? :roll:

Oj, czas płynie szybko. Zbyt szybko... :roll:

Pozdrawiam,
Wojtek
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Alpejskie wędrówki i wspinaczki - strona 11
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018