"The last Jedi" to film zupełnie inny niż poprzednie.
Czy lepszy?
Wg mnie zdecydowanie tak
Ale to film z gatunku tych, które trzeba obejrzeć 2-3 razy, żeby się wypowiedzieć konkretnie.
W tym epizodzie poznajemy zupełnie nowe umiejętności Jedi ( z tym, że jedna zdecydowanie przegięta, rodem z "Supermana"

).To mogli sobie odpuścić.
O ile kiedyś nie byłem zwolennikiem Hamilla w roki Luke'a, to teraz już jestem.
Musiał do tego chyba dorosnąć.
Zobaczymy tam motyw znany z "Powrotu Jedi", z tym, że tutaj zakończenie będzie zupełnie inne.
Driver bez maski już tak nie razi jak w "Przebudzeniu", ale tu pewnie działa zasada, że nawet do najbardziej wrednej mordy idzie przywyknąć.

Brakuje ( i to bardzo) Hana Solo.
Fin zatracił ten rodzaj humoru, którym operował w poprzedniej części (tego mi tu brakuje).
Największe wrażenie zrobiły na mnie wyspa Skellig Michael* ( tam gdzie Rey odnalazła Luke'a).
Sporo się na niej dzieje, a wrażenie robi naprawdę niesamowite!
Pojawia się tam też znana, a bardzo dawna nie widziana postać z poprzednich epizodów.
Moim zdaniem Dubrovnik mógł posłużyć do nakręcenia zdecydowanie poważniejszego motywu niż posłużył.
Finałowa scena zaskakująca, a to głównie za sprawą nowych umiejętności Jedi, o których wspomniałem na wstępie.
W sumie to nie da się napisać nic więcej, żeby nie
zaspojlerować, więc na razie to tyle.

*
Koszt biletu na tę wyspę to ok.100 ojro. Problemem jest pogoda, która często uniemożliwia rejsy.
Ale plany już poczyniłem, więc jeżeli Moc pozwoli, kiedyś się przejdziemy ścieżkami Luke'a i Rey. 