Rumunia – podsumowanie.Opuszczamy Curtea de Argesi i obieramy kierunek na przejście graniczne Giurgiu/Ruse a potem Warnę i na koniec Białą

.
By ominąć obwodnicę Bukaresztu pojechaliśmy skrótem przez Vanatori Mici. Droga ta była w kiepskim stanie

. Widać że ten rejon Rumunii jest uboższy w porówaniu z Transylwanią. Pojawia się wiele furmanek. Wzdłuż szosy … wypalane są cegły! Technologia chyba rodem ze średniowiecza. Widzieliśmy jak kobiety rozbierały piec po wypale. W innym miejscu był stawiany nowy piec z uformowaną do wypału gliną. Ściany pieca również były z gliny. Były też stosy gotowych cegieł zapewne na sprzedaż. I to wszystko w bezpośrednim sąsiedztwie drogi.
Na granicy zostajemy naciągnięci na wyższą opłatę za most, choć próbowałem rozmawiać, że ma być niższa. Opłata do niedawna wynosiła 6 EUR ale obniżono ją do 3 EUR. Nieuczciwi pogranicznicy dalej kasują 6 EUR nie wydając paragonów a wokół wielkie bilbordy o walce z korupcją ... Tym niemiłym akcentem kończymy nasz pobyt w Rumunii

.
Czas na podsumowanie Rumuńskiej części wakacji.
Niby wiedziałem czego można się spodziewać ale gdzieś z tyłu głowy miałem obrazy zacofanego kraju pełnego specyficznych wąskich wozów konnnych na dziurawych drogach i tabunów Romów.
Tymczasem rzeczywistość przerosłą nasze oczekiwania. Okazało się, że co prawda Rumunia jest nieco za nami ale nie są to lata świetlne. Mają do zaoferowania wspaniałą przyrodę i wiele zabytków. Na pewno tam wrócimy bo ledwie liznęliśmy ten kraj. Jesteśmy zachwyceni i tu zacytuję klasyka

“Rumunia – tego się nie spodziewałem”.
W pigułce:
- Główne drogi w większości wyremontowane. Asfalt o niższym standardzie niż u nas w kraju ale dziur nie ma. Wyjątek to katastrofalna trasa przez Vanatori Mici. Niestety takich “perełek” jest więcej więc przed wyjazdem proponuję dokładnie zapoznać sie z opiniami o poszczególnych trasach. W miastach trzeba uważać na zapadnięte studzienki. Standard bocznych dróg jest różny, trzeba być przygotowanym na niespodzianki. Co do kultury jazdy to hmm, jest ona nieco inaczej pojmowana niż u nas w kraju … Trzeba się przyzwyczaić np. do ich stylu jazdy na rondach o 2 czy 3 pasach, wyprzedzaniu na górskich drogach czy objeżdzaniu korków pasami zieleni, chodnikami czy … rowami.
- Ludzie mili i pomocni. Sporo młodych w przeciwieństwie do Bułgarii zna angielski. Często zdarzało mi się że byłem proszony o zrobienie zdjęć przez tubylców (chyba z moją lustrzanką wzbudzałem zaufanie). Byłem brany za “swojego” więc gdy odpowiadałem po angielski na podziękowanie za zrobienie zdjęcia prawie za każdym razem zaczynała się rozmowa. Odniosłem wrażenie, że Rumunii jakby byli pozytywnie zaskoczeni, że jesteśmy zainteresowani ich krajem.
- Romowie. Starłem się omijać ich skupiska więc może nie do końca będę obiektywny. Widzieliśmy na obrzeżach kilku miejscowości ich domy. Nie da się ich nie zauważyć: walące się płoty na których suszą się ubrania i Romowie wokół. Nie było tego wiele ale podobno są rejony gdzie jest ich dużo. Co do żebractwa to spotkaliśmy się dwa razy. W Sybinie namolna cyganka nagabywała Rumuna aż ten w pewnym momencie zaczął na nią wrzeszczeć. Ale ta nie dawała za wygraną. W Alba Iuli gdy żona czekała na nas na ławce gdy poszliśmy do toalety i przysiadła się do niej cyganka. Nawijała po Rumuńsku wreszcie, żona powiedziała po Polsku, że jej nie rozumie. Na co cygnka: z Polski? I zaczęła mówieć łamanym Polskim. Akurat wróciłem z synem i szybko ją zbyliśmy.
CDN