Wycieczki objazdowe to świetny sposób na zwiedzenie kilku miejsc w jednym terminie. Można podróżować przez kilka krajów lub zobaczyć kilka miast w jednym państwie. Dla wielu osób wycieczki objazdowe są najlepszym sposobem na poznawanie świata. Zdecydowanie warto z nich korzystać.
Po wyjściu z Bazaru Egipskiego poszliśmy w kierunku kolejnego bardzo sławnego bazaru, a mianowicie do Grand Bazaru.
Przed wyjazdem oglądaliśmy w TV jeden z odcinków programu „Polacy za granicą”, nagrany w Stambule. Właśnie tam zobaczyliśmy danie tureckie o nazwie kokoreç. Rozglądaliśmy się za tym daniem od początku naszego pobytu w Stambule, ale dopiero teraz, idąc uliczkami pomiędzy bazarami, rzuciło mi się w oczy stoisko z tym specjałem. Waldek szedł przede mną, ale go nie zauważył, więc musiałam go zawrócić. Aż mu się oczy zaświeciły, gdy zobaczył powód mojego nawoływania. Była już godzina późno popołudniowa i towaru na stoisku zostało bardzo mało, więc chyba cieszy się ono sporą popularnością.
Kokoreç to tradycyjne tureckie danie przyrządzane z jagnięcych podrobów, głównie wątróbki, serca, nerek i płucek. Podroby wraz z odrobiną tłuszczu myje się i kroi na niewielkie kawałki, doprawia się cytryną, oliwą z oliwek, solą, pieprzem i czasami czosnkiem. Jelita jagnięce wywraca się na drugą stronę stronę i dokładnie myje. Potem naciera się solą i moczy w occie lub soku z cytryny i wodzie. Podroby nadziewane są na długi szpikulec a następnie owijane jelitem, które utrzymuje podroby, tworząc zwarty rulon. Kokorec jest zwykle grillowany na węglu drzewnym, ale może być to także grill gazowy lub elektryczny. Po zgrillowaniu rulon zdejmowany jest ze szpikulca, krojony na mniejsze kawałki a następnie siekany za pomocą dużego noża. Posiekane podroby miesza się z pokrojonymi pomidorami i papryką, a następnie przekładane na gorącą płytę, na której utrzymywane jest w cieple do czasu sprzedaży. Wtedy mieszankę podrobowo-warzywną wkłada się do podgrzanej bułki, posypuje przyprawami, zawija w papier i wręcza głodnemu klientowi.
Zamówiliśmy na tym stoisku jedną porcję, bo ja jakoś nie miałam przekonania do tego dania. Sprzedawca zaczął je przyrządzać, a my patrzyliśmy na ten spektakl jak sroki w gnat. Dopiero pod sam koniec wpadłam na pomysł, aby to nagrać, ale to już była musztarda po obiedzie, bo nagrywanie włączyłam na koniec przygotowywania tego smakołyku.
Z ciekawości spróbowałam kokoreç od Waldka i powiem, że mi posmakował i z chęcią bym zjadła całą porcję, ale szkoda nam było czasu na ponowne czekanie, aż sprzedawca przygotuje kolejną porcję.
Są różne wersje podawania tego specjału. Na filmikach poniżej można zobaczyć, jak to się robi w Stambule.
piotrf napisał(a):a w tym roku raczej tego kraju nie odwiedzimy
Szkoda. Ale w Turcji to już chyba niewiele Wam pozostało do odkrycia. Pewnie macie już jakieś inne plany wyjazdowe.
Zostało jeszcze mnóstwo , kolejny wyjazd ( jeżeli do niego dojdzie ) to będzie kolejne 12 - 14 tys. km . To wielki kraj , im dłużej szperam po necie , tym więcej nowych , interesujących punktów znajduję Włochy przeniesione na kiedyś , więc teraz Czechy ( chyba od piątku ) , jesienią Bałkany , pomiędzy - kilkudniowe wyjazdy , grunt żebyśmy zdrowi byli . . .
Po zjedzeniu poszliśmy dalej, szukając wejścia do Grand Bazaru, na które po chwili trafiliśmy.
Historia Wielkiego Bazaru (Kapalıçarşı) sięga połowy XV wieku. Jego powstanie miało na celu uzyskiwanie dochodu, z którego byłaby utrzymywana Hagia Sophii. Wielki Bazar zajmuje powierzchnię 30 hektarów, na której znajduje się 61 ulic i około 3,5 tys. sklepów. Na jego teren można wejść przez 22 bramy. Atmosfera jaka tu panuje jest niemożliwa do opisania. To trzeba poczuć. Zagubienie się wśród tej plątaniny uliczek wcale nie jest trudne, więc trzeba uważać, w którą uliczkę się skręca.
Nie planowaliśmy robić zakupów na tym bazarze, ale zostaliśmy skuszeni przez miłych sprzedawców, którzy zwabili nas do swojego stoiska tymi cukiereczkami,
a potem poczęstowani pyszną herbatą owocową.
Wyszliśmy z tego stoiska z kilogramem przepysznych suszonych daktyli, chałwą i kawą.
Egzotyka takich bazarów jest dla mnie przyciągająca , przed laty podczas wycieczki po Maroko bardzo mi się podobały. No i te zapachy orientalnych przypraw ! A jeszcze jak się trafi stoisko z jedzonkiem o nieznanym smaku , to już pełnia szczęścia. Warto spróbować, nawet jeśli potem nie ma się ochoty na powtórkę , co przecież może się zdarzyć.
dangol napisał(a): A jeszcze jak się trafi stoisko z jedzonkiem o nieznanym smaku , to już pełnia szczęścia. Warto spróbować, nawet jeśli potem nie ma się ochoty na powtórkę , co przecież może się zdarzyć.
W Turcji nam nie zdarzyło się nigdy , dlatego pod tym konkretnym względem jest to kraj o bardzo dużym ryzyku - każdorazowo do kraju wraca kilka kilogramów obywatela więcej . . .
dangol napisał(a):Egzotyka takich bazarów jest dla mnie przyciągająca , przed laty podczas wycieczki po Maroko bardzo mi się podobały. No i te zapachy orientalnych przypraw !
Dla nas bazary oglądane w Stambule były pierwszymi tak klimatycznymi. Wcześniej byliśmy w Turcji na kilku bazarach, ale to były zwykłe hale targowe, na których owszem, było mnóstwo różnorakiego towaru, ale brakowało tej historycznej otoczki.
piotrf napisał(a):
dangol napisał(a): A jeszcze jak się trafi stoisko z jedzonkiem o nieznanym smaku , to już pełnia szczęścia. Warto spróbować, nawet jeśli potem nie ma się ochoty na powtórkę , co przecież może się zdarzyć.
W Turcji nam nie zdarzyło się nigdy , dlatego pod tym konkretnym względem jest to kraj o bardzo dużym ryzyku - każdorazowo do kraju wraca kilka kilogramów obywatela więcej . . .
Oj tak. Jedni mają szczęście, że mogą jeść ile chcą, ale jak ktoś ma tendencje do tycia z niczego, to już się robi spory problem. Wiem coś o tym.
Gdy jechaliśmy do Stambułu, to w planie miałam odwiedzenie Meczetu Sulejmana. Ale podczas naszego pobytu w Stambule straciłam nadzieję, że uda nam się tam dotrzeć. Po wyjściu z Grand Bazaru udaliśmy się już w stronę naszego hotelu. Chcieliśmy wejść do jakiegoś lokalu, żeby coś zjeść, ale jak dotarliśmy do Uniwersytetu, to doszłam do wniosku, że stąd mamy już bardzo blisko do Meczetu Sulejmana, więc może nam się uda tam zajrzeć. Zrezygnowaliśmy więc z posiłku i szybko poszliśmy do tego meczetu. Ciągnęło mnie tam nie ze względu na budynek meczetu, ale z uwagi na widok, jaki rozpościera się z terenu za meczetem. Meczet usytuowany jest na jednym z siedmiu wzgórz Stambułu. Jego budowa trwała jedynie 7 lat (1550-1557) a twórcą był najbardziej znany architekt Sinan. Ciekawostką jest, iż fundament meczetu stanowią cysterny wypełnione wodą, które zapewniają odporność na trzęsienia ziemi. Meczet posiada cztery minarety. Legenda głosi, że liczba ta nie jest przypadkowa. Sulejman był mianowicie czwartym sułtanem po zdobyciu Konstantynopola. Budowla może pomieścić około 5.000 osób. Jej powierzchnia to 4.500 metrów kwadratowych. Wewnętrzna sala posiada kształt prostokąta. Główna kopuła meczetu zawiera 32 oryginalne XVI-wieczne okna z kolorowego szkła. Podparta jest 4 filarami oraz 2 półkopułami.
Do Meczetu Sulejmana doszliśmy w ciągu 10 minut. Zaskoczyła nas tutaj mała ilość ludzi. Po Hagii Sophii i Błękitnym Meczecie tutaj było prawie pusto. Miła odmiana po tłumach w tamtych meczetach.
Jestem pod wrażeniem tego jak dużo przez te dwa dni zobaczyliście i nawet nie wygląda na to żeby to było szalone tempo. Jedyne co chyba trudniej poczuć w tak krótkim czasie to "miejscowy klimat".
te kiero napisał(a):Ja znów mam to uczucie, że Wy tam - tak jak w Lisbonie - ze 2 tydnie byliście ale za nic się nie nudzi
Bo ja może za bardzo rozwlekle przedstawiam miejsca, w których byliśmy .
wiola2012 napisał(a):
megidh napisał(a):Wyszliśmy z tego stoiska z kilogramem przepysznych suszonych daktyli, chałwą i kawą.
Nie dziwię się, tyle pyszności, jak czegoś nie kupić, przecież kupowanie to przyjemność . Bazar wspaniały!
Pewnie że przyjemność. Szkoda tylko, że ceny towarów, które tam kupiliśmy, były wygórowane. No ale tam płaci się nie tylko za towar, ale również za atmosferę tego miejsca.
wiola2012 napisał(a):
megidh napisał(a):Weszliśmy na wewnętrzny dziedziniec Meczetu Sulejmana.
Podziwiam poświęcenie. Nie każdy zrezygnowałby z posiłku, żeby zwiedzić meczet, ale widoki naprawdę świetne i myślę, że warto było .
Było warto. W ramach posiłku w drodze do hotelu zakupiliśmy kilka obwarzanków u ulicznego sprzedawcy, aby mieć coś do przegryzienia w drodze powrotnej do Słonecznego Brzegu.
wiola2012 napisał(a):
_Piotrek_ napisał(a):Jestem pod wrażeniem tego jak dużo przez te dwa dni zobaczyliście ...
Ja też jestem pod wrażeniem .
Ja też . A tak na poważnie, to na zwiedzanie tej najbardziej historycznej części Stambułu wystarczą właśnie dwa dni. No chyba że ktoś chce bardzo dokładnie obejrzeć każdy zakamarek i celebrować zwiedzanie, to wtedy dwa dni mu nie wystarczą. Ale już na zwiedzanie miejsc oddalonych od tego ścisłego historycznego centrum trzeba mieć więcej czasu, którego nam zabrakło. Może kiedyś uda nam się wrócić do Stambułu, to wtedy będziemy przemierzać zupełnie inne ścieżki tego miasta.