Leżę....
Uff , nareszcie....
Pierwsze zachwyty minęły ....
Gdzie, te lazury......
Gdzie, ten błękit.....
Słońce nie radzi sobie z jedyną chmurą....
Trzeba mu pomóc....
W " ofierze " składam jedno lodowate piwo...
Chyba ,nie muszę mówić...
Lekko mi nie jest....
Zasypuję kamieniami, pod skalną ścianą ....
.........dyskretnie..........
Jeszcze mi ktoś znajdzie , lub pomyśli - wariat...
Moce i siły niepojęte, jednak tu są....
Mija raptem kilka chwil i słoneczny blask rozlewa się po horyzont ....
Lecę piorunem odkopać browarka - jeszcze pewnie się nie zgrzał...
I to jest to....
Woda kryształ - miga do mnie milionem refleksów....
W końcu lazur i malachit sobie tu dryfują...
Słonawa bryza owiewa mi zmysły...
Skały cudowne....
Rozdarte....
Słońce odkryło, jak bardzo pokancerowane wiatrem i wodą..
I to wszystko ,za osiem kun w depozycie ,na dziesięć minut...
Jestem z siebie dumny....
Mam zamiar wrócić szlakiem na górę, po utracone widoki...
To....
To ,nie jest błaha sprawa....
Przekonałem się organoleptycznie...
Muszę uważać...
Mam już tyle lat , że zdążyłem się do siebie przywiązać...
To miejsce wypala oczy ....
Mąci myśli...
Wysusza ciało .......
Skraca oddech......i..
...........upuszcza krew.....
Nie przychodźcie tu....
Uwierzcie ....
Nie każdy podoła.....
Moje spojrzenie padło na tą ścieżkę....
Hmm.......
Jak mam im wmówić ,że zgubiłem drogę...

.png)
.png)

