28 kwietnia, sobota c.d.
Nie było trudno wyjechać z Werony. Pomogły nam wydrukowane mapki i oczywiście wszechobecne we Włoszech drogowskazy. Drugim zaplanowanym na dziś celem było miasto
Vicenza.
Pamiętam, jak przed laty będąc na zwolnieniu lekarskim, miałem wypożyczony przewodnik Tkaczyka o Dolomitach i parę map. Siedziałem i planowałem trasy... ale że nie samymi górami człowiek przecież i wtedy też żył, na ostatni tydzień wyjazdu w planie było też jakieś zwiedzanie północnych Włoch. Garda, Werona, Vicenza i Padwa, to były pewniaki. Trochę zmieniły się warunki, zmienił się sposób podróżowania, zmieniliśmy się my, ale to właśnie te marzenia i ten plan realizujemy właśnie teraz...
Jest gorąco. Właśnie gdy wyjeżdżaliśmy wczesnym popołudniem z Werony, termometr w aucie pokazał 29 stopni, najwyższą temperaturę podczas tego majowego włoskiego długiego weekendu. Do przejechania mamy jakieś 50 km, a w tym czasie musimy po pierwsze zatrzymać się gdzieś na uboczu by trochę się ogarnąć, a po drugie pokonać dziesiątki rond

. Nie liczyłem ich, nawet o tym nie pomyślałem, ale na pewno było ich bardzo dużo... Wiem, nadłożyliśmy drogi, tak ułożyła się nasza trasa, że będziemy musieli jeszcze dziś do Werony wrócić, ale fakt, że starówka Vicenzy została w całości wpisana na listę UNESCO sprawił, że nie mogliśmy tego miasta ominąć

.
Do Vicenzy docieramy w czasie popołudniowej sjesty. To bardzo dobry pomysł by właśnie wtedy rozpoczynać zwiedzanie nowego miejsca... ruch o tej porze jest znikomy, łatwiej też znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu. Co prawda w tym przypadku łatwo nie było, całe centrum miasta jest szczelnie obmalowane na niebiesko

, ale w końcu zostawiamy auto po drugiej stronie niewielkiej rzeczki o nazwie Bacchiglione, nie aż tak daleko od starówki.
Wędrując w jej kierunku mijamy jakiś kościół. Wydaje mi się, że ma ciekawą elewację

.
Na przedkościelnej ławce wypatruje czegoś trójka dzieci
Sklepiki w podcieniowej uliczce są pozamykane. W sumie, nic dziwnego, o tej porze mało kto tędy przechodzi...
Ulica ta nosi nazwę Corso Fogarazzo... nieodparcie kojarzącą się nam z innymi rejonami Europy

.
Stoi przy niej jeszcze jeden kościół, San Lorenzo. Wybudowali go franciszkanie w 1280 roku. Jest wielki i ma bardzo ładne wnętrze oraz otoczony kolumnami dziedziniec z boku.
Pomnik ojca Kolbego we wnętrzu kościoła San Lorenzo
