Plaża Kalamos okazała się absolutnym strzałem w 10, niezrównanym hitem tego wyjazdu
Plaża jak plaża. Trochę żwiru, trochę piachu, trochę płaskich kamieni, w wodzie mniej więcej podobnie… ja wchodziłem bez plażowych butów, Małgosia nie mogła się bez nich obejść. To był dzień totalnej swobody, totalnego relaksu, któremu sprzyjała bardzo przyjemna pogoda – piękne słońce, lekki wiaterek, znośna jeszcze temperatura – zresztą gdy robiło się zbyt gorąco od razu wskakiwaliśmy do wciąż jeszcze ciepłej o tej porze roku wody. Ta część Eubei, zapewne dzięki uciążliwemu dojazdowi nie przyciąga zbyt wielu ludzi
Pustki były nieprawdopodobne zatem. Jeszcze chyba nigdy nie byliśmy przez cały dzień w takim miejscu, w którym nie widzieliśmy (poza wspomnianym samochodem) żadnego człowieka. A Kalamos to naprawdę bardzo fajna plaża
Jedyne zabudowanie które mogłoby być zamieszkałe – ale nie było.
Nieco ponad nami powstał drugi budynek, ale ewidentnie jeszcze jest niedokończony.
Przez cały dzień plaża była tylko i wyłącznie dla nas
No. może jeszcze dla tej widocznej w oddali grupki ptaków
Kalamos – piach i kamyki

.png)
.png)
.png)
.png)

.png)