CZĘŚĆ V. DOJAZD DO ROVINJ (22.08.2017)Czas opuścić Austrię i kierować się w stronę słońca i naszej ukochanej Chorwacji

Rovinj nie był w naszych planach od początku. W pierwszej wersji od razu z Hallstatt mieliśmy jechać na Hvar, ale okazało się, że łapiemy się ledwo na ostatnie promy, więc stwierdziliśmy, że musimy dołożyć kolejny nocleg po drodze. W okolicach kwietnia 2017 przesunęłam nasz pobyt w Hallstatt o dzień do przodu i dzięki temu udało się wygospodarować jeden dzień na miasteczko na Istrii. Po burzliwych dyskusjach wybór padł właśnie na Rovinj i był to wybór słuszny

8:30 jemy ostatnie śniadanko, pakujemy walizy do auta i 9:20 wyruszamy. Pogoda jak na złość… dobra




Nie spieszy się nam bardzo, bo odległość nie jest ogromna, dlatego wybraliśmy drogę przez Tarvisio – Udine – Triest – Koper – Rovinj . Lubimy trasy widokowe i ta wydała się nam optymalna





Poza górskimi widokami uwielbiam w Austrii to:



Ta zieleń jest obłędna!
Swoją drogą, gdyby nie to, że przesunęliśmy nasz pobyt w Hallstatt o jeden dzień do przodu, to dziś mielibyśmy ten pełny dzień na zwiedzanie i taką pogodę…

Mądry Polak po szkodzie.
Po drodze zatrzymujemy się w tym samym miejscu, co rok temu

Landzeit Tauernalm (2000 m n.p.m.). Bardzo nam się podoba ten punkt widokowy.



Po krótkim postoju jedziemy dalej. Tym razem nie będzie Karawankentunnelu, kierujemy się na Tarvisio.
Po drodze jeszcze tylko tankowanie w Austrii, za 1,2 euro/litr. I powiem Wam, że jak Duster normalnie palił 7 litrów, czasem nawet 8 litrów na 100 km, to na austriackim paliwie spalił 6,2 litra


Już widać, na co się kierujemy:

A teraz Moi Kochani, gdyby ktoś chciał jechać naszym śladem, ważna informacja
Poza winietą na Austrię i Słowenię, musicie pamiętać, że na tej trasie są też płatne odcinki:

autostrada Salzburg: 11,5 euro

Villach – Udine: 11 euro
Widoki coraz lepsze a pogoda wymarzona




I wreszcie jesteśmy – Włochy. W tym kraju opony naszego Dustera jeszcze nie stały



Nie skręcamy na Tarvisio, tylko jedziemy w kierunku Udine. Mijamy tunel i za nim robi się coraz piękniej






W tym momencie zdaję sobie sprawę, że już kiedyś jechałam tą drogą. Kojarzę te widoki, rzekę w dole. Podoba mi się ona niesamowicie. Byłam w tym miejscu. I wtedy przypominam sobie, że jak jechałam kiedyś z dziadkami do Bibione we Włoszech, to przejeżdżaliśmy tędy. Ot taki
come back do przeszłości

Nawet pamiętam, jaka muzyka wtedy leciała w samochodzie

Była to Budka Suflera – Jest taki samotny dom i Martwe morze

Jedziemy dalej, a ja wspominam, jak byłam dzieciakiem i zastanawiam się, dlaczego mam aż tak żywe wspomnienia sprzed ponad 20 lat i to konkretnie z tego miejsca.




Ostatni rzut oka na góry:

Fenomenalnie to wygląda, gdy wyjedżdżamy z gór i w momencie robi się płasko. Nie powoli krajobraz się zmienia, a jest bardzo radykalne odcięcie.
Śmigamy w stronę Triestu, który jednak zostawimy po naszej prawej stronie.


I już jesteśmy w Słowenii, ale tylko na chwilę

Tym razem mamy taki widok na morze


I powoli wężykiem do granicy z Chorwacją




Na granicy stoimy może z 10-15 minut. A potem siup i do Chorwacji


I myk w prawo:

O godzinie 14:45 wjeżdżamy do Rovinj:

Teraz tylko do apartamentu a potem w miasto

Jak dobrze być w Cro
A co w następnym odcinku?- dłuuugi spacer po Rovinj
Do zobaczenia
