...Niewiasta ma ukontentowana,lico jej promienieje i to nie od mrozu bynajmniej....żal bidulce oznajmić,ze wyprawa trudną i znojną będzie
-
a łupy jakoweś....przywieziem?...luby mój
A jużci...takiż on cel nam przyświeca...

wszak kamieni i muszli tam nieprzebrane bogactwo...
Odwrót znów planowy uczyniłem,bo to co za mną poleciało trwale ślad odcisnąło na drzwiach ode komnaty..
-
wiesz przecie o jakich kamieniach kobiety śnią,blade wstając z łoża
Wiem....
-
i strojach jakowych....jedwabnych?
Wiem...prosto z orientu darowane Ci będą...
(zapewne chiński szlak jedwabny u Chorwata mackę swą posiada)
Obietnice złożywszy mogę czynić gotowania wojenne....
Mapy z wszelakich wypraw rozpościeram na stole,kielich z winem zgrabiałą dłonią w chwili ostatniej łapię....
Jest....nie ta,tum Greków łupił..
Ta.....też nie....tu Hiszpan mnie ogołocił...
Siadam przeto we fotel z gąsiorem zacnego trunku,coby się nie porozlewalo......
Tu cię mam....złożona dziesięciokroć nogę od komody podpiera,coby nie kiwała się....musi sam rzeczoną tam wetknąłem,bo szkockie trunki z niej spadały.....
We łbie rozgrzanym zacnym winem już się toczą boje...
jakąż to drogę wybrać...
Zaprzyjażnieni wojowie radzą germański szlak....
inni znów czeski .....
inni słowacko-madziarski...
Resztki wina przywołują na myśl carskie wyjście..
Prosta krecha....Legnica-Brela....naznaczona ...tak być musi....
