Jesteśmy już trochę zmęczeni, ale zmierzamy dalej – przechodzimy przez Soho. W którym widzimy wiele charakterystycznych zewnętrznych klatek pożarowych, nieodmiennie kojarzonych przez chyba każdego z Nowym Jorkiem.
Dalej mijamy Little Italy i Chinatown (praktycznie połączone ze sobą).
W ciągu dnia nie robią pewnie takiego wrażenia jak nocą. W planach miałem powrót tu wieczorem, bo czytałem, że są tu niższe ceny pamiątek i restauracji niż w innych turystycznych dzielnicach. Ale pamiątki kupiliśmy od razu (poza tym w innych miejscach, nawet przy Times Square, wcale nie były droższe), a restauracje jednak trafialiśmy gdzie indziej – w rezultacie nie odwiedziliśmy już więcej tej dzielnicy.
Jesteśmy już tak zmęczeni, że postanawiamy odpuścić Brooklyn Bridge, wrócić metrem do mieszkania i przyjechać tu ponownie wieczorem, aby przejść przez ten kultowy most. Ale po raz pierwszy trafiamy na awarię sygnalizacji i masakryczne opóźnienia metra. Chcąc, nie chcąc, wchodzimy więc na Most Brooklyński i przechodzimy nim na drugą stronę East River, ale z powodu zmęczenia nie ma tu wielu ładnych zdjęć.
Odpuściliśmy też słynny punkt widokowy DUMBO – zamiast tego schodzimy z mostu w prawo i promem płyniemy do Hunters Point na Long Island, skąd autobusem wreszcie zjeżdżamy do domu. Przy okazji krótkiego oczekiwania na autobus podziwiamy jeszcze piękną panoramę środkowego Manhattanu (z Chrysler Building na pierwszym planie)
Promy na nowojorskich rzekach nie należą do wspólnego systemu transportu miejskiego i obowiązuje w nich oddzielny bilet za 4,50 USD, kupowany w kasie.

.png)