Vonitsa – ląd
Zostawiamy MaBe na kotwicy a sami pontonem desantujemy się na brzeg.
Idziemy coś zjeść.
Ponton zostaje na wysepce połączonej mostem z lądem.
Ciężko z niego wysiąść bo na kamieniach jest mnóstwo maleńkich jeżowców.
Nigdzie ich tyle nie widziałam w Grecji co tutaj.
Idziemy spacerem w stronę centrum.
Po drodze spotykamy klub żeglarski – no wypisz wymaluj jak u naszej Ewy nad zalewem!
Optimist na emeryturze – piękny jest!
Szukamy tawerny żeby zjeść jakiś obiad.
I tu trochę wtopa bo w żadnej nie ma tego co chcielibyśmy.
Jak jest dla mnie gemista to nie ma mousaki dla córek.
W końcu siadamy, zjadamy ale nie jesteśmy zadowoleni.
Było średnio smacznie, małe porcje i cenowo też kiepsko.
Jak dotąd na wiele wizyt w tawernach to jedyna gdzie było bardzo średnio.
Siedzimy, jemy i patrzymy na pirs.
Stoi kilka jachtów ale jedno miejsce wolne jeszcze jest.
Idziemy na pirs dowiedzieć się o głębokość.
Pytam jednych ludzi z łodzi – jest 2,3 pod ich kilem, czyli jak najbardziej ok.
To co, przestawiamy się?
Tak!!!
Dziewczyny zostają na pomoście a my we dwoje biegniemy do pontonu i wracamy na MaBe zabrać ją z kotwicy.
W czasie jak płyniemy do łodzi widzimy dwie jednostki wchodzące do portu.
Na szczęście obie zrezygnowały z cumowania w porcie, popłynęły gdzieś dalej.
Uff…
Podnosimy kotwicę, przepływamy tę niewielką odległość na silniku.
Rzucamy kotwicę, dziewczyny odbierają nasze cumy.
Pierwszy raz stoimy w Vonitsie przy nabrzeżu.
Przy Anglikach.
To małżeństwo.
Na swoim jachcie.
W sekundę znajdujemy nic porozumienia.
Dużo rozmawiamy.
A potem Kapitan gra na gitarze a ja śpiewam.
Rankiem słyszymy dużo dobrych ciepłych słów i podziękowanie za koncert.
To bardzo miłe.
Lubię śpiewać.
Od kilku lat to mój zawód ale wiele wiele lat temu śpiewanie stało się moją pasją.
Wciąż się uczę, biorę lekcje, ćwiczę.
Śpiewanie daje mi ogrom satysfakcji.
Nasze córy w czasie gdy na nas czekały wypatrzyły w porcie żółwia.
A nawet dwa!!!
One tu żyją, pływają.
Tu widać jednego pod wodą.
Nawet główkę wystawił.
Kapitan tradycyjnie zwiedza z powietrza.
Jak widać w mieście nie ma tłumów.
Nad portem góruje twierdza.
W Vonistsie mamy bardzo klimatyczny zachód słońca.
Niemo zaczyna wyglądać groźnie.
Widać już, że idzie zmiana pogody.
A żółwie dalej pływają po zatoce co raz wystawiając główkę.
Już po ciemku nasz dron jeszcze raz wznosi się w górę.
Vonitsa po zmroku jest śliczna.

.png)