Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dziwne, śmieszne i niebezpieczne przygody na trasie do Hr

Którędy jechać? Ile zajmuje pokonanie trasy? Na jakich odcinkach drogi są płatne? Gdzie przekraczać granice? Nocować po drodze czy nie? A jeśli tak, to gdzie? Co zabrać w podróż, na co uważać, jak się zachowywać, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych. Gdzie nie warto tankować i co z LPG.
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
lukas_piotr2
Turysta
Posty: 13
Dołączył(a): 11.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) lukas_piotr2 » 11.07.2009 18:56

Witam wszystkich.

Czytam te historie.. są niezłe. Ja również mam taką, którą warto się podzielić.. trochę do śmiechu - choć dla mnie było to dość stresujące..

Świt sierpnia 2008, dwa auta, ja z kolegą w pierwszym. Jesteśmy 2 dni po moim weselu, świeżo wyjechaliśmy z tego Słoweńskiego objazdu, skołowani i zmęczeni na maksa bo zgubiliśmy się w okolicach Ptuja ze dwa razy. Słownie umówiliśmy się że przekraczamy granicę i robimy długi postój.. a ponieważ jechaliśmy pierwszy raz.. nie było pewności że objazd się udał.
Wyjeżdżamy z lasu widać granicę.. ale mgła jak cholera! Wszystko rozmazane. Kolega mówi że wpierniczyliśmy się na pewno z powrotem na autostradę i jest bramka. Ja lukam w mapy i coś mi nie pasuje.. ale panika i zmęczenie wygrały... zasugerowaliśmy się nawzajem i przekonani o istnieniu bramki wjeżdżamy we mgle na granicę UE zaznaczam.
Nie wiele myśląc kolega otwiera okno i do celniczki, która bez czapki w okienku nie wyglądała na mundurową pyta się:
"How Much?"
Trochę głupie pytanie przy opuszczaniu UE.. no ale..co się dzieje dalej?
Dziewczyna wybałusza oczy a jej kolega już mundurze odpowiada nam z mostu:
"1000 Euro"..
Już wiemy że coś jest nie tak ale jego agresywny ton głosu zbija nas z tropu jeszcze bardziej. Koleś dalej swoje angielszczyzną:
"płacicie 1000Euro albo nie wjeżdżacie"
Wiemy już że rozmawiamy z policjantem, który wydaje się na poważnie żądać od nas ponad 3 tysiące PLN tylko nie wiemy za co!
Staramy się tłumaczyć co się dzieje zadając pytania.. aż usłyszeliśmy:
"I am the police I can do what i wanna do, because i have a gun!"
Chwytając za kaburę spowodował że jako pasażer zapiął sam kierowcy wsteczny mówiąc bez ogródek żebyśmy sp#$%@..
SZOK!
W tym momencie celnik wrzasnął "co jest z wami nie tak? To granica! Paszporty mi dajcie!" i puścił nas dalej.. zgromadzeni na bramce:
kowboj, blondynka i jeszcze jeden zaciekawiony mundurowy obśmiali nas serdecznie wypuszczając po obejrzeniu paszportów za granicę słoweńską.

Na pierwszym BP mieliśmy po tym długi postój.. kilka fajek i mocną kawę.

Taka jest cena zmęczenia a głupie sytuacje rodzą kolejne..

Pozdrawiam
Romo
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 120
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Romo » 24.07.2009 23:06

Witojcie, witojcie, to ja też coś dorzucę... :)
Tak na rozgrzewkę - 2006 rok, po 2 tyg pobycie na Ciovo - upał przepotworny podczas całego urlopu, o deszczu zapomnieliśmy, że w ogole istnieje, chmury oglądaliśmy w postaci szczątkowej, fotografowane były jako rzadkie zjawisko - następuje powrót do domu. W środkowej części Cro zaczyna padać deszcz...po kilku minutach się wzmaga...po kilku minutach leje...po kilku minutach wycieraczki nadążają jako tako ze zbieraniem wody przy prędkości ok. 50 km/h...i wtedy..... ALARM!!! WODA NA POKŁADZIE!!! Zapchany odpływ spowodował, że lejąca się przez podszybie deszczówka zaczęła porządnym strumieniem wlewać mi się do auta wlotem powietrza na podłogę przed siedzeniem pasażera z przodu....Poziom wody podnosił się i podnosił w trakcie jazdy. Już żonka moczy stópki...już dziecko z tyłu moczy stópki....mnie oddziela tunel wału...zastanawiamy się , co będzie dalej... Ufff!!! stacja benzynowa, zjechaliśmy i dawaj-wylewać "wodę z zęzy" :) Udało się nie zatonąć, ale woda chlupała już wysoko - oryginalne przeżycie.
Następny rok - miała być również Cro (dlatego tu o tym piszę), ale koniec końców wybraliśmy się do Grecji na Peloponez. Ten sam zacny samochodzik - Honda Civic 1,4 1998 r. Jedziemy, czując smak przygody i nieznanego - w końcu to 2500 km w jedną stronę. Chyba żeśmy sobie tę przygodę w złą godzinę zamówili... W zasadzie "pod domem", bo na Słowacji, skoczyła temperatrura płynu chłodzącego silnika niemalże na czerwone pole. Poczułem lekki niepojkój, ale myślę "góry - ma prawo się lekko spocić, zobaczymy co będzie dalej"...no to zobaczyliśmy. Temperatura po chwilowym opadnięciu przy szybszej jeździe, zaczęła szybko wspinać się, gdy zwalnialiśmy. No więc zatrzymujemy się, maska w górę, patrzę, a tu w zbiorniczku wyrównawczym płynu chłodzenia silnika full-pod korek, węże ukł chłodzenia twarde jak skała. Niefart, prawdopodobnie uiszczelka pod głowicą...szybka narada z rodziną i towarzyszami drogi. Tak się wszyscy na ten wyjazd nastawiliśmy, że decyzja - JEDZIEMY DALEJ. Ale najpierw - niestety na gorącym silniku, "odciśnieniowanie" ukł. chłodznia i ponowne jego napelnianie. Taki ceremoniał, trwający ok. 45-60 min., co mniej więcej 300-400 km. Oczywiście pomiędzy "przeglądami" jazda z włączonym ogrzewaniem na full i otwartymi oknami, co przy prędkości 130-140 km/h ma swoje DONOŚNE znaczenie :wink: . Wyobraźcie sobie, że udało nam się dojechać do celu i nie zwariować, choć w Serbii na poważnie rozważałem zostawienie samochodu i kontynuowanie drogi pojazdami znajomych, którzy z nami jechali...ale to chwilowa słabość była, twardym trzeba być nie miętkim!!! :wink: Myśli ktoś może, że to wszystko...wszak i tak już niezły kłopot, bo zostało do zrobienia 2500 km z powrotem... Otóż nie, Robaczki, nie tak prędko!!! Cóż, o ile wyżej wymieniona usterka zaistniała bez możliwości jej przewidzenia, a co za tym idzie wcześniejszej reakcji z mojej strony, to dalsze "kwiatki" to juz ewidentnie moja wina. Padł mi akumulator - dobrze, że Grecja to górzysty kraj, nie trzeba było pchać samemu...ale padły mi także hamulce, t.j. skończyły się klocki z przodu - niedobrze, że Grecja to taki górzysty kraj, bo pomimo hamowania silnikiem, to jednak klocki zużywają się szybciej, a jak ich już nie ma, to średnio się hamuje... :D Te dwie usterki objawiły się na dwa dni przed wyjazdem powrotnym, na szczęście miałem czas, by pokupować akumulator i klocki i wymienić to wszystko. Oczywiście miałem już za sobą wymontowanie i czyszczenie chłodnicy i termostatu, gdyż dopiero po powrocie zdiagnozowano u mnie tę nieszczęsną uszczelkę. Nasz gospodarz autentycznie martwił się widząc mnie przy samochodzie, umorusanego, zapoconego, mamroczącego "coś" pod nosem z wściekłym wyrazem twarzy :D Powrót - oczywiście ze wspomnianym już ceremoniałem co 300-400 km, ale już jakby wszyscy przyzwyczajeni, to i nerwów i emocji nie było...do czasu.
Już w Polsce, tak ok. 100 km od Wawki zaczął lać deszcz. Odpływy przeczyszczone-chłe, chłe-więc luzik. Ale stworzył się inny problem, otóż silniczek prychnął raz, drugi, a potem zmienil gang i stracił sporo mocy. Prędkośc maksymalna to ok. 60 km na godzinę, więcej ani huhu. W sumie to może i dobrze, bo lało jak z cebra, na katowickiej były takie koleiny, że nie można było pasa zmienić, jak spróbowałerm kilka razy, to traciłem panowanie nad autem, taka ilość wody w koleinach. Więc nie probowałem więcej, nie zjeżdżałem także z drogi, bo nie było specjalnie gdzie, a na poboczu nie chciałem się zatrzymywać, bo widoczność niemal zerowa. I wszystko fajnie szło, tzn. jakoś się przez ten deszcz przedzierałem, gdy dojrzałem we wstecznym lusterku światła - zbliżające się do mnie coraz bardziej - tak, że w pewnym momencie widzę, że to ciężarówka i słyszę nagle w CB - "niech ten koleś w białym Civicu przede mną sp....ala jak najszybciej, bo ja tu hamować nie mogę, tyle wody w koleinach". Takim dość poddenerwowanym głosem to było powiedziane. Ja do strachliwych nie należę, ale wtedy w ułamku sekundy, spocilem się jeszcze bardziej niż na greckiej czy chorwackiej plaży... Na szczęście wyhamował....na szczęście, bo ja zrobić nic nie mogłem, bo ruch kierownicy w bok i jazda figurrowa na wodzie.... Były emocje. Jak już się zatrzymałem, okazało się, że zsunął się przewód ze świecy i jeden garnuszek nie palił, bo wody naciekło po brzegi. Wtedy zrobiliśmy ogólnie 6300 km podczas całego urlopu. Na pewno nie zapomnę go do końca życia!!! :D :D :D
Pozdrowionka
Aldonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4159
Dołączył(a): 07.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Aldonka » 24.07.2009 23:59

Romo to się nazywają wakacje z przygodami :)
weldon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 39917
Dołączył(a): 08.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) weldon » 25.07.2009 06:44

yskyerka napisał(a):Romo to się nazywają wakacje z przygodami :)


Chyba też, tym razem, zrezygnuję z przeglądu przedwyjazdowego,
do bagażnika wrzucę dwa worki marychy, a dzieciom dam granat do zabawy
- rozerwiemy się po drodze :D

A tak na poważnie, Romo, gdzie dojechałeś i którędy?
Peloponez jest jednak dość daleko, korciło mnie, żeby tam wrócić,
ale jednak, m.in. ze względu na odległość, wygrała Chorwacja.

pzdr
who
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 419
Dołączył(a): 23.02.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) who » 25.07.2009 12:31

Romo napisał(a):...Oczywiście pomiędzy "przeglądami" jazda z włączonym ogrzewaniem na full i otwartymi oknami, co przy prędkości 130-140 km/h ma swoje DONOŚNE znaczenie :wink:

- ładnych parę lat temu, gdy wracałem z Rzymu, na jednej z tamtejszych stacji paliw podszedł do mnie Polak z prośbą o pomoc. Otóż miał awarię - przestały działać elektrycznie opuszczane szyby i wentylator nawiewu. To jest dopiero hardkor.
bociek68
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 39
Dołączył(a): 15.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) bociek68 » 25.07.2009 13:05

Romo napisał(a):Witojcie, witojcie, to ja też coś dorzucę... :)
Tak na rozgrzewkę - 2006 rok, po 2 tyg pobycie na Ciovo - upał przepotworny podczas całego urlopu, o deszczu zapomnieliśmy, że w ogole istnieje, chmury oglądaliśmy w postaci szczątkowej, fotografowane były jako rzadkie zjawisko - następuje powrót do domu. W środkowej części Cro zaczyna padać deszcz...po kilku minutach się wzmaga...po kilku minutach leje...po kilku minutach wycieraczki nadążają jako tako ze zbieraniem wody przy prędkości ok. 50 km/h...i wtedy..... ALARM!!! WODA NA POKŁADZIE!!! Zapchany odpływ spowodował, że lejąca się przez podszybie deszczówka zaczęła porządnym strumieniem wlewać mi się do auta wlotem powietrza na podłogę przed siedzeniem pasażera z przodu....Poziom wody podnosił się i podnosił w trakcie jazdy. Już żonka moczy stópki...już dziecko z tyłu moczy stópki....mnie oddziela tunel wału...zastanawiamy się , co będzie dalej... Ufff!!! stacja benzynowa, zjechaliśmy i dawaj-wylewać "wodę z zęzy" :) Udało się nie zatonąć, ale woda chlupała już wysoko - oryginalne przeżycie.
Następny rok - miała być również Cro (dlatego tu o tym piszę), ale koniec końców wybraliśmy się do Grecji na Peloponez. Ten sam zacny samochodzik - Honda Civic 1,4 1998 r. Jedziemy, czując smak przygody i nieznanego - w końcu to 2500 km w jedną stronę. Chyba żeśmy sobie tę przygodę w złą godzinę zamówili... W zasadzie "pod domem", bo na Słowacji, skoczyła temperatrura płynu chłodzącego silnika niemalże na czerwone pole. Poczułem lekki niepojkój, ale myślę "góry - ma prawo się lekko spocić, zobaczymy co będzie dalej"...no to zobaczyliśmy. Temperatura po chwilowym opadnięciu przy szybszej jeździe, zaczęła szybko wspinać się, gdy zwalnialiśmy. No więc zatrzymujemy się, maska w górę, patrzę, a tu w zbiorniczku wyrównawczym płynu chłodzenia silnika full-pod korek, węże ukł chłodzenia twarde jak skała. Niefart, prawdopodobnie uiszczelka pod głowicą...szybka narada z rodziną i towarzyszami drogi. Tak się wszyscy na ten wyjazd nastawiliśmy, że decyzja - JEDZIEMY DALEJ. Ale najpierw - niestety na gorącym silniku, "odciśnieniowanie" ukł. chłodznia i ponowne jego napelnianie. Taki ceremoniał, trwający ok. 45-60 min., co mniej więcej 300-400 km. Oczywiście pomiędzy "przeglądami" jazda z włączonym ogrzewaniem na full i otwartymi oknami, co przy prędkości 130-140 km/h ma swoje DONOŚNE znaczenie :wink: . Wyobraźcie sobie, że udało nam się dojechać do celu i nie zwariować, choć w Serbii na poważnie rozważałem zostawienie samochodu i kontynuowanie drogi pojazdami znajomych, którzy z nami jechali...ale to chwilowa słabość była, twardym trzeba być nie miętkim!!! :wink: Myśli ktoś może, że to wszystko...wszak i tak już niezły kłopot, bo zostało do zrobienia 2500 km z powrotem... Otóż nie, Robaczki, nie tak prędko!!! Cóż, o ile wyżej wymieniona usterka zaistniała bez możliwości jej przewidzenia, a co za tym idzie wcześniejszej reakcji z mojej strony, to dalsze "kwiatki" to juz ewidentnie moja wina. Padł mi akumulator - dobrze, że Grecja to górzysty kraj, nie trzeba było pchać samemu...ale padły mi także hamulce, t.j. skończyły się klocki z przodu - niedobrze, że Grecja to taki górzysty kraj, bo pomimo hamowania silnikiem, to jednak klocki zużywają się szybciej, a jak ich już nie ma, to średnio się hamuje... :D Te dwie usterki objawiły się na dwa dni przed wyjazdem powrotnym, na szczęście miałem czas, by pokupować akumulator i klocki i wymienić to wszystko. Oczywiście miałem już za sobą wymontowanie i czyszczenie chłodnicy i termostatu, gdyż dopiero po powrocie zdiagnozowano u mnie tę nieszczęsną uszczelkę. Nasz gospodarz autentycznie martwił się widząc mnie przy samochodzie, umorusanego, zapoconego, mamroczącego "coś" pod nosem z wściekłym wyrazem twarzy :D Powrót - oczywiście ze wspomnianym już ceremoniałem co 300-400 km, ale już jakby wszyscy przyzwyczajeni, to i nerwów i emocji nie było...do czasu.
Już w Polsce, tak ok. 100 km od Wawki zaczął lać deszcz. Odpływy przeczyszczone-chłe, chłe-więc luzik. Ale stworzył się inny problem, otóż silniczek prychnął raz, drugi, a potem zmienil gang i stracił sporo mocy. Prędkośc maksymalna to ok. 60 km na godzinę, więcej ani huhu. W sumie to może i dobrze, bo lało jak z cebra, na katowickiej były takie koleiny, że nie można było pasa zmienić, jak spróbowałerm kilka razy, to traciłem panowanie nad autem, taka ilość wody w koleinach. Więc nie probowałem więcej, nie zjeżdżałem także z drogi, bo nie było specjalnie gdzie, a na poboczu nie chciałem się zatrzymywać, bo widoczność niemal zerowa. I wszystko fajnie szło, tzn. jakoś się przez ten deszcz przedzierałem, gdy dojrzałem we wstecznym lusterku światła - zbliżające się do mnie coraz bardziej - tak, że w pewnym momencie widzę, że to ciężarówka i słyszę nagle w CB - "niech ten koleś w białym Civicu przede mną sp....ala jak najszybciej, bo ja tu hamować nie mogę, tyle wody w koleinach". Takim dość poddenerwowanym głosem to było powiedziane. Ja do strachliwych nie należę, ale wtedy w ułamku sekundy, spocilem się jeszcze bardziej niż na greckiej czy chorwackiej plaży... Na szczęście wyhamował....na szczęście, bo ja zrobić nic nie mogłem, bo ruch kierownicy w bok i jazda figurrowa na wodzie.... Były emocje. Jak już się zatrzymałem, okazało się, że zsunął się przewód ze świecy i jeden garnuszek nie palił, bo wody naciekło po brzegi. Wtedy zrobiliśmy ogólnie 6300 km podczas całego urlopu. Na pewno nie zapomnę go do końca życia!!! :D :D :D
Pozdrowionka


Człowieku, ty to masz szczęście :roll: , ale dobrze Ci radzę nie leć na wczasy samolotem 8O :lol: , pozdrav.
Romo
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 120
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Romo » 25.07.2009 15:55

Yskyerka - to prawda!!! Teraz wspominam z rozrzewnieniem i uśmiechem na twarzy!!! :D

Bociek, w zeszłym roku grany był aeropłan - i wszystko było ok., nawet turbulencje były w cenie i nie trzeba było dopłacać... :D

who - szczerze współczuję temu człowiekowi....a najbardziej współczuje mu moja żona. Otóż ja - tak to teraz widzę-jechałem na potężnej adrenalinie w związku ze stanem technicznym auta i możliwych, wynikających z tego scenariuszy. Moja żonka, pomimo, że się też mocno martwiła (chociaż wszystkiego jej nie powiedziałem-po co?), to bardziej jednak odczuwala fizyczne niewygody - żar i huk w samochodzie, myślałem, że w Serbii wyjdzie z siebie i stanie obok. Równie szkoda mi było naszej corki, która jechała z tyłu....ale udało się.

Weldon, na Peloponez pojechaliśmy w ciemno, kierując się do Kalamaty i tam mieliśmy "zobaczyć jak będzie". W sumie 1,5 km od tego miasta, w miejscowości Avia znaleźliśmy kwaterki. Szukaliśmy raptem 2 godzinki. Gospodarz był niesamowicie gościnny i pomocny we wszystkim, a na koniec jeszcze każda rodzina dostała po 5l kalamackiej oliwy z oliwek w oryginalnej metalowej bańce. Zjeździliśmy praktycznie całe południowe wybrzeże, - wejście do Hadesu, wszystkie miasteczka, wraz z jaskiniami, a także pólnocno-wschodnią część półwyspu - w sumie wycieczek zebrało się około 1300 km. Zabytki - kwintesencja tego, co chciałbym zobaczyć.... Poza tym - właśnie tam to jest prawdziwa Grecja. Nie to co "kurort" pt. Leptokaria....Brrr (tam bylismy przez chwilę, przejazdem).Na Peloponez jechaliśmy przez Słowację, Węgry-koło Budapesztu, Serbię-przez Belgrad i Macedonię. Zapomnialem dodać, że w skład kawalkady wchodził jeden samochód z Anglii - t.j. kółko z prawej strony. Niesamowicie wygodne i bezpieczne przy wyprzedzaniu gdziekolwiek w górzystym terenie :wink:
Na pewno tam wrócę, nie wiem, czy w okolice Kalamaty, ale na Peloponezie sie jeszcze zamelduję. Samochodem. Jest tam tyle do zwiedzania, a jazda samochodem daje tam tyle frajdy...

Pozdrowionka
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 96213
Dołączył(a): 10.09.2004
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 12.03.2014 12:18

Odgrzebałem temacik :smo: może komuś coś się przypomni dziwnego, śmiesznego i niebezpiecznego :?:
rafalisko30
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1143
Dołączył(a): 17.07.2011
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) rafalisko30 » 14.03.2014 22:25

Nie przeczytałem całego tematu, więc nie wiem, czy ktoś miał podobną sytuację co ja 1,5 roku temu. Zasuwamy z rodzinką Astrą na Cieszyn, potem kierunek Brno, godzina 1 lub 2 w nocy, jesteśmy za Frydek-Mistkiem, a przed Olomuncem. Droga chyba już dwupasmowa w obu kierunkach, przeciwległe pasy ruchu przedzielone barierkami. Małe natężenie ruchu, ciemno jak w ... nocy, zero latarni, przede mną jedzie samochód, widzę tylko jego tylne światła. Nagle te światła przesuwają się jakoś tak nienaturalnie, jakby skoczyły gwałtownie na bok. Pomyślałem sobie wtedy, że kierowca poprzedzającego mnie pojazdu wpadł w poślizg. Zdjąłem nogę z "gazu" i wtedy kilkadziesiąt (sam dokładnie nie wiem ile) metrów przede mną zobaczyłem stojącą na moim pasie sarnę. Mój poprzednik po prostu gwałtownie ominął tą przeszkodę. To było najostrzejsze hamowanie w moim życiu. Żonka drzemiąca na przednim fotelu pasażera przeżyła gwałtowne budzenie, niemal witając się z przednią szybą naszego autka. Nie udało mi się uniknąć kolizji, lekko potrąciłem sarnę, która oślepiona światłem mojego pojazdu stała jak wryta. Ciśnienie podskoczyło mi gwałtownie. Ruszyłem powoli i na pierwszej stacji benzynowej po oględzinach samochodu stwierdziłem, że miałem kupę szczęścia. Autko lekko zadrapane, światła całe, można jechać dalej. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało z naszym urlopem, gdyby ta sarna skoczyła mi przed maskę, nie dając czasu na jakąkolwiek reakcję.
Jarek999
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 443
Dołączył(a): 09.06.2007
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jarek999 » 23.03.2014 13:55

2007 rok, powrót ( na szczęście ) z Chorwacji w dwa samochody, autostrada na Węgrzech, do tego sobota w południe. Wyjeżdżamy z parkingu po krótkim odpoczynku, my pierwsi, znajomi za nami, ale po kilku kilometrach, nie widać ich w lusterku. Oczywiście zwalniamy, ale nadal nic, więc za telefon i okazuje się, że niedługo po wyjeździe z parkingu, samochód im zgasł i nie mogą zapalić. Ponieważ to autostrada, więc jedziemy do najbliższego zjazdu, chwilę czekamy, znów telefon, ale nadal nie jadą. Więc zawracamy naokoło i stajemy przy nich. Wstępna diagnoza ( przypuszczenie) raczej niewesoła (rozrząd) :cry: .
Oczywiście telefon do assistance i dwugodzinne oczekiwanie na lawetę w temperaturze grubo ponad 30 st. C, pełne słońce, obok mknące TIR-y.
Wreszcie przyjeżdża laweta i jedziemy ok. 60 km do Siofoku.
Na miejscu oczywiście bariera językowa, angielski u bratanków w powijakach, po węgiersku nawet przy największej dobrej woli nic nie da się zrozumieć. Pomocą okazuje się była dziewczyna jednego z mechaników, Polka mieszkająca w Siofoku, i tłumacząca przez telefon diagnozę. Niestety to pasek rozrządu, naprawa najwcześniej za prawie tydzień.
Znów assistance, załatwianie noclegu i powrotu do Polski znajomych. Czekamy kilka godzin na załatwienie tych formalności. Ładujemy do naszego samochodu część bagaży znajomych i kiedy taksówka zabiera ich do pensjonatu nad Balatonem na nocleg, my po ponad 6 godzinach w upale jedziemy w dalszą drogę do domu.
Na zakończenie dodam, że znajomi w niedzielę wrócili do domu pociągiem, a w poniedziałek wrócili lawetą z Polski i zabrali samochód z warsztatu, co okazało się tańszym rozwiązaniem.
Węgrzy wyceniali naprawę na ok. 1000-1100 euro, a jak zobaczyli, że auto jest z LPG, to w ogóle bali się do niego zabrać.
martinb33
Odkrywca
Posty: 89
Dołączył(a): 29.01.2018
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) martinb33 » 08.03.2018 14:51

Przeczytałem temat od początku do końca i nie mogę wyjść z podziwu jak to 15-20 lat temu jeździliście do Cro Seicento, Temprą, Clio, Polonezem, sama taka trasa to już jest przygoda ;)
danol148
Odkrywca
Posty: 67
Dołączył(a): 24.08.2014
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) danol148 » 12.03.2018 22:54

Ja rok temu pojechałem 19 latnią astrą w LPG jeyyna przygoda po drodze to już w Chorwacji na autostradzie przy 140 km/h box dachowy się otwarł i pampersy poleciały luzem na gościa co za nami jechał całe szczęście box był wypchany walizami i to była jedyna lekka rzecz w nim.
Violette
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 380
Dołączył(a): 08.08.2010
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) Violette » 13.03.2018 18:54

danol148 napisał(a):Ja rok temu pojechałem 19 latnią astrą w LPG jeyyna przygoda po drodze to już w Chorwacji na autostradzie przy 140 km/h box dachowy się otwarł i pampersy poleciały luzem na gościa co za nami jechał całe szczęście box był wypchany walizami i to była jedyna lekka rzecz w nim.

Popłakałam się ze śmiechu :lol: :lol: :lol: , przeczytałam mężowi, a on na to "to nie jest wcale śmieszne, tylko niebezpieczne" :roll: :roll: :roll: , więc mu powiedziałam, że w temacie jest "dziwne, śmieszne i niebezpieczne", czyli jedno nie wyklucza drugiego.
Ja na szczęście nie miałam żadnych przygód na wakacyjnej trasie. I oby tak dalej. I jeszcze, żeby nigdy nie powtórzyła się ubiegłoroczna podróż do Chorwacji, gdzie od Częstochowy do tunelu Sveti Rok lało jak z cebra, a ze 100 km. przed tunelem doszła jeszcze mgła 8O .
kojacek
Cromaniak
Posty: 777
Dołączył(a): 29.05.2013
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) kojacek » 13.03.2018 19:25

danol148 napisał(a):Ja rok temu pojechałem 19 latnią astrą w LPG jeyyna przygoda po drodze to już w Chorwacji na autostradzie przy 140 km/h box dachowy się otwarł i pampersy poleciały luzem na gościa co za nami jechał całe szczęście box był wypchany walizami i to była jedyna lekka rzecz w nim.

Mam nadzieję, że tamten kierowca utrzymał się "na czarnym"?
Mi krótko przed wyjazdem odmówiła posłuszeństwa moja szyba. Nic strasznego, gdyby nie był to piątek wieczorem a w poniedziałek rano mieliśmy wracać a ona była w dolnym położeniu.
Niby w sobotę można znaleźć warsztaty, ale jeśli przyjedzie się czymś innym, niż VAG itp, to na twarzy mechanika można zobaczyć minę, jakby zjadł kilo cytryny.
Ostatecznie wróciłem do Polski z kawałkiem deski w drzwiach.
PS Teraz już wiem, jak zdjąć boczek, trzeba było użyć większego "F", niż próbowałem :mrgreen:
Gofer83
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 81
Dołączył(a): 09.12.2010
Re: Dziwne, Śmieszne I Niebezpieczne Przygody Na Trasie Do H

Nieprzeczytany postnapisał(a) Gofer83 » 13.03.2018 21:02

To i ja się pochwalę. Rok 2010, pierwszy raz do Chorwacji. Jedziemy na 2 auta przez SK i H. Dużo ludzi polecało Route86 na Węgrzech, wiec stwierdziłem ze polecimy tamtędy. Dość młoda ekipa na wakacje, pierwszy raz w taką trasę autem wiec obawy były. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku przez CB ze droga daremna i wracamy gdzieś na autostradę. Zjechaliśmy z drogi 86 i zorientowaliśmy się że jesteśmy sami na drodze a po lewej i prawej same pola słoneczników, ciemno, gdzieś po 23 jedziemy tak parę km. W pewnym momencie we wstecznym lusterku widać światła. Auto zbliża się do nas dość szybko, i w konsekwencji wyprzedza. Okazuje się ze to BMW, które po chwili znika. Po jakichś 2 km widać auto gdzieś na poboczu, na awaryjnych. Dalej same pola w koło. Ktoś rzucił w aucie hasło a co jak będzie nas teraz ktoś chciał zatrzymać? Zrobiła się dziwna atmosfera w środku, ale mijamy BMW i po chwili wjeżdżamy do jakiejś wioski, kurcze godzina 23 a we wszystkich oknach ciemno. W głowach KAJ MY SOM :). Po paru kolejnych km docieramy do stacji benzynowej , a tam sytuacja jak z filmu, kołysze się jakaś pojedyncza lampa, pełno jakichś żuczków na ulicy, prawie że aż czarno, brakowało jedynie przelatujących kłębów siana :).
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Samochodem - trasy, noclegi, przepisy, uwagi



cron
Dziwne, śmieszne i niebezpieczne przygody na trasie do Hr - strona 12
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019