U stóp zielonych wzgórz naszym oczom ukazuje się urocza zatoka z wysuniętym w morze cypelkiem mola...tu postanawiamy poćwiczyć cumowanie...mimo obaw idzie całkiem sprawie

...W bezpiecznej odległości Tomek wyłącza silnik i łagodnie dryfujemy w kierunku lądu...ja przyczajam się na dziobie stateczku i kiedy jesteśmy prawie u celu wyskakuję na molo długim, pewnym susem,potem obwiązuję liną betonowy pachołek...Hip, hip, hurra!!! Udało się!
-Mamo...
-Tak?
-Jestem dumny, że połowa mnie to ty...
Różne teksty już w życiu słyszałam ale ten rozwala mi serce...
Zaszywam ten moment głęboko pod skórą, tak jak kiedyś chowałam pod łóżkiem cukierki z bożonarodzeniowej paczki...śmiejemy się, dzieciaki uwalniają energię ganiając się po molo...Tomcio pstryka fotki, cykady napierdzielają aż miło...gdybym miała kiedyś opisać swój idealny dzień nie dodałabym nic więcej...
Po chwili filozoficznej zadumy wyruszamy w dalszą drogę...
Płyniemy wzdłuż linii brzegowej podziwiając po drodze takie wypasione nadmorskie apartamenty..
Dzieciaki już zupełnie odstresowane korzystają z luksusów naszego jachciku...
Coraz więcej bander za burtą, pozdrawiamy się z oddali niczym wytrawni motocykliści...
Kierujemy się do zatoki Lucica...w oddali majaczy jakiś camp...
Postanawiamy zbadać teren...może to będzie nasza przyszłoroczna miejscówka?...

Podpływamy do nadbrzeża...Camp lśni w pełnym słońcu...wolimy bardziej zacienione miejscówki ale warto się rozejrzeć...
Wyskakujemy na stały ląd...piękna zatoka atakuje tęczówki turkusem...trochę dalej campery ukryte w cieniu drzewek oliwnych...spokój, aż dzwoni w uszach...nie daję się prosić ...na ochotnika sprawdzam temp. wody...
Krystalicznie zimna, ale w taki upał nawet mi to nie przeszkadza...Pstrykam fotkę z nazwą campu, żeby gdzieś nie umknęła...strasznie mi się tu podoba...
Przysiadamy na murku chłonąc widoki, nie kryjąc zachwytów...
Słysząc ojczysty język zaczepia nas rodak stacjonujący na campie. Pyta gdzie można wynająć łódkę, ile kosztuje...my pytamy o warunki na campie...okazuje się ,że jest bardzo tani...ok 15 euro za 4 os rodzinkę, niestety na campie nie ma prądu i z wodą też bywa różnie...nie wiem czy to tylko taka antyreklama bo trudno tu o miejscówkę czy taki jest stan faktyczny...
Po krótkim plażowaniu i kąpanku zbieramy zabawki i szykujemy się do odwrotu...
Jeszcze pamiątkowy klombik wrzosu...
I już odpalamy łajbę...
c.d.n.