Dzień 9 (7 na wyspie)
Zgodnie z planem z poprzedniego dnia postanowiliśmy wyruszyć trasą w stronę Sucuraja, wymagało to nieco wcześniejszego zebrania się z pieleszy i śniadaniowych ogarnięć w szybszym tempie.


Dziewczyny podzieliły się funkcjami – młodsza odleciała w spokojny sen a starsza prowadziła casting i kazała nam śpiewać przeboje Juli, Rafała Brzozowskiego itd. W końcu padła i mama mogła oddać się fotografowaniu okolic;)


Trasa dłuży się ale widoki wynagradzają, coraz wyraźniej widać rejon Makarskiej i Biokovo…coraz bliżej Sucuraja i coraz bardziej chcemy wskoczyć do wody:)

Starsze dziecię przebudziło się, musimy ponownie odśpiewać wszystkie przeboje ale na szczęście cel już widać…ten turkus to to:)

Parkujemy przed wejściem na kemping, zbieramy manele i idziemy krótki odcinek, szybko rozkładamy się z namiocikiem i klamotami i ruszamy do wody.

Nadii baaaardzo podoba się dno bo jest piaszczyste i dłuuugo płytkie, my początkowo nie emocjonujemy się tym aż tak ale potem podoba nam się już bardziej. Główny wpływ miały muszelki, pełno muszelek które widać było nawet ponad wodą. Nazbieraliśmy tam tego sporo, Nadia miała
frajdę.




Obiektywnie plaża fajna, dno fajne ale tak na pojedyńczą wizytę, Chorwacja to jednak dla mnie otoczaki i otoczakowe dno…takie najbardziej lubię..głównie takie małe kamienie, nieostre.


Spokój, cudne słońce, cudna woda, jedzenie mamy wiec luzik i lajcik odchodzi:)





W planie mamy jeszcze dzisiaj Humac w drodze powrotnej więc po kilku godzinach wodnych rozpust udajemy się w drogę powrotną…spacerkiem brzegiem:)

Mała sesja babska:)





No to wracamy..mąż ma już dość pstrykania…po drodze lookamy na zdjęcia zatoczek które nas ominęły ale będzie po co tu wrócić;)


Droga mija nam średnio, młodsze dziecię troszkę marudzi ale Humac na horyzoncie więc szykuje się przerwa na rozładowanie sytuacji i zmęczenie a tym samym przekonanie materiału do spania;)
Humac jest faktycznie totalnie opuszczony…wieczorową porą dodatkowo był pusty od turystów, byliśmy tam sami więc bardzo szybko poczuliśmy klimat…





Niesamowite jest to miasteczko, spacerujemy między domkami a tu taka totalna cisza….trafiliśmy też na dom do wynajęcia….z pięknym widokiem, na pewno jest tu cicho ale chyba jednak czułabym się nieswojo tutaj w nocy:)


Nadia biega między ścianami, szuka fajnych skrytek i tajemnych przejść:)






Tak sobie łazimy, szwendamy się i trafiamy na zbiory lawendy, pachnie nieziemsko…


Trafiamy do Konoby ale niestety zamknięta w niedzielę, z tego co doczytaliśmy to można tu dobrze zjeść, zobaczyć naturalne uprawy, pokosztować, zetknąć się ze zwierzętami czego Nadia najbardziej żałuje….





Pora wracać do domu, po dzisiejszych wojażach jesteśmy już dość zmęczeni, Lenka trochę marudzi na ostatnim odcinku ale zadowoleni z dnia wracamy do siebie;)