Już będąc pierwszy raz w Chorwacji zachwycaliśmy się Biokovem. Te surowe góry dominujące na tle niebieskiego nieba mają jakąś "magiczną" moc przyciągania. Niestety ani razu nie udało mi się nawet zbliżyć samym pomysłem wyprawy na sv. Jure do moich dziewczyn. Relacje cromaniaków o ciężkiej i niebezpiecznej drodze prowadzącej na szczyt, skutecznie studziły nasz zapał. Jednak w tym roku uparłem się jak tutejszy osioł
- Skoro wjazd samochodem jest niebezpieczny, idę piechotą, a kto chce może iść ze mna! - wykrzyknął ojciec, jednak tej deklaracji nie towarzyszył las rąk wzniesionych w górę.
Następnego dnia, moje dziewczyny jeszcze słodko spały, w bucikach sportowych i lekkich ciuchach pomknąłem w kierunku Makarskiej. Oczywiście wybrałem najdłuższą trasę 23 km w jedną stronę. Przed bramą do parku zaparkowałem autko. Zakupiłem bilet, pan na "bramce" jakoś tak dziwnie się na mnie patrzył. Zapytał o wodę i czy na pewno chcę iść na piechotę. Na pewno.
roga pod górę nie jest taka zła, na początku idzie się lasem sosnowym wzdłóż drogi asfaltowej, notabene jest to najwyżej położona droga asfaltowa w Chorwacji. Można sobie tą drogę skrócić idąc przez las, szlakiem oznaczonym czerwona kropką na białym tle. Po wyjściu z lasu idziemy wzdłuż ściany skalnej co i raz, na zakrętach mijając widokowe balkoniki, z których rozpościera się panorama Riwiery Makarskiej. Takie malutkie te miejscowości się wydają
Wydawać by się mogło że tam na górze to nic się nie dzieje. Błąd. Są tam zagrody dla owiec, krów i kóz. Ludzie mają tam domki weekendowe. A nawet ogródki działkowe

Zwierzęta chodzą sobie ulicą powodując niemałe zamieszanie wśród kierowców. No ale w końcu one są u siebie to my jesteśmy tam gośćmi.
Na szlaku jest jedno miejsce gdzie można sobie kupić wodę, mniej więcej w połowie drogi. Ale zapobiegliwi Chorwaci codziennie rano kładą na szlaku kilka butelek z wodą jkby ktoś już naprawdę nie mógł dojść do wodopoju. Bardzo to miłe ale ja nie musiałem korzystać miałem wystarczająco swojej wody.
To chyba najlepszy sposób jeśli chce się koniecznie wjechać na szczyt
Idąc na szczyt mijamy także dwie knajpki, jedna to Vratabiokova, duża z miejscem do zaparkowania konia

, hodowlą osiołków i pełnym menu a'la carte, druga to malutka w kamiennym domku rodzinna knajpka gdzie można kupić szynkę, ser, napoje a także pooglądać zdjęcia właściciela z wnukiem podczas zabaw na śniegu. Ciekawostką jest to że chłopaki zjeżdżaja na sankach w krótkich spodniach i w t-shirtach

Ostatni etap podejścia to trawers łańcucha górskiego od strony lądu i wizyta u pana sprzedającego miód. Pyszny, w butelkach po winie

No ale zakup to może w drodze powrotnej. Wejścia na szczyt można dokonać w sposób dwojaki. Albo asfaltem albo kamienna ścieżką trzymając się grubaśnej liny. Na szczycie znajduje sie obserwatorium astnonomiczne, stacja pogodowa no i anteny gsm

Niestety nie można, na wzór np. Czantori, kupić sobie znaczka w klapę. Ale zadowolenie zostaje.
Teraz tylko wrócić te 23 km...
Wsiadając do samochodu czułem niejaką ulgę że to już koniec wędrówki. Oj będę czuł nogi jutro.