Ostatni skorzystałem z taniego bo za ok. 35 zł przelotu do Norwegii i obejrzałem dwie rzeczy.
Skoki narciarskie na skoczni Holmenkollen i samochód elektryczny zupełnie nowej generacji .
Skoki nie podobały mi się. Czułem się jak w Polsce, bo połowa widzów to Polacy i to było fajne, ale okrzyki spikera w łamanym polskim to już było mniej fajne, a już oglądanie całego morza polskich flag sprofanowanych nazwami miejscowości to już było całkiem niefajne.
Najbardziej zaciekawił mnie bardzo powszechny na ulicach Oslo samochód elektryczny, ale nie jakieś skrzyżowanie Velorexa z rowerem tylko prawdziwe, luksusowe, sportowe, duże i wygodne auto z wyglądu przypominające Porsche Panamera. Samochód jest prod USA i nazywa się Tesla.
To nie jest hybryda tylko czysto elektryczne auto zupełnie nowej, rewolucyjnej generacji napędzane silnikami o mocy ok 400 KM i przyspieszające do setki w niecałe 6 sekund. Mimo takich parametrów zasięg wynosi ok 400 km dzięki zastosowaniu akumulatorów litowo jonowych takich jak w Dreamlinerze czy choćby telefonach komórkowych. Ładowanie takich akumulatorów na specjalnych stacjach do 80 % pojemności trwa zaledwie 20 min i co być może ważniejsze, cały zestaw akumulatorów można w kilka minut wymienić na naładowany. To będzie możliwe jak powstanie sieć stacji które będą te aku wymieniać. To trochę tak jak niegdyś dyliżansy na Dzikim Zachodzie wymieniały zestaw koni i kontynuowały podróż niemal natychmiast.
Samochód kosztuje ok 200 tys zł. Dużo, ale tyle samo będzie kosztować porównywalne auto z motorem benzynowym.
Na koniec jedna uwaga. Norwegia ponad 90 % energii elektrycznej produkuje w hydroelektrowniach i takie auto ma tam jak najbardziej sens. W polskich warunkach byłby to nie samochód elektryczny tylko raczej auto na węgiel.

.png)
.png)
