bobooNawiązując do tytułowej Fjaki:
kojarzy/definiuje się ona raczej ze statycznym sposobem do jej osiągnięcia.
:
Nic bardziej błędnego, choć wielu fjaka może kojarzyć się tylko ze słodkim lenistwem
Raz podczas ostatnich wakacji udało mi się osiągnąć inny wymiar w marszu - pewnym zbiegiem okoliczności znalazłam się sama na odludziu, bez kropli wody w 40 st C, obładowana bambetlami plażowymi i musiałam dotrzeć do cywilizacji, co zajęło mi około 45 minut , z czego 25 pod górkę.
Umierając z pragnienia, zmęczenia i upału wyrobiłam sobie miarowy krok i ustabilizowałam oddech - aby jak najmniej energii tracić.
Szłam trochę jak w transie - jednak docierały do mnie wszystkie bodźce - chrzęszczenie cykad, oślepiające słońce odbijające się od wody w oddali, zapach ziół i krzewinek , wyostrzony wzrok rejestrował każda roślinkę i jaszczurkę.
Poczułam się jak Jim Morisson na pustynii w trakcie swoich wizji
To było jak medytacja - czułam się błogo
A potem etap drugi - gdy dopadłam pierwszego domostwa w wyglądającej na opustoszałą wsi Rukavac i poprosiłam właścicieli- "fjakujących" właśnie na swoim tarasie

- o szklankę wody.
Dostałam całą butelkę - osunęłam się na rozgrzaną ścieżkę tak jak stałam, oparłam plecami o równie nagrzany murek i delektowałam się tą wodą baardzo długo.
Mogłabym tak siedzieć wtedy godzinę, bezmyślnie sącząc wodę i gapiąc się na pustą zatokę w to senne popołudnie.
Ale to już faktycznie była fjaka statyczna
Jedno ze zdjęć powiedziało mi, że byłaś niedaleko następnego etapu (choć kto wie, relacja się dopiero zaczyna

).
A ów w większości przypadków osiąga się dynamicznie - vide "Tańczący z Wilkami".
Choć może to nie następny etap, a inny stan?
Tak, te stany(etapy) mogą jak najbardziej się przeplatać - vide:to co napisałam powyżej.
Taniec jak najbardziej pomaga
a tu nagle burza w mózgu, kotłowanina myśli i braingasm...
Ani w "PWN", ani w "Duden" nie ma adekwatnych słów.
I do tej pory nie wiem, dlaczego wtedy i tam
Ta tafla wody na zdjęciu mówi za siebie - nirvana w zasięgu ręki.
A jeśli chodzi o PWN - to najwyższa pora go
odpewuenić
Zanim przejdziemy do kolejnego odcinka chciałam pokazać Wam co dzieje się w Komiży 6 grudnia w dzień Św.Mikołaja, który właśnie za nami.
Sveti Mikula Dan to najważniejsze święto lokalne dla komiżan. To dzień patrona wszystkich ludzi związanych z morzem i żyjących z morza. Większość populacji Komiży to ludzie morza, toteż w święto swojego patrona ustanowili też Dzień Miasta Komiży.
W ten dzień zwyczajowo odbywa się procesja z figurą biskupa Mikołaja zakończona rytualnym paleniem gajety - kiedyś były to tradycyjne falkuše, teraz jakakolwiek stara łódź, która już raczej nie wypłynie w morze.
Rytuał odbywa się pod kościołem Św. Mikołaja, oczywiście, nazywanym przez lokalnych Musterem, od nazwy wzgórza, na którym był zbudowany jako opactwo i twierdza obronna w 13ym wieku.
(
zdjęcia z netuOd stuleci wydarzenie to gromadzi tłumnie Komiżan dla których spektakl ten jest najbardziej spektakularnym momentem w roku.
Dla niewtajemniczonych może to wyglądać jak barbarzyński obrzęd - który w dodatku zanieczyszcza atmosferę
Jednak dla miejscowych to rytuał pożegnania łodzi, która nie jest martwym przedmiotem - ma duszę i jest towarzyszką życia, raczej niż środkiem transportu.
Kapitan Darko wyjaśnił dlaczego to takie ważne - to jak pogrzeb ukochanej osoby, a przy okazji symbol odrodzenia - nowego życia.
Że nawet, gdy łódź zatonie, lub ulegnie zniszczeniu, to zbudujemy następną, dzięki której morze ponownie nas wykarmi
To nie palenie martwego kawałka drewna, ale...zamykanie kręgu - historii życia człowieka toczącego się wokół tej łodzi.
Kapitan Darko nazywa obrzęd spalenia "ostatnim ognistym żeglowaniem" -
Tutaj zdjęcia jego autorstwa (
Darko Zanki) - faktycznie, gdy patrzy się z bliska, to proces spalania jest fascynujący.
Myślę, że wpatrywanie się i wczuwanie w ostatnią drogę statku to też byłby element stanu fjaki.
Bo fjaka jest trudna do zdefiniowania - dla mnie jest to między innymi stan "zrośnięcia się" z miejscem mentalnie, zdolność do odczuwania podobnych emocji jak miejscowi .
W tym roku było to smutne święto dla Komiżan ze względu na obostrzenia epidemiologiczne.
Pozwolono na uczestnictwo w wydarzeniu tylko ograniczonej liczbie osób, a procesja nie odbyła się w ogóle.
(
Zdjęcia z portalu Volim Komižu)
To taka wstawka dla zainteresowanych mentalnością ludzi morza.
Myślę ,że mentalność ludzi morza z Dalmacji ma bardzo dużo do czynienia z tytułową fjaką.
Niedługo przeniesiemy się znów do letniej Komiży
