bobooA to, to pozwolę sobie zachować w moim "skarbczyku cytatów" mądrych ludzi.

Kpij, kpij
Odcinek 4 - Mała fjaka po raz pierwszy - grad Vis Wczesny (powiedzmy, że wczesny

) poranek, podróż z Polski w miarę odespana.
Dlaczego od momentu przyjazdu nie widać, ani nie słychać naszych sąsiadów hippisów ?
Czyżby pandemia gdzieś ich uwięziła, tak jak naszą Vanję? Dziwnie i pusto...
Kawka na balkonie, w pewnym momencie...
Co to do nas płynie??
I już zbliża się do tego kolosa harbour master...
Moje oko nigdy nie widziało tak wielkiego wycieczkowca w malutkiej Komiży
Czy zawartość tego cruiser'a zaleje nam teraz miasteczko?
Na wszelki wypadek uciekamy - do Visu.
Jedziemy starą drogą i oceniamy skalę zagrożenia z góry...
Nie wróży to dobrze, ale potem okaże się, że strach miał wielkie oczy - pasażerowie albo w ogóle nie zeszli ze statku, a jeśli już - to tylko na chwilę - wtedy, gdy nas tam nie było.
Mimo zamglenia dość wyraźnie widać Svetac, a nawet Brusnik.
W okolicy Rukavca odległe wyspy wydają się unosić nad horyzontem.
Widać dobrze Sušac w kształcie mandoliny, który odwiedziłam rok wcześniej, Lastovo i Korčulę.
Skoro tu jesteśmy, to przed śniadaniem przywitamy się z Rudą - puściutką, ulubioną zatoką naszą

Cieszę się,że znowu tu jestem, ale gorzka to radość...
Słowa lekarza świdrują mi w głowie:
" W tym roku musi Pani..., nie może Pani..., musi Pani sobie odpuścić...itd.
Zaraz, zaraz, czy ja naprawdę coś MUSZĘ??

Zadanie sobie takiego pytania powinno być obowiązkowe dla poszukiwacza fjaki
Toteż stwierdzam, że nic nie muszę, a chcieć to móc i...
Po zakazanej kąpieli zażywam relaksu w półcieniu - bo trochę dyscypliny na razie mi zostało
Relaks - jak zwykle - pod moją pinią, przy dźwięku cykad i z widokiem na zakrzywiający się horyzont...
Po godzinie - ajde, na śniadanie !
W Visie parkujemy przy pewnym bloku zaraz na wjeździe do miasta...( to nie nasze auto, jkbco)
Ależ tu pusto
Jest 11 ta i okazuje się, że chyba nigdzie nie znajdziemy już śniadania - nieliczne bary, które w ogóle je serwują robią to od 7 mej do 10 tej.
Może chociaż napijemy się czegoś w jedynym otwartym przybytku na rivie?
Cafe "Riva" - stanie się jednym z naszych ulubionych miejsc na resztę wakacji
Ma stoliki przy krawędzi kei, więc siedzimy prawie równo z powierzchnią morza...
Zamawiamy po piwie z butelki (potem okaże się, że to najtańsze piwo knajpiane na Visie, ale pod warunkiem,że z butelki, bo z kija jest już droższe), przy czym dowiadujemy się, że dostaniemy tu śniadanie
Do wyboru mamy English breakfast, European breakfast i Dalmatinian breakfast - bez namysłu wybieram to ostatnie.
W oczekiwaniu na posiłek przyglądamy się jak Petar H. kombinuje, by zacumować...
Czuję się jakoś inaczej, ale nie wiem z czego to wynika...i nagle...
Nie słychać żadnego innego języka niż chorwacki
Nie dowierzam, więc nasłuchuję uważnie - nie słyszę angielskiego, włoskiego, niemieckiego, ani polskiego.
W Visie, który normalnie jest żeglarską wieżą Babel
Wszystkich wymiotła wizja kwarantanny przy powrocie, a nasi...jeszcze nie dojechali
Wraz z tym ożywczym odkryciem wjechało nasze śniadanie

Jaja "na oko", tosty z pršutem w towarzystwie kaparów i motaru
Zadowoliliśmy się jedną porcją na dwoje, bo upał panuje taki, że siły trzeba oszczędzać.
Dobrze się siedzi w tym cieniu nad wodą, ale panowie autochtoni siedzący za nami przed wejściem do kawiarni (kilka zdjęć wcześniej) właśnie świętują jakieś piłkarskie zwycięstwo i z każdą kolejką piwa są coraz głośniejsi - w pewnym momencie nie słyszę już własnych myśli.
Wchodzimy w boczne uliczki - aby tylko być w cieniu.
Rower to chyba najważniejsza część dobytku w Visie...
Piękne zakamarki...
Jak dobrze, że ...NIC NIE MUSZĘ
Nie muszę się nigdzie spieszyć, nie muszę odkrywać plaż, bo już je znam, nie muszę do nikogo dzwonić, ani odbierać telefonu, nie muszę nakarmić dzieci, ani szukać im piaszczystej plaży, nie muszę nakarmić męża - bo właśnie zjadł dalmatinski doručak, NIŠTA
Mogę sobie kontemplować detale - np różnych drzwi...
...otwory po oknach i ludyczne kwietniki...
...oraz podziwiać różnorodne siedziska przed domami - na których tubylcy zapewne przeżywają swoją fjakę

Mogę też napić się świeżo wyciśniętego soku z limonek i mięty pod takim cudnym parasolem...
...rozgryzając powoli pokruszony lód i wysysać przez słomkę ten, który się roztapia
O dziwo, mogę również długo gapić się na pamiątki na straganach, bo Małż niespiesznie snuje się kilka metrów dalej w dziwnym upojeniu i w ogóle mnie nie pogania

Po raz pierwszy - po sześciu poprzednich pobytach zaczynam czuć jedność...z Visem.