27 września, środa c.d.Bez trudu zlokalizowaliśmy warsztat samochodowy

, mieści się on bowiem przy głównej drodze z Chory w kierunku portu, lotniska i Analipsi, tuż za znanym nam już marketem oraz ostrym zakrętem. Właściciel (chyba), facet w średnim wieku obejrzał naszego kapcia i powiedział (mówił co nieco po angielsku ale bardzo kiepsko), że za chwilę wróci pracownik i się kółkiem zajmie. Chwila trochę się przedłużała… w tym czasie przyjechał jakiś jego starszy znajomy, mówiący po angielsku całkiem dobrze i chwilę ze mną pogadał

, stwierdził m.in. że jeśli mamy zamiar wrócić na tym kole do Polski, to on nam proponuje używaną oponę w tym rozmiarze za 30 euro

, bo to nasze pewnie na wiele się już nie przyda. I w sumie trudno było mu nie przyznać racji, nasze letnie opony i tak po tym sezonie już miały pójść w odstawkę. Także podziękowałem mówiąc, że jeśli koła załatać się nie uda to wrócimy bez zapasu, skoro z Simi się nam udało to czemu teraz miałoby być inaczej…
Warsztat był taki na wygląd powiedzmy pośredni pomiędzy tym co widzieliśmy na Amorgos, tam była pełna profeska

, a tym co było na Simi

.

Po chwili pojawił się pracownik, zabrał się za koło i po około 15 minutach oddał mi je zaklejone. Bez słowa, bo żadnego angielskiego nie znał

, jedynie gestami porozumieliśmy się, że to taka raczej prowizoryczna naprawa i lepiej byśmy wymienili nasze opony…przyznałem rację mówiąc RESERVE

, na co pokiwał z uznaniem głową…
Za naprawę zapłaciłem okrągłe 10 euro, zapakowałem koło i cali szczęśliwi mogliśmy ruszać.
A w tym czasie, bo wszystko to trwało dobrze ponad pół godziny, Małgosia wybrała się na wycieczkę na pobliskie wzgórze i porozglądała się po okolicy

.
Chora, nowsza część nad zatoką w której dawniej był port.



Słynne wiatraki na „przełęczy” .


Kastro.

Chora rozbudowuje się zajmując coraz to nowe kawałki okolicznych wzgórz.

Ta dróżka którą szła też była początkiem do zagospodarowania kolejnych działek.

