4 maja, sobota c.d.Jedziemy powolutku wschodnią stroną wyspy na południe. To właśnie teraz spróbujemy odszukać dogodną trasę do zjechania/zejścia na wybrzeże gdzie znajduje się Karthaia – ruiny świątyń antycznego miasta, jak wspomniałem wcześniej jednego z czterech ówcześnie istniejących na Kei. Teoretycznie są do tego miejsca jakieś drogi, tzn. pokazuje je mapa google, ale jak to będzie wyglądać w praktyce to się okaże.
Po drodze mijamy charakterystyczny szczycik Agios Symeon z kościółkiem.


To właśnie na południe od niego znajduje się jedna z tras którą można próbować dostać się do Karthai. Dlatego skręcamy do mikro-osady Agios Symeon i jedziemy jak się uda najdalej…niestety, zbyt daleko się nie dało. Asfalt się kończy a szuter…zapewne pojechalibyśmy nim dalej ale niestety, dróżka prowadzi przez czyjąś otoczoną kamiennymi murkami ziemię i ten ktoś nie życzy sobie wycieczek samochodowych do Karthai. Zresztą jak się później okazało już na wybrzeżu zejście z miejsca do którego dociera ta dróżka na dół byłoby baaaaardzo problematyczne, o ile w ogóle możliwe.
Ok, zatem skoro tu już jesteśmy i nie mamy dziś nic lepszego do roboty to pójdziemy do Karthai szlakiem z Agios Symeon. Z tego co później zaobserwowaliśmy inne szlaki (zdaje się że są jeszcze dwa) też są uczęszczane, ale nie wydaje mi się by były krótsze odległościowo ani też by wymagały przejścia niższego przewyższenia, wszystkie są dość podobne.
Musiałem kawałek wycofać wąską alejką pomiędzy murkami, było tam tak wąsko że nie dałem rady nawrócić. Cofanie pod górkę nie jest tym co najbardziej lubię

, skutkiem tego było lekko podwędzone sprzęgło

. Efektów ubocznych tego faktu w późniejszej podróży nie zaobserwowaliśmy na szczęście. Ustawiłem auto pod stojącą przy dróżce kapliczką, przebraliśmy buty, zabraliśmy potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy. Tabliczka wskazywała że będziemy szli 45 minut…tradycyjnie pomnożyliśmy to przez dwa

.
Pogoda była paskudna. Nie wiało, ale było chłodno i pokapywał symboliczny deszcz. Parę ponurych fotek z trasy jednak popełniłem.


Było na tyle ciemno, że zbliżenie na nasz cel wyszło nieostro

.


Tutaj mamy już dość do niego blisko.

W tej okolicy nie było wielu kwiatów, za to dostrzegłem takie oto kolorowe gąsieniczki

.

Kwiatki też się zdarzały

.

Pierwszy (i chyba ostatni) raz widzieliśmy zaczynające kwitnąć oleandry.



Jak widać nie tylko my wpadliśmy na pomysł zwiedzenia jedynych zachowanych antycznych pozostałości na Kei. W sumie poza nami było kilkanaście osób.
