Czwartek 18.06. jeszcze dwa dni i w sobotę odjazd. Dziś siostrzeniec kończy 30 lat. Wieczorem szykuje się impreza. Rano jeszcze idziemy na plaże. Tego dnia są dziwnie duże fale. Zabawy mamy co nie miara.
Po południu jedziemy, żeby kupić prezent dla siostrzeńca. Najpierw jedziemy do Jelsy. Nic nie znajdujemy. Jedziemy do Starego Gradu. Czekamy do 17 na otwarcie sklepów. W międzyczasie rozmawiam z Kasią. Kasia radzi, żeby przyjechać około 20 - wtedy studenci wystawiają obrazy. Nie mamy czasu. Wchodzimy do pamiątkarskiego i kupujemy ramki na zdjęcia i obrazek z kamienia. Wracamy do Ivan Dolac. Przed imprezą dziewczyny idą do fryzjera. Dobrze, że żona siostrzeńca jest fryzjerką
Impreza zaczyna się o 18. Tym razem jemy różne mięsa z grila.
Po kolacji idziemy na spacer. Fale wymyły brzeg naszej plaży i pojawił się ... piasek. Plaża wygląda tak:
Niestety wracając córka zadziera sobie paznokcia. Podchodzi krwią. Puchnie i jest czerwony. Nie wiemy co robić. Pytamy się naszej gospodyni. Radzi na noc zawinąć w watę z rakiją. Tłumaczy, że rakija wyciągnie ropę na zewnątrz.
Jutro ostatni dzień. Postanawiamy zamówić na ostatni dzień coś z owoców morza. Zamawiamy sałatkę z ośmiornicy (Kasia mówiła, że koniecznie trzeba ją spróbować) i risotto z mule i krewetkami. Na wieczór robimy opatrunek na palec mojej córki z gazą namoczoną rakiją.
W nocy budzi nas alarm samochodu. Nie jest to normalne wycie alarmu, ale bardziej jęczenie. Wychodzę na taras - to jęczy samochód mojego siostrzeńca. Schodzę, siostrzeniec już tam jest. Nie wiemy co robić. Alarm zachowuje się co najmniej dziwnie. Wydaje dźwięki jakby jakiegoś kota zarzynano. Otwieramy samochód. Kota nie ma, a alarm się ucisza. Ale tylko na chwilę. Podejmujemy decyzję - przestawiamy samochód na drugą stronę domu pod lasek. He, he. Siostrzeniec jedzie, a tu mu alarm wyje -prawie jak Policja. Co dalej - myślimy. Do syreny dochodzą 3 kabelki (2 zasilanie i jeden sterujący?) Boimy się przecinać. Syrenę obwijamy szmatą i tym sposobem ją wygłuszamy. Idziemy w końcu spać. Rano telefon do serwisu - można ciąć. Tniemy. Jest wszystko ok. A szkoda, pomyślałem, fajnie by się jechało, prawie jak na sygnale:).
W piątek przygotowujemy się do wyjazdu. Odwijamy palec mojej córki. Jest czerwony i rzeczywiście naszła ropa. Niestety boli ją to. Ostatni dzień idziemy na plaże. Postanawiamy wyjechać tak, żeby zdążyć na prom o 11.30. O tej godzinie podobno pierwszeństwo mają samochody osobowe. Chcemy jeszcze zwiedzić Split. Tymczasem ostatnia kolacja. Oprócz sałatki z ośmiornicy i risotto z owocami morza (mule i krewetki), zamawiamy dwie porcje mięsa z grilla. Ja i dzieci nie przepadamy za owocami morza, więc musimy coś jeść:). Sałatka z ośmiornicy idzie na przystawkę. Próbuję. Kasia miałaś rację - jest pyszna.
Sałatka znika tak szybko, jak się pojawia:) Czekamy na risotto. W końcu jest.
Próbuję z bardzo dużą nieśmiałością. Pierwszy raz kosztuję mule i obieram krewetki. O kurczę - to jest pycha. Jem owoce morza !!! Żona patrzy się na mnie jakbym był chory. Pyta się czy coś mnie boli albo czy mam gorączkę

. To jest tak dobre, że na mięso nawet nie patrzę. Jedno białe winko i idziemy spać. Zawijamy znowu w rakiję palec córki. Jak się później okazało, to był dobry pomysł. Dziś (03.07) już paznokieć zszedł a stan zapalny minął dwa dni po powrocie do domu.
Nazajutrz wcześniej wstajemy i się pakujemy. Wyjeżdżamy z Ivan Dolac o 10.05. Dojeżdżamy do Starego Gradu. Ustawiamy się w kolejce. Dużo coś tych samochodów - myślę. Ale nic grzecznie stajemy w kolejce. Zaczyna się pakowanie na prom. Jest to dużo większy prom niż ten, którym przypłynęliśmy. Pakują mnie i pierwszego siostrzeńca na górę (z boku taki podest) . Drugi siostrzeniec parkuje na dole. O dziwo wszyscy się mieszczą na promie. Dopływamy do Splitu. Ładny widok:
W Splicie się gubimy. Po pół godzinie się odnajdujemy i parkujemy w strefie turystycznej za szlabanem (oczywiście płatnej). Idziemy zwiedzać. Nawet spotykam moich kolegów
Niestety nie możemy dużo zwiedzać. Córka nie może chodzić. Jemy pizzę i o 17 udajemy się w podróż powrotną z postanowieniem, że musimy tu jeszcze wrócić. Już parę kilometrów za Splitem zaczyna się chmurzyć. Jedziemy dalej jesteśmy ok. 50 km za Splitem a temperatura na wyświetlaczu 10 stopni i ściana deszczu. Dodatkowo wiatr buja samochodem. Ciężko się jedzie. Ale mamy szczęście - załamanie pogody kiedy wyjeżdżamy. Po ok. 300 km tankujemy na OMV Diesel Premium. I tu po tym tankowaniu wydawało mi się, że najlepiej samochód jedzie. Nawet lepiej niż po zatankowaniu VPowera na Shellu w Austrii. Przed wieczorem wjeżdżamy do Słowenii. Jedziemy 60 na godzinę, bo są non stop ograniczenia (jak jechaliśmy do Chorwacji to Policaje tu stali) . Kierujemy się na Ptuj. Szczerze mówiąc droga nie jest dobrze oznakowana. Jechaliśmy na centrum Ptuja i dalej na Lenart. O 21 z minutami wjeżdżamy do Austrii w Mureck. Stacja Shell w Murecku nieczynna. Mijamy przed samym wjazdem na autostradę jakąś stacje. Potem żałuję, że nie zatrzymałem się kupić winiety. Wjeżdżamy na autostradę bez winiety. Jedziemy ok. 15 km i dojeżdżamy do Shella . Tam kupujemy winietę i tankujemy. Dalej jedziemy przez Wiedeń, Reintal, Breclav, Brno (tu mała drzemka) Ołomuniec, Krnov, Głubczyce, Krapkowice i Wrocław. Do Wrocławia dojeżdżamy o 7 rano. Podczas drogi w Czechach myślałem, że popsuł mi się komputer w samochodzie. Zapaliły mi się lampki ostrzegające przed śliską jezdnią, które zapalają się przy 4 stopniach. O kurcze najmniej było 2 stopnie. Przeżyliśmy szok termiczny. Chorwacjo wróć...
Mamy nadzieję, że nie była to nasza ostatnia podróż do Chorwacji, jak również nie ostatnia na wyspę Hvar. Zapach rozmarynu, rozległe leniwie kołyszące się na wietrze lawendowe łąki, wysokie pinie, gaje oliwne i winnice schodzące po zboczach gór do kryształowo czystego Jadranu. To właśnie jest Hvar. Jakże do tego nie wrócić.
Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas na czytaniu naszych wspomnień. Mam nadzieję, że się podobało.
"Próbując opisać jej piękno, Platon rzekł, że zatopiona Atlantyda była "szczęśliwą słoneczną wyspą wydzielającą upojne zapachy". Każdy, kto choćby raz odwiedził wyspę Hvar, z łatwością może wyobrazić sobie piękno Atlantydy" *
* za
www.hvarinfo.com