Ze "zgrzytaniem " cykad mieliśmy identyczną sprawę podczas pierwszego pobytu na Pagu (4 lata temu)
Ale zanim doszło do "cykadziej awarii" przerabialiśmy inne zdarzenie w słynnych Svitawach.
Przejeżdżamy przez miasto i ze zgrozą stwierdzamy , że tabliczki z kierunkiem na Brno są pozaklejane taśmą, jakoś trafiliśmy na trasę wylotową , zatrzymaliśmy się przy stacji chyba Aralu. Pytamy, czy dobrze jedziemy w kierunku Brna, ależ tak, tam są roboty drogowe, ale nie mamy zwracać uwagi na żadne tablice tylko jechać, bo trasa jest przejezdna.
Chyba bandyta był w spólce z patrolem, który na cywilnych numerach paręset metrów dalej czatował na takich jak my.
Wyskoczył z wozu gośc o posturze sierżanta Garcii i jazgot. Pokutka i pokutka.
Mówię chłopie a czym ja ci zpałacę, chcesz mi wczasy zruinować nie mam pieniędzy.
A ile masz? I łeb mi pcha do portfela, który trzymałem w ręku.
Pech chciał, że miałem dwa banknoty po 500 koron ( zabrane na wszelki wypadek

)
Od razu łapa stróża prawa zanurzyła się w portfelu i sam sobie naliczył jedna 500.
Wypisał ową pokutkę, którą wpakowałem do portfela nawet nie oglądając.
Drugi członek walecznego patrolu, tleniona blondyna, nawet czubka nosa nie wystawiła z samochodu.
Nasz dzielny szeryf po załapaniu doli stał sie innym człowiekiem, wyciagnął mapę i z wielką życzliwością zaczął tłumaczyć jak mamy trafić na objazd.
W kółko w jego wypowiedziach powtarzały się słowa "velke pomaranczowe blachi"
Szukaliśmy potem tych blach..........
Miały wymiar ok 10 cm x 30 cm, na tym czarna strzałka, umieszczane wszędzie, na płocie, na kiju w przydrożnym rowie, na jakimś słupku, istna zabawa w Indian.
Tropienie objazdu i rajd przez leśne dukty kosztował nas ok 4 godzin. Kocham objazdy w Czechach
A jak wyciagnęłem ową pokutkę z portfela to okazało się,że cwaniak wpisał 100 koron.