Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Drasnice + Trogir/Ciovo, fakty i mity, sierpień 2013

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
sneer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 708
Dołączył(a): 19.08.2010
Drasnice + Trogir/Ciovo, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) sneer » 27.08.2013 22:45

Szanowni Czytelnicy! W dzisiejszej audycji chciałbym opowiedzieć Wam swoją historię. Nie będzie to historia specjalnie ekscytująca. Ba! Będzie nudna jak flaki z olejem, bo dla mnie i mojej rodziny wakacje, to raczej okres, sennego zblazowania, „plażingu”, „wegetacji” i „leniwej filtracji”, niźli „zwiedzania Dubrownika w 40 stopniowym upale w ciągu 15 minut, celem wrzucenia fotek na fejsika”.

Z tegoż samego powodu ze świecą szukać u mnie kronikarskiej, aptekarskiej dokładności – znanej z niektórych (bardzo zacnych i ciekawych zresztą) relacji - w stylu „w środę wstałem o godzinie 6:21, następnie wypiłem kawę o godzinie 6:29, wpłynęło to pozytywnie na motorykę mojego jelita grubego, więc o godzinie 6:31 udałem się do łazienki, w celu dokonania porannej defekacji”.

Zabraknie tu również pełnych dramaturgii opisów otwartych złamań kości, zwichnięć członka, a nawet najzwyklejszego w świecie kokluszu czy choćby krztuśca. Mało tego, podczas jazdy do Chorwacji w aucie nie zatarł się silnik, nie zepsuł się gaźnik, ani nawet nie złapałem po drodze gumy. A do tego, auto było francuskie! Beznadzieja, normalnie. Jak żyć, Panie Premierze?

Teraz, gdy straciłem już 99% Czytelników, czas w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, po co ja właściwie piszę te słowa i o czym będzie można tutaj przeczytać.

Jak wielu z Was, przed każdą wyprawą do Chorwacji (a była to wyprawa nr 4) bardzo dokładnie studiuję forum cro.pl, często wymieniam prywatne mejle z forumowiczami, zbierając cenne informację dotyczące miejsc, do których mam zamiar się udać. Mam wrażenie, że czerpie z tej ogromnej bazy doświadczeń, niewiele dając od siebie. Po każdym powrocie, obiecuję sobie, że specjalnie dla społeczności forum napiszę z mojej podróży jakąś relację. Niestety, nie jest to takie proste. Wraca człowiek z wakacji w sam wir pracy, a dodatkowo, wraz z upływającym czasem zaciera się nieco dokładność i przenikliwość wspomnień.

Tym razem do relacji siadam więc „na świeżo”, dwa dni po powrocie, mając nadzieję, że jak już zacznę pisać publicznie, to głupio mi będzie się później z tego wycofać. No chyba, że nikt nie będzie chciał tego czytać, czego też nie wykluczam. Cóż, przynajmniej będę wówczas rozgrzeszony.

Jest jeszcze drugi czynnik. Przed każdym wojażem staram się przeczytać wszystkie relacje dostępne na forum z wybranych miejsc docelowych, aby ewentualnie zweryfikować swój wybór. Przyznam, że w tym roku lektura owych relacji i postów, wzbudziła we mnie wyjątkowo ambiwalentne uczucia. Już tłumaczę dlaczego. Nasze dwutygodniowe wakacje tradycyjnie podzieliłem na dwa etapy, tydzień w jednym miejscu, tydzień w drugim. Wybór padł na Drasnice i Trogir.

Odniosłem wrażenie, że Drasnice nie sa najbardziej lubianym miejscem wśród cromaniaków. Czytałem, że to mega zadupie (to akurat dla mnie plus), że jakoś tam "łyso i bezdrzewnie", nieciekawie, sennie, że nie ma klimatu, że miasteczko co roku przeżywa oblężenie gigantycznych, zmutowanych cykad, wielkości głowek kapusty, które można spotkać nawet otwierając lodówkę! Że na całej riwierze Makarskiej nie ma gorszego miejsca. Znalazłem informację, że nasze mieszkanie położone jest zaraz obok cmentarza, z którego to nocą wychodzą zombie, a gdy wszyscy śpią, wypijają one cichaczem z butelek całą zawartość rumu w pobliskich apartamentach (a to przecież jeden z moich ulubionych trunków).

Jeszcze gorzej było z drugą miejscówką! Sam Trogir polecano, ale na Ciovo – na której mieliśmy mieszkać wylano na forum niesamowite hektolitry pomyj! Mówiono, że wyspa jest tak zakorkowana, że rząd Chorwacji rozważa zrzucanie z samolotów 25 ton Stoperanu w proszku, aby ją odkorkować. Że nad wyspą latają chmury komarów wielkości kalarep, które każdej nocy z każdego Polaka wypijają po dwa litry krwi, a podczas pełni księżyca trzy litry. Czytałem, a może po tych wszystkich przeczytanych postach, mi się to śniło, że stocznia przy Trogirze pompuje do morza rdzawą wodę, a straszliwe odgłosy dochodzące z jej trzewii powodują, że korniki uciekają z mebli klnąc po węgiersku. Mówiono, że wyspa jest tak szpetna, że „kto pojechał na Ciovo, ten przegrał życie”, że morze jest tak brudne, że na jego dnie można spotkać pełen asortyment sprzętu AGD i RTV, a uliczki na Ciovo sa tak wąskie, że koniecznie należy zabrać ze sobą dwie pary dodatkowych lusterek, puszkę lakieru samochodowego w kolorze swojego auta i pędzel ze świńskiej szczeciny 613 F do lakierniczych wyprawek. Warto też zabrać zapasowe drzwi i błotniki.

Nic dziwnego, że po takiej dawce informacji, budziłem się w nocy zlany potem, krzycząc, że ja chcę nad Bałtyk i że tamtejsza krioterapia na plaży mi nie straszna.

Rozumiecie zatem teraz – mam nadzieję - moje intencję. Relację postanowiłem popełnić również dlatego, aby potwierdzić lub obalić, to wszystko, co słyszałem i o czym napisałem powyżej.

Koniec odcinka pierwszego. Ciąg dalszy (chyba) nastąpi. Termin nieznany. Jeszcze tylko kilka „zajawkowych” zdjęć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Ostatnio edytowano 10.07.2016 11:27 przez sneer, łącznie edytowano 3 razy
sirk
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 380
Dołączył(a): 24.06.2002
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) sirk » 27.08.2013 22:50

Początek świetny :D Te wszystkie metafory to tak na trzeźwo :?: :?:
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93507
Dołączył(a): 10.09.2004
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 27.08.2013 22:57

Cierpliwie sobie poczekam na CD :lol:
artmal
Odkrywca
Posty: 101
Dołączył(a): 18.07.2008
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) artmal » 28.08.2013 05:29

trzeci? :mrgreen:
dawaj wiecej szczegolnie o drasnicach bo tam planowalem za trzy dni ale towarzystwo woli Podgore.
ps1.'' korniki uciekają z mebli klnąc po węgiersku'' niezle , bede uzywal
ps2. cos mi sie z klawiatura zrobilo i nie mam polskich znakow
iwwoj
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 773
Dołączył(a): 05.05.2012
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) iwwoj » 28.08.2013 07:04

Witaj! Rewizyta.
Relacja dobrze się zaczyna. Tak jak wszyscy czekam na dalsze odcinki.
Pozdrawiam.
Wojtek :papa:
mama_Kapiszonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2042
Dołączył(a): 30.05.2005
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) mama_Kapiszonka » 28.08.2013 07:45

sneer napisał(a):Zabraknie tu również pełnych dramaturgii opisów otwartych złamań kości, zwichnięć członka, a nawet najzwyklejszego w świecie kokluszu czy choćby krztuśca.

Obrazek

Obrazek




A ja (po lekturze Ani z Zielonego Wzgórza) żyję ze świadomością, że koklusz i krztusiec to to samo...

Drasnice - gdzieś już widziałam ten kraniec zabudowań...

Trogir - jak dla mnie bossskie...

I czekam na ciąg dalszy.
dids76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5556
Dołączył(a): 20.08.2008
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) dids76 » 28.08.2013 08:11

A już myślałem że chociaż jakiś samolot przelatujący nad Trogirem coś Ci na auto zrzucił :oczko_usmiech: , ale nawet jak będą nuuuudy to i tak se poczytom :oczko_usmiech:
Ps. Pisz pisz bo zapomnisz i kajś był i zaś nici z relacji :mrgreen:
kabeska
Autostopowicz
Posty: 3
Dołączył(a): 21.08.2013
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) kabeska » 28.08.2013 08:32

Patrząc na zdjęcia, już mi się chce tam być, a wyjazd dopiero 01.09. Nie ważne jak "zadupiaste" zadupie byle w Chorwacji ;)
Bessa24
Turysta
Avatar użytkownika
Posty: 8
Dołączył(a): 12.06.2013
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Bessa24 » 28.08.2013 17:14

Dosiadam się i ja czekając na ciąg dalszy :hut:
Basiulinek
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4399
Dołączył(a): 10.07.2006
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Basiulinek » 28.08.2013 18:23

Po taaaaaaakimmmmm wstępie muszę tu być! :lol:

:papa:
olcia85
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 102
Dołączył(a): 11.08.2012
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) olcia85 » 28.08.2013 19:33

zacieram ręce i zasiadam w pierwszym rzędzie :D
agata26061
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2843
Dołączył(a): 04.07.2012
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) agata26061 » 28.08.2013 19:37

Również będę oglądać i czytać :D
artmal
Odkrywca
Posty: 101
Dołączył(a): 18.07.2008
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) artmal » 29.08.2013 03:58

zadyszka , koklusz czy rakija się skończyła? :)
sneer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 708
Dołączył(a): 19.08.2010
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) sneer » 29.08.2013 09:43

Dziękuje za wszystkie miłe słowa. Pragnę Was uspokoić, że trunków chorwackich jeszcze mi trochę zostało, zatem paliwa powinno wystarczyć do końca mojej relacji 8) Z kokluszem również już znacznie lepiej, dziękuje.

- 2 -

Poznałem już sporo miasteczek Riwiery Makarskiej, w jednych pomieszkiwałem nieco dłużej, inne oglądałem przelotnie, myślę więc, że mam jakieś tam rozeznanie. Wyznaję też zasadę, że nie wracam drugi raz w to samo miejsce, szukając miejscówek nowych, ale życie jest na to za krótkie.

Na mojej – co roku skromniejszej - liście „nieznanych” miasteczek Riwiery Makarskiej (aktualnie eksploruje właśnie ten rejon) pozostało mi już ich tylko kilka, w tym między innymi Drasnice i Zaostrog. Jako, że bardzo późno w tym roku padła nasza decyzja o wyjeździe do Chorwacji (czerwiec), szukanie kwater w tych lokalizacjach nie było łatwe. Wysłałem około 50-60 zapytań do właścicieli apartamentów i efekt nie był najlepszy (brak terminów, bardzo wysokie ceny tudzież widok z okien „na krzaki”). Żeby zbytnio nie przynudzać, zdecydowałem się finalnie na tydzień pobytu w Drasnicach w apartamencie Milana Urlica, o którym to były nawet wzmianki na forum (raczej pozytywne).

Tutaj jeszcze mała dygresja. Być może nie mam szczęścia lub mój fizys jest wyjątkowo szkaradny, ale z szukaniem kwater na miejscu zawsze mam jakieś problemy. Jeździmy do Chorwacji w szczycie sezonu i może dlatego tak ciężko znaleźć nam coś fajnego (fakt, jesteśmy nieco wybredni, np. nasz warunek absolutnie konieczny to widok z balkonu / tarasu na morze, nawet kosztem późniejszej ciężkiej wspinaczki i rozwolnienia z wysiłku wracając z plaży). Od pewnego czasu rezerwuję więc wakacyjne hacjendy wcześniej, przed wyjazdem. Wydaje mi się, że w tym roku był to pomysł szczególnie trafiony, bo widziałem wyjątkowo mało (najmniej ze wszystkich moich pobytów) osób stojących z tabliczkami „apartmani” na rogatkach miast, dosłownie kilka, podczas 2 tygodni całego pobytu. Na miejscu spotkałem też rodaków, którzy jechali w ciemno i mieli niemałe kłopoty ze znalezieniem lokum.

Z przesyłaniem zaliczki za apartament wiąże się też pewna historia. Na dobre wyleczyłem się z przelewów bankowych do Chorwacji (w zeszłym roku zapłaciłem za jeden z nich prawie 100 złotych), więc w tym roku postanowiłem przetestować metody alternatywne - Western Union i Paypal. Za kwaterę w Drasnicach płaciłem w oddziale banku, obsługującym przelewy WU, co ze stoickim spokojem obserwował z każdego plakatu sam mistrz Chuck Norris.

Wypełniłem formularz, dałem cenne papierki i pani w okienku zaczęła energicznie klepać „w komputer”. Klepie, stuka w klawisze, marszczy czoło, pot z niej spływa i widzę, że coś jej tu nie gra. Nagle bierze słuchawkę telefonu i cichym głosem (i tak wszystko słyszałem) mówi: „Pani dyrektor, mamy problem, nie ma takiego kraju Horwacja w systemie, szukam pod "H" i nie ma! Chyba nie pójdzie zrealizować przelewu.”. Ta dyrektorka coś jej tam mówi (nie słyszę), na co pani odpowiada: „ale przez "CE – HA” Chorwacji tez nie ma!”. Rozbawiony, ale i nieco zirytowany mówię „proszę poszukać C R O A T I A”... Spojrzała na mnie wzrokiem zabójcy, że aż ciarki przeszły mi po pośladkach. Miałem wrażenie, że nawet stojący pod ścianą papierowy Chuck Norris jakby stracił rezon i odwrócił wzrok.

Ale do rzeczy. Podróż w pierwszą stronę przebiegła nad wyraz sprawnie i płynnie, a jechaliśmy w sobotę (nocleg w Graz) i w niedzielę. Nasza prawie 6 - letnia córka coraz lepiej znosi dalekie podróże, choć okupiliśmy to z Żoną koniecznością zapoznania się - podczas jazdy - z prawie całą dyskografią Fasolek, Majki Jeżowskiej i Bebe Lilly. W niedzielę przed 16 byliśmy już w Drasnicach. Miałem dokładny opis jak dotrzeć pod nasz apartament, więc znalazłem go od razu. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest on dalej od morza, niż miał być, ale okazało się, że to tylko złudzenie. Do najbliższej plaży można było faktycznie dojść w kilka minut. No chyba, że kogoś złapał akurat skurcz.

Przywitaliśmy się i poszliśmy obejrzeć apartament. Wszystko się zgadzało ze zdjęciami i opisami. Tak jak ktoś pisał na forum „apartament trochę w stylu wczesny Gierek”, ale dla nas było w porządku.

Był tylko jeden zgrzyt, gdy właściciel pokazał (i otworzył) nam lodówkę. Zaatakował nas wówczas straszliwy fetor gnijących zombie z „Nocy Żywych Trupów” i zmumifikowanych szczątek Obcych z katastrofy UFO w Roswell. Miałem wrażenie, że nawet właściciel lekko się skrzywił powalony tą chmurą radioaktywnego smrodu. Lodówka była w środku w dość kiepskim stanie, nadgryziona zębem czasu i niedomyta. Gospodarz tłumaczył, że lodówka była rozmrożona i ktoś ja niepotrzebnie później zamknął, zanim zdążyła wyschnąć, stąd ten straszny odór. Zaczął też czyścić (szmatka zamoczona w wodzie :) przy nas tą lodówkę, zapewniając, że jak się 'zamrozi' to będzie ok. Powiedział też, że za pól godziny przyjdzie jego żona po kasę, a my możemy się teraz rozpakować.

Tymczasem w korytarzu przy schodach na dole zauważyłem inną lodówkę, pustą, odłączoną, dokładnie tej same wielkości co nasza (mała, niska lodóweczka). Otworzyłem, pachniała czystością i robiła dobre wrażenie. Zasugerowałem więc, że można by zamienić lodówki. Gospodarz się zgodził. Najpierw jednak zaczęliśmy wnosić nasze graty z auta. Po chwili przyszła żona właściciela. Gospodarz apartamentu to typ klasycznego pantoflarza. Za wszystkie sznurki pociąga tam jego małżonka. Gdy dowiedziała się o pomyśle zamiany lodówek, zrobiła nam straszną awanturę, dochodząc do konkluzji, że „jak nam się tu nie podoba, to do widzenia! Bo ona ma na nasze miejsce wielu innych turystów i znajdzie sobie chętnych w ciągu 15 minut”.

Przyznam, ze nieczęsto spotykam się z takim podejściem Chorwatów do turystów. Co smutniejsze, odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach dzieje się to jakby częściej. Poprzewracało się niektórym z nich w dupskach, oj poprzewracało. Nie mam zamiaru „obrażać się” na Chorwację, ale sytuacja, gdy turysta jest tam tylko i wyłącznie „bankomatem z euro” nie do końca mi odpowiada.

Udało się na szczęście jakoś uspokoić sytuację, umyliśmy jeszcze raz bardzo dokładnie lodówkę, smród trochę zelżał, jednak za każdym razem po powrocie z plaży do mieszkania, czuliśmy w powietrzu ową lekka „nutkę dekadencji”. No, ale dało się jakoś przeżyć.

Chcąc być z Wami uczciwy, napiszę, że żona właściciela później nie była już wcale taka zła. Dużym plusem była jej całkiem dobra znajomość angielskiego , dzięki temu mogliśmy nie raz z nia później spokojnie porozmawiać. Cechowała ja również zerowa praktycznie ingerencja w życie gości w apartamencie – co również cenię. Czy jednak pojechałbym po raz drugi do tego apartamentu? Chyba jednak nie, mimo że bilans końcowy uznaje za pozytywny.

Tak czy owak, widok z balkonu (apartament miał w sumie 2 balkony) był cudowny, dokładnie pomiędzy „pustą morską przestrzeń” wysp Hvar i Brač. Po prawej strony widać było Podgore, a z tyłu góry i Stare Drasnice. Ponadto pod nami, po lewej stronie, był mały klimatyczny cmentarz – co dla nas – fanów rocka gotyckiego była nie lada gratką :) Aha, żaden zombie z cmentarza nie wypił nam ani kieliszka rumu.

Obrazek
Widok z balkonu
Obrazek
Widok z balkonu

Gdybym miał jakoś opisać Drasnice w kontekście innych miasteczek na Riwierze Makarskiej, powiedziałbym, że jest to coś pośredniego pomiędzy sąsiednim Igrane (większe, bardziej „turystyczne”), a - położonym dalej na południe - Bristem (malutkie, bardziej klimatyczne, z zakamarkami i starymi uliczkami).

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W miasteczku znajduję się niewielki port / przystań i praktycznie całe „życie” miasteczka skupia się po jego lewej stronie (patrząc z kierunku morza). Chodnik/promenada po prawej stronie portu jest praktycznie zupełnie niezagospodarowana „komercyjnie”, w sumie ciekaw jestem dlaczego.

W Drasnicach jest sklep Konzum – przyzwoicie zaopatrzony, co jest o tyle ciekawe, że nawet w pobliskim – większym - Igrane sklepu tej sieci nie ma. Brakuje tylko bankomatu (choć, jak dowiedziałem się, już po powrocie z relacji iwwoj, można w jakiś magiczny sposób wypłacić ponoć pieniądze za pomocą dziwacznego urządzenia, przypominającego oldskulowy komputer ZX Spectrum w sklepie Konzum). Nie widząc o tym, banknoty wypłaciłem więc znanym mi miejscu w Igrane w Hotelu Punta.

W kilku miejscach można nabyć również zacne, lokalne płyny.

Obrazek
Nasz lokalny dostawca trunków :)

W Drasnicach jest też piekarnia, a rano przez Konzumem można kupić świeże rybki. Obok jest poczta (czynna chyba 2-3 godziny dziennie – oj, nie przepracowują się ci Chorwaci), gdzie można wymienić euro na kuny. W miasteczku jest tez kilka knajp i cocktail barów. Ogólnie skromne, ale wystarczy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czas na obalenie pierwszego mitu. Cykady oczywiście w Drasnicach są, ale oprócz serwowanych przez nie doznań akustycznych (które ja akurat bardzo lubię, bo kojarzą mi się nieodłącznie z Chorwacją) nie są w ogóle widoczne wizualnie. Żadna nas nie pożarła, z lodówki również nie wyszła (choć może odstraszył je nasz „lodówkowy aromat”).

Pierwszego dnia mieliśmy dużo szczęścia. Udało nam się bowiem załapac nie tylko na kąpiel w falach - w Drasnicach wyjątkowo często mieliśmy przyjemność obcowania z morskimi falami, co nieczęsto nam się zdarzało w Chorwacji, ale również w niedzielę wieczorem zorganizowano w miasteczku „Ribarską Noć”! Mało tego! Okazało się, że w tym roku pyszna makrela z grilla, wino, a nawet rakija jest dla gości Drasnic kompletnie za darmo. Kolejki były z tego powodu ogromne, ale doznania kulinarne - wyśmienite.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
mama_Kapiszonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2042
Dołączył(a): 30.05.2005
Re: Drasnice + Trogir, fakty i mity, sierpień 2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) mama_Kapiszonka » 29.08.2013 10:11

Czy moje "4 oczy" dobrze "wypaczyły", że w Drasnicach czas się zatrzymał?
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Drasnice + Trogir/Ciovo, fakty i mity, sierpień 2013
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018