14 stycznia (wtorek): Hochötz-Kühtai - część drugaPrzypominam

, że jesteśmy w ośrodku Kühtai, którego symbolem (zgodnie z nazwą) jest krowa, co można zobaczyć na tabliczce pokazującej, na jakiej wysokości znajduje się dolna, a na jakiej górna stacja wyciągu

:
Wsiadamy do gondolki:
z której mamy piękny widok na dolny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej:
i okoliczne szczyty:
Znowu krowa

:
Chwila pozowania:
i jeździmy:
Wciągamy się kanapą:
z której zauważamy, że na jednej z tras jest tunel

:
Tylko na której

Dedukujemy, jak na nią wjechać i w końcu się udaje. Nie jest to trasa oznaczona numerem, a napisem "skiweg", czyli inaczej "skiruta" (ski route). Tunel między lodowcami w Sölden robi jednak zdecydowanie większe wrażenie niż ten, bo przejeżdżając z lodowca Rettenbach, który przez większość dnia jest w cieniu, wjeżdża się w pełnię słońca na Tiefenbachu. Występuje wtedy efekt "wow"

Uwaga: śnieżny zając po prawej!

:
Fajne miejsca do odpoczynku

:
"Leżaki" podobne do tych, które ustawiono obok twierdzy w mieście Hvar

Dla przypomnienia - mapka ośrodka:

Jeździmy teraz czerwonymi trasami po lewej stronie drogi (i mapy):
Traski są stosunkowo długie i fajnie nachylone. Narciarzy nie ma zbyt wielu, więc mimo że jest po 14:00, nie są wcale "zmęczone".
Po drugiej stronie drogi jest prawdziwe zagłębie czarnych tras. Są one wyjątkowo strome! Tutaj widać, jak ostro schodzą:
Na koniec dnia jeździmy nawet orczykiem

:
A potem musimy chwilę poczekać na skibusa:
W tym czasie robimy sesję zdjęciową:
Zbliżenie na jedną z czarnych tras:
I czerwoną, która ma jednak wymagającą końcówkę:
Najbardziej w ośrodku Kühtai podobały nam się trasy po "słonecznej stronie drogi", czyli czerwone 1, 2, 3 i 5.
Skibus przyjeżdża punktualnie. Udaje nam się ustawić idealnie naprzeciwko drzwi i pierwsi ładujemy się do środka

Nie ma na szczęście wielu narciarzy i każdy ma miejsce siedzące

Widoki ze skibusa są już nieco szare, bo niedługo zajdzie słońce:
Dojeżdżamy do ośrodka Hochötz i pozostaje nam jeszcze przeprawa gondolkami - najpierw jedną w górę, a potem kolejną w dół

Niestety, nie ma możliwości zjechania na parking na własnych nogach.
Kończymy kolejny, bardzo udany, dzień narciarski z wynikiem 52 km zrobionych na nartach. Biorąc pod uwagę fakt, że trochę czasu "straciliśmy" na jazdę skibusami i to, że ośrodek otwiera się stosunkowo późno, to całkiem niezły wynik
Z dwóch ośrodków, które dzisiaj poznaliśmy, zdecydowanie bardziej podobał nam się Kühtai, ze względu na dłuższe i lepiej nachylone trasy oraz na wysokogórskie położenie zapewniające piękne widoki

Fajnie było też się przejechać skibusem

Zawsze to jakaś odmiana
Po drodze do Huben robimy zakupy w Hoferze (odpowiednik naszego Lidla). Dziś wieczorem zostajemy w domu, trochę pichcimy i gramy w Scrabble

"Jutro" znowu Sölden
