Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj! [Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Oj , chyba tak, płakało coraz bardziej... choć my w bagażniku mieliśmy cały majdan plażowy i uparcie pojechaliśmy szukać naszej plaży nad zatoką za sv. Duhem. Niebo wtedy rozpłakało się na dobre, wyskoczyliśmy tylko 2 razy z auta, żeby chociaż rzucić okiem na te cudne plaże... żal, żal... bo nie wiem, kiedy tu wrócimy, a ja bardzo chciałam choć raz po tej stronie się wykąpać, trzeba nam było wczoraj zamiast na Girenicę tu przyjechać.
No cóż, tak widocznie miało być.
Córa pochyla się jeszcze nad "ziółkami"
i jedziemy dalej przed siebie drogą w stronę Pagu, wypatrujemy tabliczki z drogowskazem na szczyt sv. Vid. Mąż zapisuje współrzędne miejsca w nawigacji, może się kiedyś przydadzą.
Powoli kończą nam się pomysły...
Zostało jeszcze jedno miejsce, które mieliśmy zaznaczone kółeczkiem na naszej mapce wyspy. Miejsce to polecała nam też nasza Marija, jako spokojne i dobre na plażowanie z dala od ludzi.
Košljun
Nasz ostatni punkt programu; droga do niego wiedzie jak na koniec świata, mało kto z turystów odwiedzających wyspę tu się zapędza. To mała osada, ale ma jakiś niesamowity klimat, tu stoją remontowane kutry rybackie, pachnie od nich farbą, a wiatr od morza przy dzisiejszej aurze pozwala poczuć zapach Adriatyku, ryb i sól na twarzy...
Nieliczni ludzie witają człowieka jak przybysza z innej planety, chyba każdy tu się zna, pewien pan podbiega do nas i pyta czy jesteśmy z Niemiec, bo jego sąsiad od rana czeka na swoich gości. Jakoś tak fajnie tu.
Zostawiamy córę na betonowym nabrzeżu, chce sobie pobyć sama, to niech pobędzie... idziemy na spacer bez niej.
I wiecie co, zaczynam się cieszyć z tej pogody, teraz czuję, że odpoczywamy, nie męczy nas upał, nic nie "musimy" już zwiedzać, oddychamy morskim powietrzem, ładujemy akumulatory... tankujemy energię z wiatru i morza... przypomina mi się piosenka, którą słyszeliśmy w radio, krótko przed granicą pol-niem, wracając z naszej pierwszej podróży do Chorwacji ... "so soll es sein, so kann es bleiben. So hab ich es mir gewünscht" (tak powinno być, tak może zostać. Właśnie tak sobie tego życzyłem"
Mandre wita nas słońcem, łapiemy więc ręczniki i rozsiadamy się najbliżej naszego wyjścia na plażę jak się da. Próbujemy się opalać, ale słońce szybko zachodzi i znowu wracają chmury... obserwujemy więc jak jedni walczą z żaglem
a inni wyciągają z wody łódkę; chyba też już kończą urlop, łódka się opiera, fale co chwilę zdejmują ją wyciągarki... dzięki pomocy plażowiczów w końcu się udaje.
Oni odjeżdżają, a my idziemy się przebrać, czas na ostatnią kolację, ostatnie kalmary, rybę... późnym wieczorem jeszcze niespodziewana wizyta znajomych i wspólne wyjście do knajpki, identycznie jak w zeszłym roku. A potem już tylko ostatni zachód słońca...
Rozpisałam się dziś, więc jeszcze dokończę i chyba na odwyk od forum pójdę
Sobota - 31 lipca - czas się żegnać
Oczywiście nie udaje nam się wyjechać zgodnie z planem, a przecież mamy być w Oekotelu przed 16-stą (rezerwacja on-line). Cóż, najwyżej będziemy dzwonić.
Pożegnanie z Mariją i Ireną trwa bez końca, dziękujemy za super pobyt, za wycieczkę łódką, za wszystko... Marija mówi, żebyśmy Natalię zostawili do końca wakacji, bierze ją w ramiona i nie chce puścić. Mówimy, że chętnie kiedyś wrócimy, ale pewnie nie w przyszłym roku. Na to Marija odpowiada "you are young, you must see the world" i czuję się rozgrzeszona, ok, pojedziemy oglądać świat, ale kiedyś wrócimy, na pewno. Bo, choć nasyceni Pagiem jesteśmy, wciąż będzie do czego wracać, no i pozostał nam do zdobycia sv. Vid.
Wczoraj niebo płakało jak to mahadarbi ładnie ujęła, dziś świat się rozszlochał... w strugach deszczu opuszczamy Pag
eh Helen, pięknie, aż tak dziwnie, czuję jakbym z Tobą kończyła urlop w CRo, a przecież w planach wyjazd w połowie września szkoda....tak lubię czytać Twoje relacje Cieplutkie Pozdrowienia!
ines napisał(a):eh Helen, pięknie, aż tak dziwnie, czuję jakbym z Tobą kończyła urlop w CRo, a przecież w planach wyjazd w połowie września szkoda....tak lubię czytać Twoje relacje Cieplutkie Pozdrowienia!
Ha, ja sobie teraz na Twój powrót poczekam i jak będziesz pisała relację, znowu będzie lato
Szkocja, to było wieki temu, całe 6 lat, zdjęcia byle jakie, musiałabym też mocno myśleć co po czym było. To była objazdówka autokarowa, bez Natalii, tanim kosztem z noclegami w ośrodkach skautowskich, fajnie było, ale czy relację mi się chce pisać? Eeee, chyba nie. Ale mogę wrzucić zdjęcia na Picasę i podrzucić link, tylko nie wiem kiedy mi się to uda. Na razie czas zdjęcia ogarnąć z tego wyjazdu i chociaż rodzicom pokazać, oni wolą na papierze.
Co racja, to racja. Pag dzięki Twojej opowieści jeszcze bardziej kusi.
Może za rok,choć plany kierowały mnie bardziej w stronę Dubrownika... cóż czas pokaże.