napisał(a) helen » 18.08.2010 14:56
Co do 19:05 to przypomina to trochę nasze morze.
Już do końca pobytu czuliśmy się jak nad naszym morzem.
O 20:11 niebo nabrało nowych kolorków
Po czym lunęło tym razem na granatowo:
Podziwianie widoków za oknem przerwało nam pukanie do drzwi, to Marija przyniosła ciasto,
jej mina mówiła sama za siebie, wyraźnie przykro jej było, że taką mamy paskudną pogodę. Nie pomogły nasze tłumaczenia, że się deszczu nie boimy, że u nas nad Bałtykiem to norma... że nie ma problemu, wszak nie jej wina... jej było przykro.
Padało tak sobie z przerwami do rana, w nocy dołączyła się burza z piorunami, poddałam się, nie robię już żadnych planów... zaczynam się pakować, pojutrze czas wracać do domu.