W czasie "przygotowań" do wieczornego wyjścia słyszymy dalekie odgłosy przypominające burzę. Burza w Chorwacji?
No to pięknie! Wychodzimy na plażę, popatrzeć, skąd też ona do nas idzie. Nad lądem, w okolicach delty Neretvy, ciemno. Mamy nadzieję, że tutaj nie dotrze.
Burza, póki co, wydaje się odległa, więc nie rezygnujemy z planów i idziemy do centrum Trpanja:
Za mną widać campingową plażę.
Trpanj jest pięknie położony wśród gór (na zdjęciach osiedle apartamentowców w Luce, czyli w pobliżu campingu "Vrila"):
Takie usytuowanie gwarantuje bardzo głośne koncerty szakali
Dzisiaj planujemy dojść do Trpanja okrężną drogą. Najpierw wędrujemy na wzgórze, na którym znajduje się cmentarz:
Góry Makarskiej Riviery oświetlone są już przez słońce... Jeszcze chwila i pojawia się tęcza (którą usiłujemy uchwycić na zdjęciach, ale łatwo nie jest...)
Z cmentarza schodzimy na nadmorską promenadę. Jest to w zasadzie wąska ścieżka prowadząca, górną częścią zbocza, od naszej Luki do centrum Trpanja.
Mijamy zatoczkę, w której można się wysmarować czarnymi, leczniczymi błotami:
Spotkani na campie Polacy twierdzili, że skóra robi się od nich gładsza, ale za to śmierdzi przez kilka kolejnych dni
Idziemy dalej. Przechodzimy najpierw obok skałek, które stanowią plażę naturystów, a potem kilku wybetonowanych plaż. Morze wygląda groźnie, są spore fale. No i wreszcie udaje nam się uchwycić tęczę (chociaż troszkę ją widać):
Kawałek dalej taki zonk
Mam nadzieję, że ta rura służy do zasysania wody z Jadranu (którą potem ktoś wykorzystuje do celów gospodarczych). Wolę tak myśleć...
Już prawie jesteśmy na miejscu. Pięknie oświetlony zachodzącym słońcem Trpanj jest na wyciągnięcie dłoni:
Zasiadamy w jednej z kafejek na nabrzeżu, raczymy się zimnym piwkiem (oczywiście!
Koło 21:00 przypływa największa atrakcja wieczoru - Vladimir Nazor
Ludzi co niemiara. Każdy chce zobaczyć Władka z bliska
Trzeba przyznać, że robi wrażenie! Nawet na mnie
Jak go sobie porównamy do starej rzężącej Pelješčanki... to nie ma porównania
Zastanawiamy się, czy aby nie popłynąć nim z powrotem (wcześniej planowaliśmy wracać przez półwysep). Ale nie będziemy jeszcze dzisiaj myśleć o powrocie do domu... Jeszcze na to za wcześnie!
Jedni opuszczają pokład Vladimira, następni wjeżdżają. Trap podnosi się, prom powoli zaczyna oddalać się od brzegu...
Nagle dziki wrzask z nabrzeża! Pani z dzieckiem w ramionach krzyczy, że jej nie zabrano, żeby wrócili! Ktoś z obsługi coś jej odkrzykuje, chyba, że nie wrócą, że jak mogła nie zauważyć, że prom odpływa.
Kobieta płacze i krzyczy jeszcze głośniej. Robi się bardzo dramatycznie! Ludzie zgromadzeni wokół wstrzymują oddech...
Prom robi lekki manewr i cofa do nabrzeża. Kobieta, ściskając dziecko, szybko wbiega na podkład. Zebrani, łącznie z nami
Nerwowo było! Swoją drogą to Władek pewnie spalił na te nawroty więcej paliwa niż ta pani zapłaciła za bilet
Idziemy do baru "Žalo", skorzystać z internetu. Nie mamy drobnych (wrzuca się monety 5 kunowe), ale pani chętnie nam rozmienia. Kolejne łączenie z cro.plą - eh, to uzależnienie
Potem wracamy na camping i jeszcze rozgrywamy partyjkę Scrabbli przed namiotem. Kończy się kolejny bardzo udany dzień na tych wakacjach

.png)
.png)
.png)









