Witam nowych Czytelników. Goniaa, Erci - miło Was widzieć
7 lipca (czwartek) - Odcinek wyłącznie kajakowy
Nie napisałam, że wczorajszy dzień skończył się dla nas wyjątkowo wcześnie, bo przecież nie spaliśmy w nocy z wtorku na środę. Dzisiaj to sobie odbiliśmy. Całkowite zacienienie campingu sprawiło, że obudziliśmy się dopiero po 9:00 wyspani i spragnieni nowych wrażeń
A więc na kajak! Pompujemy Challengera

Nasze wyprawy kajakowe nie będą niestety tak emocjonujące jak w tamtym roku, kiedy kajakowanie było czymś nowym. Ale niewątpliwie urozmaicą i te wakacje.
Mieszkamy w takim miejscu, że możemy płynąć albo w prawo wzdłuż brzegu i zobaczyć co jest na Cresie za (a właściwie przed) campem Bijar albo przepłynąć naszą zatokę i powiosłować w stronę licznych zatoczek na Lošinju. Wybieramy tę drugą opcję.
Zdjęcia w tym odcinku będą pochodziły wyłącznie z aparatu podwodnego, więc już uprzedzam, że nie będą dobrej jakości. Ale i tak jesteśmy zadowoleni z nowego zakupu -
Kodaka z Biedronki
Sprawdził się bardzo dobrze zarówno pod wodą, jak i na kajaku oraz na plażach. Nie musieliśmy brać "normalnego" aparatu na plażę i się o niego martwić.
Odbijamy od brzegu! Naprzeciw nas ruiny opactwa Benedyktynów:
Wiosłujemy w stronę Lošinja. Z daleka widzimy interesującą zatoczkę:
Niestety jest zajęta, w dodatku przez naturystów. Nie będziemy im przeszkadzać. Chcemy znaleźć naszą i tylko naszą
Niestety dalej (w zasięgu siły naszych ramion

) nie ma bezludnych zatoczek. Postanawiamy zakotwiczyć gdzieś przy brzegu i znaleźć w miarę wygodne miejsce do leżenia. Z tym ostatnim może być trudniej

:
Ale w końcu udaje się! Zgadnijcie, które miejsce jest moje?

:
Challenger w całej okazałości:
W sumie jest nam tu bardzo wygodnie i spędzamy w tym miejscu około 3 godzin, snurkując, opalając się i czytając książki.
"Życie podwodne" nie powala, ale kilka ryb udało się nam sfocić (w następnych odcinkach zdjęcia rybek będą lepsze

):
Pora się zbierać na jakiś obiad. Wiosłujemy z powrotem.
Opalanie na kajaku

:
Po drodze widzimy w krzakach coś białego. Okazuje się, że to dwie kozy (dzikie?). Kajakujemy u wybrzeży masywu Osorščica, u podnóża najwyższego szczytu Lošinja - Televriny, więc może to jakaś kozica górska?
Zdjęcia z największym zoomem, jakim dysponuje nasz aparacik:
Na koniec fotka z ostatniego etapu wycieczki - przybijamy do zatoki z campingiem Bijar (po lewej camp, naprzeciw Osor):
Pierwsze kajakowanie za nami. Było bardzo przyjemnie
Idziemy na camping coś przekąsić i szykujemy się na popołudniowo-wieczorne zwiedzanie Małego i Wielkiego Lošinja
Ale o tym następnym razem.
