Sobota.
Baseny po raz kolejny, próba zdobycia zamku i pożegnanie z DPP.Tak jak i dzień wcześniej, rano pojechaliśmy na basen. Uruchomili kilka atrakcji, więc było gdzie poszaleć.



Dziewczyny oczywiście upodobały sobie zjeżdżalnie.


Ale nie tylko one dobrze się bawiły


Aż dziwne, że Arturo wszedł do tej zimnej wody, ale wujo chciał pokazać jak się powinno zjeżdżać, bo technika oczywiście jest najważniejsza
Sama chętnie bym spróbowała, ale odpowiedzialnie odmówiłam ze względu na kolano
Zemsta była słodka.

Obowiązkowa wizyta w cudownym źródełku...

... i mogliśmy ruszyć na Zamek.
Warownia z XIII wieku góruje nad miastem i widać ją prawie z każdego miejsca.
Kamienny zamek wzniesiony został w XIII wieku za rozkazem króla Béli IV. Później fortecę kilkakrotnie umacniano i rozbudowywano. Po wojnie o niepodległość prowadzonej przez F. Rákoczy'ego wojska austriackie wysadziły w powietrze znaczną część fortecy, obawiając się możliwości wykorzystania jej w walce przeciw panującym Habsburgom.
Ruiny zamku odkryto w czasie dwudziestolecia międzywojennego i niezwłocznie przystąpiono do odbudowy twierdzy, która trwa do dzisiaj. Forteca składa się z dwóch oddzielnych bastionów: zewnętrznego i niższego zwanego Gergely oraz wewnętrznego Várkoch, do których wnętrza wiodą dwie strzeżone przez niezliczone armaty bramy.
Niestety... nie było nam dane wejść do środka. Przy kasie chcieliśmy grzecznie kupić bileciki na spacer po Zamku, ale okazało się, że nie można. Jeżeli chcemy wejść, to musimy kupić bilety, które obejmują także zwiedzanie muzeum... ok, tylko wkurzyło nas to, że w cenniku bilet na spacer jest, a kupić go nie można i trzeba zapłacić prawie 3x tyle. Szkoda mi było, ale mówię, że jak nie to nie.... w nosie ich mam.



Wróciliśmy do samochodu i do domu. Ostatni wieczór spędziliśmy oczywiście w DPP przy butelce pyyyyysznego białego wina.
Na koniec relacji kilka zdjęć z naszego lokum.


Prawda, że klimatyczny salon?
Po jednym z powrotów z DPP padła propozycja, żeby te "obrazki" pokolorować.



W niedzielę rano ruszyliśmy do domu. Oczywiście z obowiązkowym postojem na Słowacji w knajpie. Nie mogliśmy sobie odmówić zupy czosnkowej i haluszek.
Pobyt był baaaaardzo przyjemny. Nie pamiętam kiedy tak leniwie spędzaliśmy długi weekend. Zawsze jakieś nurkowania i poranne wstawanie, albo wycieczki po górach i poranne wstawanie, a tu... relaks

Fakt, długo bym tak nie dała rady, ale rodzinny wyjazd zaliczamy do bardzo udanych i na pewno zrobimy powtórkę... może tym razem z rowerami?
Dzięki za obecność!
