Marlowe1994 napisał(a):Będę przymykał oko żeby nie widzieć murali

Jeśli nie lubisz murali, przykro mi

Za chwilę trochę ich się tu pojawi
Marlowe1994 napisał(a):Choć wy byliście zimą to od czerwca są nowe

W tym roku festiwal podobno odbywał się w lipcu
4 stycznia (sobota): Opuzen - miasto murali i pysznego tuńczyka 
Opuszczamy rejon ujścia Neretwy, tęsknię spoglądając

w stronę Pelješca:
Na moment zatrzymujemy się przy moście na Małej Neretwie (w miejscowości Pržinovac). Wybudowano tu zaporę, aby regulować stan wody i zapobiec przedostaniu się tej morskiej do rzeki.
Sporo tu niewielkich motorówek:
Widok w stronę ujścia Neretwy:
Wystarczy!

Jedźmy w końcu do Opuzen!
Przyznaję, że nie przygotowałam się do tej wizyty (zdarza mi się

). Do miasteczka jechaliśmy w jednym celu - żeby zjeść obiadokolację w polecanej restauracji. Opuzen okazało się bardzo ciekawym miejscem na krótki spacer. Lubię takie niespodzianki

I bardzo lubię murale

, a od wjazdu do miejscowości widać, że jest to raj dla miłośników
street artu 
:
Nie przygotowałam się, więc nie wiedziałam, że co roku, latem, odbywa się tu
The Street Art Festival "Zen Opuzen". Artyści z całej Europy przybywają do miasteczka, aby ozdobić malowidłami fasady budynków. Po raz pierwszy impreza odbywała się w 2014 roku i obecnie można tu zobaczyć około 100 murali.
Najpierw jednak zaglądamy na rynek. To całkiem duży plac:
Na jednym jego końcu stoi kościół pw. św. Szczepana Męczennika:
Mają tu bardzo ładną i wysoką choinkę

:
A urząd miasta znajduje się w takim pięknym budynku:
W architekturze widać wpływy weneckie. Nic dziwnego - nazwa
Opuzen pochodzi od weneckiej twierdzy
Fort Opus, która została wzniesiona w tym miejscu w 1684 roku.
Idziemy na krótki spacer po miejscowości. W uliczkach nadal Boże Narodzenie

:
Czas pokazać słynne

murale. Te mają już chyba swoje lata:
Robi się coraz ciekawiej:
Street art to nie tylko murale:
Pies ze szczotek wymiata!

:
Dosłownie
Zdecydowanie najbardziej okazałe (i kolorowe) malowidło:
Ciekawe, co autor miał na myśli
Inne dzieła:
Który mural najbardziej się Wam podoba

Nie pokazałam oczywiście wszystkich

Trudno by było, jeśli faktycznie jest ich około 100. Nawet wszystkich nie uwieczniłam na zdjęciach, co akurat (biorąc pod uwagę to, ile pstrykam) może dziwić

Bardzo zgłodnieliśmy od podziwiania sztuki

A przecież przyjechaliśmy do Opuzen, żeby jeść

Nakarmią nas w tym oto przybytku:
Uwaga! Konoba
Pod maslinom ma porażającą

średnią ocen na Google Maps, aż 4,9. Moim zdaniem całkowicie zasłużoną

Kiedy kręcimy się przed drzwiami restauracji, czekając na 17:00 (godzinę otwarcia), wychodzi właściciel i serdecznie zaprasza nas do środka, przed czasem.
We wnętrzu jest tylko kilka stolików. W sezonie pewnie jedlibyśmy na uroczym placu. Konobę prowadzi małżeństwo w średnim wieku i właśnie oni, oboje, będą nas dzisiaj obsługiwać. Najpierw zostajemy poczęstowani domową wiśniówką

Wypijam podwójną porcję

, bo Małż niedługo będzie prowadził.
Karta jest krótka, a dodatkowo pani informuje nas, że nie ma makaronu ani mięsa, ani ryby. Małż martwi się, co będzie jadł, bo on nie tyka owoców morza. Na szczęście okazuje się, że brak rybki oznacza, że nie zjemy orady czy lubina, natomiast jest stek z tuńczyka. Z menu wypadło sporo pozycji dlatego, że dzisiaj konoba jest otwarta po raz ostatni przed trzytygodniową przerwą. Właściciele mówią, że koło 6 stycznia większość lokali się zamyka. Udało nam się tu zdążyć rzutem na taśmę

Długo się waham przy wyborze dania, skłaniam się raczej do zamówienie
crnego rižotu, którego nigdy nie jadłam

Niestety, mamy nie najlepsze doświadczenia z tuńczykiem. Kiedyś, w Komižy, dostaliśmy go zupełnie przesuszonego, był bez smaku. W Jelsie, dawno temu, też nie byliśmy zachwyceni.
Ostatecznie ryzykujemy - niech będzie tuńczyk

Skoro restauracja ma tak wysokie oceny, może nie zepsują dania. Właściciel trochę (z uśmiechem) kręci nosem, że chcemy go
well done, ale ostatecznie mówi, że gość ma zawsze rację

Wiem, że tuńczyk nie powinien być bardzo wysmażony w środku, ale choćby trochę krwi w steku zupełnie mnie odrzuca. Małża chyba jeszcze bardziej

No tak, chciałabym, żeby nie był wysuszony, a zamawiam
well done 
Nielogiczne i niemożliwe?

Okazuje się, że jak najbardziej możliwe!

Wystarczy, że stek obficie poleje się oliwą

A oto jak nas ugościli w konobie
Pod maslinom 
:
To oczywiście porcja dla dwóch osób, ale i tak patrzyliśmy na nią z niedowierzaniem

Moja reakcja

:
Nie sądziłam, że zjemy to wszystko, a efekt końcowy był następujący

:
Najedliśmy się jak bąki

, ale było warto. Wszystko pyszne!

Tuńczyk rozpływał się w ustach, ziemniaczki idealnie upieczone, warzywa też bardzo smaczne. Tylko może jedzenie ma nietypowe kolory (trochę inne niż w rzeczywistości), bo w środku było ciemno.
Na koniec właściciele częstują nas jeszcze domowymi ciasteczkami i kumkwatami

:
Dostajemy też kilka mandarynek na drogę

Atmosfera jest serdeczna, a gospodyni (to ona znikała w kuchni) gotuje wspaniale. Polecam konobę
Pod maslinom z czystym sumieniem

Do dzisiaj wspominamy tę obiadokolację z rozrzewnieniem

Mam nadzieję, że tam kiedyś wrócimy, najchętniej latem, żeby posiedzieć na zewnątrz, pod "tytułową"
masliną
Teraz trzeba się przejść, żeby dobrze strawić pyszny posiłek

Najpierw idziemy na
Stari most na Małej Neretwie:
Jest on udekorowany kubkami:
i... rowerami

:
Później wracamy na główny plac miasta:
Podziwiamy szopkę:
i fragment posągu cesarza Tyberiusza:
Rzeźba ta została odnaleziona na terenie antycznego miasta Narona (obecnie Vid) oddalonego od Opuzen o kilkanaście kilometrów. Jeśli ktoś jest zainteresowany "antycznymi
kamulcami"

, z pewnością warto zajrzeć do Muzeum Archeologicznego Narona. Opowiadał o nim, w jednym ze swoich filmów, Robert Makłowicz

Wyjeżdżając z miasteczka, zatrzymujemy się, żeby uwiecznić jeszcze jeden mural. Moim zdaniem, wyjątkowo piękny:
Chyba podoba mi się najbardziej ze wszystkich malowideł, które dzisiaj zobaczyliśmy. Opuzen okazało się dla nas wielką niespodzianką - zarówno pod względem artystycznym, jak i kulinarnym

Warto tu wstąpić, choćby na chwilę. Latem i/lub w ciągu dnia ciekawym pomysłem może być też spacer deptakiem wzdłuż Neretwy. Teraz jest już na to zdecydowanie za późno. I zbyt zimno... Wkładam na siebie wszystkie warstwy ubrań, jakie znajduję w bagażniku Maździaka, a i tak trzęsę się jak osika

Koniec zimowych wakacji zbliża się wielkimi krokami

Jutro nasz ostatni pełny dzień w Chorwacji. W związku z tym, po drodze, zatrzymujemy się w sklepie i kupujemy kilka słoików ajvaru oraz piwa Pale Ale ze
Zmajskiej Pivovary
Na koniec odcinka - nocny kadr z
Pelješkim mostem w roli głównej:
I jeszcze z księżycem

:
Na kwaterę w Dubrowniku dojeżdżamy koło 20:00. Nie mamy już siły, żeby iść na starówkę. To był piękny, pełen emocji, dzień
