Powiedzieć, że mieliśmy niewesołe nastroje to jakby nic nie powiedzieć
Poinformowaliśmy smsowo kamperową ekipę o przebiegu wydarzeń i zaistniałej sytuacji, zaoferowali nam pomoc, wszak na wyposażeniu kampera zwykle jest więcej niż jeden akumulator. Ale to w ostateczności… Krzysiek mając skuter obiecał że pojedziemy gdzie będzie trzeba. Ale to ewentualnie za parę godzin, jest trzecia w nocy, do świtu jeszcze ze 3 godziny i trzeba było jakoś ten czas spędzić. Burza nie była gwałtowna, pogrzmiało, popadało przelotnie a my zmęczeni tym wszystkim fizycznie, ale zwłaszcza psychicznie przysnęliśmy na trochę na siedzeniach.
Zrobiło się jasno. Dzień rozpoczął się pochmurny i takie też mieliśmy nastroje. Czasem przejechało jakieś auto, na szczęście mijały nas swobodnie mimo, że trochę na jezdnię wystawaliśmy. Około 8 uznaliśmy, że to będzie już dobra pora na opuszczenie auta i wyruszenie do Aegiali by się rozglądnąć i czegoś dowiedzieć. W aucie już kompletnie nic nie działało, nawet centralny zamek i światła (chciałem włączyć awaryjne). Za szybę trafił ostrzegawczy trójkąt i poszliśmy.
Smętne, mokre i puste było Aegiali o tej porze. Agencja promowa była oczywiście nieczynna, zresztą jak niemal wszystko. Ale idąc zauważyliśmy krzątającego się młodego człowieka w punkcie wynajmu samochodów, od razu uznaliśmy że będzie to właściwy adres by czegoś się dowiedzieć… wszak te autka trzeba od czasu do czasu serwisować, jakiś mechanik, warsztat być tu musi. Tylko czy będzie miał akumulatory? Na to nie liczyliśmy…
Dogadaliśmy się bez problemu. „Battery? No problem
W każdym bądź razie od razu poczuliśmy się lepiej
Gdy tam doszliśmy, było już otwarte. Właściciel, człowiek około 50-tki wydawał się zaskoczony naszym pojawieniem. Na szczęście znał kilka angielskich słów i dało się nawiązać kontakt. Battery? 75Ah? Yes, I have
Pod ścianą stało kilkanaście nowiutkich, zapakowanych akumulatorów, w tym 3 o mocy 75Ah. Dostaliśmy jeden z nich… ale how much? One hundred euro… spoko, damy radę
Warsztat był duży, porządny, sprawiał bardzo dobre wrażenie. Spodziewaliśmy się jakiejś nory z bur…bałaganem
Właściciel zaoferował, że jego pracownik (jak się wyraził „my assistant”
Dobyłem „toolsy” z bagażnika, pamiętam jak kiedyś na granicy serbsko/chorwackiej podczas kontroli chorwacki celnik z ekipą śmiali się kiedy po otwarciu ciężkiej torby z podejrzaną w niego zawartością nie mogli wyjść z podziwu po co wieziemy z wakacji młotek
Akumulator założony, silnik odpalił, kontrolki zgasły, poza jedną. Co to? Nie mieliśmy pojęcia, mechanik powiedział żebyśmy pojechali za nim to wszystko posprawdzają. Ale w czasie jazdy i ta kontrolka zgasła, tak więc pod warsztatem jeszcze raz podziękowaliśmy i jemu, i właścicielowi za pomoc i odjechaliśmy.

.png)
. .png)
.png)
.png)
, z racji wielokrotnego karmienia przy okazji naszych noclegów.
.png)