Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Czarnogóra i troszkę Albanii

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 02.02.2014 17:34

Zjeżdżamy z autostrady i nową drogą dojeżdżamy na miejsce. Jest wieczór a my nie mamy niczego zarezerwowanego. Trafiamy na kamping Korana, kilka kilometrów za Jeziorami, i następnego dnia ruszamy na parking przy kasach biletowych. Kupujemy bilety i kładką nad drogą udajemy się do przystani. Dla orientacji Wejście nr 2. Zwiedzanie zaczynamy od oczekiwania, na elektrycznej łodzi, na komplet pasażerów. Stateczkiem płyniemy do punktu startowego. Po drodze w P2 wysiada para piechurów z plecakami, by samotnie przemierzyć szlak po lewej stronie jeziora. My płyniemy do końca. Chodzimy oznaczoną trasą przez około cztery godziny. Tras jest wiele, więc każdy coś tu znajdzie dla siebie. My wybraliśmy taką, która pozwoliła nam na zobaczenie głównych atrakcji w stosunkowo krótkim czasie. Uważamy, że warto zacząć tak jak my, czyli od wejścia Nr 2, bo w miarę zwiedzania widzi się coraz ciekawsze widoki. Kto jeszcze tam nie był, to zachęcam, bo wrażenia są wspaniałe.Zdjęć wodospadów jet już tak wiele i są tak wspaniałe, że mam dylemat czy umieszczać tu jeszcze nasze. Umieszczam kilka mniejszych wodnych szumospadów, by nie było tu tylko pisaniny.
Coruna domek 2 a.jpg
CORANA - nasz domek
NASZA TRASA.jpg
Nasza trasa
Plitvi 2 a.jpg
PLITV A a.jpg
PLITVICE A a.jpg
DSCF1412 a.jpg
PLITVICE 6 a.jpg
Plitvice Wodospadzik 2 a.jpg
Plitvice Woda woda a.jpg
Plitvice Leje jeszcze lepiej a.jpg
Tyle w okół pięknych widoków, a każdy tu zagląda
Plitvi 4 a.jpg
Plitvice Wyjście z pieczary a.jpg
Zejście do piekieł
DSCF1434 a.jpg
PLITV B a.jpg
Nieubłaganie nastał czas powrotu. Jest prawie 14-ta. Mamy zaplanowany nocleg w Mikulovie, więc do przejechania mniej niż 600 km. Docieramy tam dobrze po 21-ej. Jest już ciemno. Rezygnujemy z szukania noclegu i postanawiamy jechać dalej. To jeszcze tylko 400 km i będziemy w domu. Wybieramy, z nieznanego nam powodu, drogę na Pragę. Autostrada z płyt betonowych nie pozwala nikomu na zaśnięcie, a samochód robi wrażenie, że zaraz się rozsypie. Uciekliśmy z tej pralki kierując się na Hradec Kralove. Na te ostatnie 400 km potrzebowaliśmy aż siedmiu godzin, więc cel podróży osiągnęliśmy o czwartej rano. Nie wszystko, co było zaplanowane, zobaczyliśmy i nie wszystkie eskapady się nam udały, ale i tak jesteśmy bardzo zadowoleni. Do Czarnogóry na pewno jeszcze wrócimy, ale Albania tak nas urzekła i zaciekawiła, że następne wakacje (2012) spędziliśmy w Dures. Będąc tam zrobiliśmy mały wypad na samo południe do Butrintu i Sarandy. W tym roku planujemy właśnie tam spędzić naszą kolejną bałkańską przygodę. Czas ucieka tak szybko, a chce się jeszcze tak wiele zobaczyć.
Ostatnio edytowano 02.02.2014 21:04 przez erde, łącznie edytowano 1 raz
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45309
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 02.02.2014 18:06

erde napisał(a):...


Super. Dzięki.
:mrgreen:
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14715
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 02.02.2014 21:26

Najważniejsze , że wróciliście zadowoleni , a że nie wszystko udało się zrealizować - to dobrze . Zostało coś na następny raz 8)

Zdjęć z Plitwic nigdy za wiele . Widział ktoś , kiedyś dwa jednakowe zdjęcia różnych autorów :?: :wink:

Dziękuję i pozdrawiam
Piotr
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 09:03

SUPLEMENT: bez zdjęć niestety
1. O bezpieczeństwie i mafii
Na temat bezpieczeństwa w Albanii krąży tyle stereotypów i mitów, że trudno się do nich wszystkich odnieść. Z własnych obserwacji i z tego co wyczytałem, mogę stwierdzić, że nie jest tu niebezpieczniej niż u nas. Duże miasta i bieda rodzą zawsze różnego rodzaju zagrożenia, ale myślę, że jesteśmy na tyle ich świadomi, że nie trzeba o tym pisać. Może trochę mniej bezpiecznie jest na drogach, ale bez przesady.
To wszystko o czym piszę poniżej, proszę traktować jako informację podobną do tej, jaką by można było napisać o słonecznej Italii lub samej Sycylii. Czy ktoś z turystów, wyjeżdżając tam, myśli o włoskiej mafii i sycylijskiej wendecie? Trzeba wiedzieć jedno, że siedzibą tzw. albańskiej mafii wcale nie jest Albania, chociaż jej nazwa to właśnie sugeruje. Jej macki zapewne sięgają także do Albanii, a być może i do nas, ale albańską mafię tworzą rodzinne klany z Kosowa i Macedonii, gdzie od pokoleń zamieszkuje ludność albańskiego pochodzenia. Pomimo obecności KFOR ma się tam prawdopodobnie zupełnie dobrze, chociaż jednym z głównych zadań sił NATO jest rozbrojenie oraz likwidacja Wyzwoleńczej Armii Kosowa i innych uzbrojonych grup Kosowarów, czyli obywateli, nie przez wszystkich uznanego, państwa Kosowa. Z tego co wiadomo, jeszcze tego zadania nie zakończono, bo często trudno odgadnąć kto jest czyim żołnierzem i komu służy. Na wszelki wypadek przypominam, że Albania to nie Kosowo i w bałkańskiej wojnie udziału nie brała. No i jeszcze jedno. Każda mafia szanuje turystów, bo w dużej mierze z nich żyje. Broni na stoliku w knajpie nigdzie nie widziałem, chociaż w albańskich górach krótką broń nosi starszyzna plemienna, przeważnie jednak dość zabytkową, dla podniesienia autorytetu i zaznaczenia hierarchii. Jeśli chodzi o narkotyki to w Albanii, jest znane jedno miejsce, od ubiegłego roku znane powszechnie, gdzie hoduje się na skalę przemysłową „albańską trawkę”, ale nie warto się nim zajmować, bo można wpaść, jak dwójka polskich studentów próbujących przewieźć produkty „specjalnej troski” w butli od gazu. Ponadto władze bacznie obserwują to miejsce, zgarniając jednak niezbyt często plantatorów i ich gości. Przebąkuje się tu nawet o legalizacji miękkich narkotyków, by ograniczyć ogromne dochody narkotykowej mafii. Rozumiem problem, ale mam wątpliwości. Zrobienie z Albanii drugiej Holandii, to chyba jednak przesada. Znów tematy podobnie jak u naszych polityków, tylko klimat bardziej sprzyjający hodowli.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 09:15

2. O wendetcie
Dla tych którzy chcą wędrować po albańskich górach, a jeszcze tego nie wiedzą, warto podać informację, że za najbardziej niebezpieczne uważane się nie duże miasta, a tereny górzyste w okolicach graniczących z Kosowem, gdzie bieda i wyizolowanie sprawiły, że społeczności tam przez wieki żyły wg swoich własnych zwyczajów. W Góry Przeklęte, gdzie ludzie często przez pół roku są odcięci od Świata, nie zapuszczał się Hodża i nie dotarł tam też otomański najeźdźca, więc mieszkają tam, za sprawą legendarnego Skanderbega, praktycznie sami katolicy. Pomimo obowiązującego do dziś oficjalnego zakazu, przetrwało tam jednak albańskie prawo zwyczajowe Kanun, regulujące wszystkie życiowe wydarzenia i formy zachowań. Podobnie jak na Sycylii, jednym z elementów tego kodeksu jest wendetta (gjakmarrje), która niestety, pomimo karania przez reżim Hodzy karą śmierci, nie została do końca wytępiona. Dotyczy to niestety, z powodu migracji, nawet dużych miast. Oficjalne zbyt wiele się na ten temat nie mówi, ale szacuje się, że nadal zwaśnionych ze sobą rodzin jest w Albanii ponad 1,5 tysiąca. Gjakmarrje nie dotyczy, kobiet, dzieci, starców i osób uznanych za psychicznie chore. Nie tak dawno w naszej telewizji można było oglądnąć reportaż o dwóch chłopcach z jakiejś małej górskiej albańskiej miejscowości, zamkniętych na stałe w domu, w obawie przed rodową zemstą. Mając ukończone 12 lat, wg Kanun są już mężczyznami, i od tego momentu mogą być obiektem rodowej zemsty. Niektórzy starają się bagatelizować ten problem, sugerując, że jest to stary zamierający zwyczaj, podobnie jak zjawisko albańskich zaprzysiężonych dziewic, ale takich uwięzionych w domach „dorosłych” dzieciaków jest w Albanii ponoć około tysiąca. Problem na pewno istnieje, skoro w Albanii powstał Narodowy Komitet Pojednania, którego zadaniem jest zmiana tego krwawego zwyczaju i powszechne pojednanie zwaśnionych rodów. Komitet wykorzystuje jedną z zasad Kanun-u, dopuszczającą wzajemne wybaczenie. Co ciekawe elementem pojednania jest znów krew, ale może już na tym zakończmy. Proszę potraktować te informacje czysto poznawczo, bo dotyczy to jednak tam żyjącej społeczności, a nie normalnych turystów, których się w Albanii traktuje jak gości, a honor i gościnność to najważniejsze z cech Albańczyków. Gość w dom, Bóg w dom, jak to się dawniej u nas mawiało. Ta zasada jest jedną z wielu w Kanun. Dom rodzinny jest azylem, jak dawniej u nas kościoły, co nie przeszkadzało budować wież obronnych, by z tego „domu”, gdy nie ma w nim gości, nie było tak łatwo wyciągnąć potencjalnej ofiary. W Thet jest taka właśnie wieża, w której dawniej chronili się zagrożeni zemstą mężczyźni. Dziś przewodniki mówią o niej jako o obiekcie turystycznym i oby tak na zawsze zostało.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 09:41

3. O drogach i tym co na nich.
Za reżimu Envera Hodży, trwającym w Albanii przez 44 lata, nie było wolno mieć prywatnych samochodów, więc nikt praktycznie nie miał też i prawa jazdy. Po obaleniu komunizmu w Albanii pojawiły się pierwsze prywatne samochody i pierwsi kierowcy, nie mający do dyspozycji zbyt wielu dróg, że już nie wspomnę o ich beznadziejnym stanie. Hodża wolał wybudować kilkaset tysięcy bunkrów niż zadbać o infrastrukturę drogową swego państwa. Nie ma dróg to nie będzie aut. Jakie to proste. Albańczycy uczyli się jeździć od greków i południowców z Włoch, którzy nie mają zbyt dobrej opinii jako kierowcy. Samochód dla Albańczyka jest prestiżem, więc od samego początku ukochaną marka stał się duży, bezpieczny, wygodny i niezawodny Mercedes, którego starsze modele, dla odróżnienia, zwane są tutaj Benzami. Wypisz wymaluj jak nasz nieustający zachwyt Volkswagenami. Albańczycy, bardzo dbający o swój wygląd, dbają i o swoje samochody. Tylko główne drogi, będące zresztą w ciągłej przebudowie, są utwardzone, więc samochody kurzą się niemiłosiernie, ale generalnie, jak na tak trudne warunki, są wyjątkowo czyste, bo bardzo często korzystają z niezliczonej ilości ręcznych myjni samochodowych nazywanych tu LAVAZH. Po bunkrach i „merolach” to następny symbol Albanii. Można dorzucić jeszcze punkty naprawy opon i stacje benzynowe. Trzeba być przygotowanym na zapłatę gotówką, pomimo zachęty kolorowych naklejek, bo często kasa czy terminal to tylko krzesełko i stolik. Można płacić w Euro, ale warto wcześniej dogadać się co do kursu. Na stacjach LUKOIL można płacić kartami, ale nie jest ich zbyt wiele.

Obowiązujące w Albanii niektóre przepisy: W nawiasach podaję dane dla (CZARNOGÓRY):
Dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi, wg niektórych źródeł zupełne zero, wg innych 0,01% (MN - 0,03%, powyżej 0,05% to już przestępstwo).
Dopuszczalna prędkość samochodów osobowych na terenie zabudowanym 40 km/h (MN - 60 km/h), poza terenem zabudowanym 60 km/h (MN - 80 km/h) , na autostradach 80 km/h (MN - 120 km/h).
Światła tylko w tunelach i przy ograniczonej widoczności, ale lepiej mieć je włączone cały czas. (MN - 24 h, czyli całą dobę).

O odmienności niektórych przepisów w Albanii już pisałem, ale i tak ważniejsze od kodeksu są oczy, uszy i zdrowy rozsądek. Na pewno trzeba mieć pewne doświadczenie. Nie należy się tu przesadnie bać, bo lepiej tu jeździć zdecydowanie i jednoznacznie, niż ze strachem na plecach i niepewnie. W odróżnieniu od naszego kraju, gdzie nie zwracanie uwagi na innych uczestników ruchu, zwykłe chamstwo lub bezwzględne egzekwowanie swych praw, jest dość powszechne, może się tu bardzo źle skończyć. Z różnych względów stanowczo odradzam nocne jazdy, wzorem autobusów, które tu też nocą nie kursują. Pamiętać należy, że pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo (niektórzy sugerują, że może za sprawą gjakmarrje) nawet na czerwonym świetle w obecności policjanta. Brak pokrywy studzienki kanalizacyjnej na drodze lub nieoświetlony pojazd (skąd my to znamy drodzy rodacy) też może się przytrafić. Jazda pod prąd, bo bliżej lub wygodniej, też nie stanowi odosobnionego przypadku. Może się też przytrafić, że tuż za niewidocznym zakrętem pędzone są całą szerokością jezdni owce lub krowy, choć te ostatnie często do domu wracają same. Na pędzone o zmroku owce, też można trafić i w sąsiednich krajach. Może właśnie dla tego kierowcy nie gonią tu na złamanie karku i nie ma tu ani jednego cmentarza z napisem typu „Tu spoczywają Ci, którzy mieli pierwszeństwo przejazdu”. Złośliwi dodadzą, że i tak zapewne nikt nie wiedział kto je tak naprawdę miał i może nawet będą mieli w tym duzo racji. Wbrew powszechnej na forum opinii, że tutejsi kierowcy nagminnie wymuszają pierwszeństwo, ma chyba przyczynę w odmienności pierwszeństwa na skrzyżowaniach z ruchem okrężnym, a jeśli tak to nie oni, a my byli byliśmy tymi wymuszającymi. I jeszcze jedna uwaga. Po pieszych najważniejsze są ciężarówki, wg zasady, że duży ma zawsze rację. Autobusy są czymś w rodzaju połączenia pieszego i ciężarówki. Jako ciekawostkę można podać, że na tzw. autostradach mogą jechać w Albanii o 10 km szybciej od aut osobowych. Trzeba się liczyć z tym, że mogą zatrzymać się nagle w najmniej oczekiwanym miejscu, podobnie jak taksówka. Przy okazji informacja – bilety sprzedaje pomocnik kierowcy, czyli, jak dawniej u nas bywało, konduktor. W Albanii, zresztą jak wszędzie, groźne wypadki, z racji swej masy, powodują głównie kierowcy ciężarówek, więc mając świadomość ich przewagi warto czasami zapomnieć o kodeksie na korzyść zdrowego rozsądku. Jazda miejscowych autobusów jest też wg mnie bezpieczna, chociaż najgroźniejszy wypadek miał miejsce nie tak dawno, bo w maju 2012 roku. Autokar wiozący studentów z Elbasan do Sarandy wpadł, z nie wiadomych przyczyn, w przepaść. Dwa lata wcześniej taki sam wypadek zdarzył się też w górach z powodu obsunięcia jezdni. W górach wiosną trzeba naprawdę uważać, zresztą nie tylko w Albanii, bo po wiosennych ulewach i roztopach stan wielu dróg, głównie górskich, jest naprawdę katastrofalny. Woda potrafi zabrać nawet połowę i tak już często wąskiej drogi. Jeżdżąc we wrześniu takimi drogami widziałem w wielu miejscach świeże ślady asfaltu na drodze i często nadal obsunięte bariery. Nie piszę tego wszystkiego, by straszyć, lecz po to by wiedzieć czego należy oczekiwać i by nie być zaskoczonym. Mnie się tam jazda i tak podoba, bo jest i trochę adrenaliny ale i wiele wolności. Będąc w Durres, jeden z wczasowiczów przyjechał blaszakiem z motocyklem na pokładzie. Po okolicy, a nawet do Tirany, jeździł z piracką apaszką na głowie, chociaż oficjalne należy jeździć tu w kaskach. Policja nie reaguje, wychodząc zapewne z założenia, że głową zrobi innym mniejszą szkodę niż kaskiem, więc jego głowa – jego sprawa. Policja zatrzymuje głównie swoich, m.in. i po to, by sprawdzić pochodzenie i dokonanie przerejestrowania przywożonych samochodów. Obcokrajowców z zasady się nie czepia, a tych z naszego kraju, mówię tu też o sobie, puszcza bez problemu wolno i to bez płatnego pouczenia, nawet za znaczne przekroczenie dozwolonej prędkości. Albańczycy niestety płacili, a ja jechałem, zgodnie z zalecaną przeze mnie zasadą, tak jak oni. A może to nie jest reguła, lecz zadziałał tu mój urok osobisty, żeby nie mówić, głupi wyraz twarzy? W każdym razie, potwierdziłem, żem Polak i pojechałem dalej. Czyż to nie piękne?
lotnikwsk
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2067
Dołączył(a): 21.09.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) lotnikwsk » 03.02.2014 10:33

Super relacja i fachowe podejście do tematu ,dla mnie bardzo pomocne bo wybieram się w tym roku do Czarnogóry. :papa:
GREG_G
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 415
Dołączył(a): 20.12.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) GREG_G » 03.02.2014 10:53

Po zeszłorocznej 1dniowej wizycie w Czarnogórze miałem mieszane odczucia co do tego kraju, teraz po waszej relacji planuję tegoroczne wakacje w okolicach Ulcijn :)
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 10:55

4. O Aszkali i Romach.
Następnym problemem, często poruszanym przy okazji wędrówek po Albanii są Cyganie. Świadomie piszę Cyganie, bo za Romów w Albanii uważa się jedynie serbskich Cyganów, mówiących po romsku i serbsku. Cyganie stanowią, jak prawie wszędzie, najbiedniejszą warstwą społeczną. Najwięcej jest ich w centrum i na północy kraju. Nic więc dziwnego, że nasza przygoda z tą społecznością miała miejsce na przedmieściach Szkodry. Bezrobocie i analfabetyzm w tej grupie ludności wynosi aż 98%. Pod koniec bałkańskiej wojny, część Cyganów z Serbii, posługująca się jedynie językiem albańskim zbiegła lub została siłą przesiedlona do Albanii i utworzyła tu społeczność Aszkali. Dla nas stanowią coś podobnego do przebywających w Polsce najbiedniejszych Cyganów z Rumunii, mimo wszystko zupełnie innych od naszych polskich Romów. I chyba nic więcej na ten temat dodawać już tu nie trzeba.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 12:35

5. O religii
Wielu turystów bez problemu zwiedza muzułmańskie dzielnice w Mostarze czy Sarajewie, ale z pewnymi obawami odnosi się do Albanii, która jest oficjalnie krajem muzułmańskim, bo islam deklaruje to około 65% społeczeństwa. Rządy Hodży, zabraniające praktykowania wszystkich religii, w tym także islamu, sprawiły, że są tu obecne najbardziej liberalne jego odmiany, bektaszyzm oraz hanaficiki sunnizm, wyznawany w większości także przez polskich muzułmanów. Bektaszyzm jest tak liberalny, że przez większość muzułmanów uważany jest wręcz za heretycki. Obie odmiany są bez porównania łagodniejsze od tych istniejących w pozostałych częściach byłej Jugosławii, a systematycznie wspomaganych przez budowę nowych meczetów, przez Arabię Saudyjską, będącą niestety kolebką najbardziej radykalnych odłamów islamu. W Kosowie mają nawet własną telewizję. Tu w Albanii najbardziej aktywne jest młode społeczeństwo, widzące swą przyszłość w Unii Europejskiej. Mało kto wie, że Albania jest członkiem NATO, do którego przystąpiła wraz z Chorwacją. Tu nie spotyka się zakwefionych muzułmanek, a na plażach i w dyskotekach jest pełna wolność i swoboda. Na deptakach dużych nadmorskich miast zadbane i pachnące kobiety paradują w towarzystwie też zadbanych panów. Tu nie ma problemu ze strojami kąpielowymi czy wspólnymi z mężczyznami kąpielami w morzu. Tu widać wreszcie, że islam może też mieć inną twarz, od tej tej kreowanej przez media i ekstremistów. Nieco inaczej jest na dalekiej prowincji w górach. Tam nadal rola kobiety jest oparta na starych zasadach, i to nie wynikających z nieobecnej w tamtych regionach tradycji muzułmańskiej, lecz z kontynuowania tradycji patriarchalnej uznanej w Starym Testamencie za jedynie słuszną. Dla uzupełnienia katolicyzm deklaruje w Albanii ok. 10% społeczeństwa, a prawosławie 15%.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 12:47

6. O napojach wyskokowych
O koniaku Skanderbeg już pisałem, ale prawdziwym tradycyjnym albańskim trunkiem jest raki, czyli albańska rakija, pędzona z albańskich winogron. Wbrew pozorom w Albanii piję się jej bardzo dużo, ale inaczej niż u nas. Pije się zawsze powoli i małymi porcjami, nawet gdy jest wlana do szklanki. Albańczyk się nie spieszy, a za dyshonor uważa upicie się. Doprowadzenie się do parteru jest już całkowitym samoponiżeniem. Dlatego nie zobaczy się tu pijanych Albańczyków idących lub jadących śladem gonionego węża. Wychylenie na raz całego kielicha nie jest tu mile widziane, nawet gdy pite jest na zdrowie. Warto o tym pamiętać, bo zamiast podziwu może spotkać nas zupełny brak gościnności i szacunku.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 13:12

7. Śmieci
Może nie elegancko, że ten drażliwy temat zostawiłem na sam koniec, ale umieszczenie go na początku mogło by być odebrane jeszcze gorzej. Temat śmieci i braku szacunku do przestrzeni publicznej nie dotyczy tylko Albanii, chociaż najwięcej się o tym, przy okazji Albanii, pisze. Nie ma co ukrywać, że przestrzeń publiczna, dzięki systemowi i tradycji, często i u nas postrzegana jest jako nie nasza. Zmienia się to, ale niestety zbyt wolno, bo podobnie jak Albańczycy, bardziej dbamy o to co za progiem niż o to co przed nim. Łatwo krytykować innych zapominając o naszych dzikich wysypiskach, o zaśmiecaniu naszych gór, parków i rzek, oraz takich perełek jak Tatry czy Mazury. Zapominamy o paleniu przez naszych obywateli „białego węgla”, czyli butelek pet i innych śmieci, o dziurawieniu szamb, by było taniej i wielu innych grzechów. A jak wyglądają niektóre nasze zapyziałe miasteczka lub dzielnice dużych miast, oddalone od coraz bardziej, na szczęście, zadbanych Centrów? Przed nami też jeszcze daleka droga, więc pozwólmy tym ludziom też spokojnie sprzątać swój kraj. Nie chcę zarzucać opisującym braku obiektywizmu, bo najprawdopodobniej przez wiele lat po odzyskaniu wolności tak właśnie wyglądało to biedne państwo, tak jak i nasze w niedalekiej przecież przeszłości, jestem jednak przeciwny bezmyślnemu powielaniu nadal tych opinii. Czy oglądając zdjęcia z Albanii widać na każdym kroku brud? Drogi buduje się tu tak szybko, że do Sarandy i Butrintu jedzie się już zupełnie nową droga, a jeszcze niektórzy straszą cytatami z nie tak przecież starych przewodników, że drogi tam praktycznie nie ma i, że nie można się sugerować czerwona kreska na mapie. Jadąc w 2012 roku do Sarandy spodziewałem się najgorszego, a dojechałem nową drogą aż do samego Butrintu. W trzygwiazdkowym hotelu w Durres co dzień sprzątano nam pokoje i wymieniano ręczniki, a co drugi dzień wymieniano pościel. Dlaczego nikt nie napisze, że nie tak dawno, bo w ubiegłym roku, ogłoszono w Albanii ogólnokrajowe sprzątanie. Ogromna powszechna akcja miała na celu promocję czystości, ze szczególnym uświadomieniem znaczenia czystości dla wizerunku Albanii. Zakupiono wiele nowych kontenerów i śmieciarek oraz przeprowadzono wiele spotkań dotyczących ekologii i utylizacji śmieci. Według organizacji „Green Line Albania”, która była inicjatorem tego przedsięwzięcia, zebrano kilka tysięcy ton śmieci. Do akcji przyłączyły się szkoły, uczelnie wyższe, instytucje państwowe i przedsiębiorstwa. W Albanii działa też „Sojusz Przeciwko Importowi Odpadów”, który wcześniej sprzeciwiał się utylizacji w Albanii syryjskiej broni chemicznej. Młodzi ludzie wyszli na ulice i nie dopuścili do tego, by zatruwano ich kraj. Teraz agitują do poprawy wizerunku państwa i czynnie uczestniczą w tym wyzwaniu. Zmiany są tu tak szybkie, że jeszcze trochę, a Albania będzie przykładem dla całego regionu. Szukajmy tam tego co ciekawe, naturalne i piękne i życzmy im, tak jak i sobie, powodzenia i szybkiego nadrabiania straconego czasu. Do zobaczenia w Albanii.
artur77
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 599
Dołączył(a): 15.01.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) artur77 » 03.02.2014 16:43

Piękna relacja, też byłem w Albanii i zgadzam się z tym co napisałeś w 100%
To piękny, pełen nostalgii, tajemniczy, nieodkryty dla wielu kraj.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 03.02.2014 22:57

Studiowałem też Twoją relację i zdjęcia przed naszym wyjazdem do Durres. Fajna relacja, która mi bardzo pomogła w planowaniu pobytu. Wybrałem prawie Waszą opcję, bo też bazą były wczasy zorganizowane.
artur77
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 599
Dołączył(a): 15.01.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) artur77 » 04.02.2014 19:22

erde napisał(a):Studiowałem też Twoją relację i zdjęcia przed naszym wyjazdem do Durres. Fajna relacja, która mi bardzo pomogła w planowaniu pobytu. Wybrałem prawie Waszą opcję, bo też bazą były wczasy zorganizowane.

Ja w tym roku Czarnogóra, chciałbym chociaż do Szkoderii ale troszkę się obawiam, pewnie żona się nie zgodzi, jedziemy z psem, auto też na gwarancji ( też Honda :D ) ale myślę że Ulcinj zaliczę)))
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Czarnogóra i troszkę Albanii - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019