Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
ania16
Turysta
Posty: 15
Dołączył(a): 03.12.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) ania16 » 07.12.2007 10:45

hee to mieliscie przygode z tą chlodziarką ;D ale nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo ;) ..
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93293
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 07.12.2007 11:16

ania16 napisał(a):hee to mieliscie przygode z tą chlodziarką ;D ale nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo ;) ..


He he :wink: muszę w tym miejscu kolejną osobę poinformować o pewnej akcji :lol: BYKOM STOP w sprawie polskich znaków i ortografii przy pisaniu postów na forum. :!: :papa:

Ps. Gdyby PAP napisał całą swoją relację tak jak Ty jedno zdanie, czytało by się ją bardzo trudno.
ania16
Turysta
Posty: 15
Dołączył(a): 03.12.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) ania16 » 07.12.2007 13:36

yhmm.. Przepraszam ;/
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93293
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 07.12.2007 13:44

OK. "młoda" :wink: nie przepraszaj tylko pamiętaj o "alt" i "shift".
Lepiej wolniej pisać, ale poprawnie :lol: :papa:
LRobert
Cromaniak
Posty: 3906
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 07.12.2007 15:07

Nie ma to jak przygody z samochodem w podróży. My w 2004 roku musieliśmy ratować nowy akumulator w nowym samochodzie szwagra. Od tej pory wożę kable do pożyczania prądu, linę holowniczą, łatkę w sprayu, kompresorek i wiele innych rzeczy zabieranych na wszelki wypadek. Czekam na resztę opisu. A swoją drogą to zazdroszczę takiej pracy gdzie udało się wziąć tyle urlopu na raz. Ja jak walczyłem 3 tygodnie urlopu to skończyło się awanturą i tym, że teraz szukam nowej pracy.
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 07.12.2007 15:29

LRobert napisał(a):Nie ma to jak przygody z samochodem w podróży. My w 2004 roku musieliśmy ratować nowy akumulator w nowym samochodzie szwagra. Od tej pory wożę kable do pożyczania prądu, linę holowniczą, łatkę w sprayu, kompresorek i wiele innych rzeczy zabieranych na wszelki wypadek. Czekam na resztę opisu. A swoją drogą to zazdroszczę takiej pracy gdzie udało się wziąć tyle urlopu na raz. Ja jak walczyłem 3 tygodnie urlopu to skończyło się awanturą i tym, że teraz szukam nowej pracy.


LRobercie,

Ja też miałem cały ten sprzęt, tyle że w tym wypadku był lekko niedostępny :lol: :lol: :lol:

Co do urlopu, to rzecz jasna szefostwo nie było przesadnie szczęśliwe z tego powodu, ale deal zawarty już styczniu 2007, że przez całe wakacje pracuję kiedy inni odpoczywają, a potem 'raz a porządnie' to wszystko odbieram, został dotrzymany przez każdą ze stron ... i nic sie nie zawaliło z tego powodu :)

To kiepskie musiało być to twoje szefostwo skoro tak prymitywnie podeszło do tematu :? :( ... ale teraz masz przynajmniej szansę, aby znaleźć taką pracę, gdzie te sprawy będą lepiej uregulowane :) ... głowa do góry :!:

Pozdrawiam,

PAP
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3456
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 07.12.2007 16:27

PAP napisał(a):W tym też momencie, niczym w kreskówkach o Pomysłowym Dobromirze, nad moją głową pojawia się 'obłoczek' myśli, a w nim ... L O D Ó W K A ! Zaraz po tym ściszonym głosem wydobywam z siebie 'motyla noga' lub coś mniej cenzuralnego, mniejsza o szczegóły, i czuję jak zimny pot zaczyna spływać mi po plecach.

Nie mogę się powstrzymać i znowu siebie zacycuję :lol:
zawodowiec napisał(a):Radio nie gra. Czy je wyłączyłem przed zaśnięciem? Miałem o tym pamiętać. Chyba mi się przykomarowało. No to dlaczego nie gra? Jasna cholera, akumulator zdechł. Dlaczego jakiś racjonalizator wymyślił żeby w tym samochodzie nie dało się włączyć radia przy wyłączonej stacyjce? Musiałem przekręcić kluczyk żeby mi grało i tak zostało na noc. Trzeba znaleźć jakąś dobrą duszę do pomocy. Tylko kiedy na Musałę? Czy zdążę jutro w Pirin?

Z tą różnicą że wtedy byłem w środku tej wypożyczonej corsy... okazało się że wystarczył popych.


PAP napisał(a):Jedno wiem na pewno, że jak się nie zna języka kraju, który się odwiedza, to potem tak wygląda komunikacja :? :roll:

Miałem raz taką historię tu w Holandii. Pojechałem ze skodzinką na wyważenie kół bo mi coś biło na kierownicy. Mechanik do mnie po miejscowemu, nie zna angielskiego, ja po holendersku tylko parę słów kumam a powiedzieć coś samemu to już gorzej, próbuję coś wykrztusić, patrzy na moją blachę... ooo, z Polski jesteś. A ty skąd? Z Sarajewa! Mieszka tu już kilkanaście lat. Po słowiańsku żeśmy się dogadali, dostałem 10E zniżki, a po holendersku by tak gładko nie było...


PAP napisał(a):Konsternacja strażnika trwa dłuższą chwilę, ściąga uwagę licznych przechodniów, lecz kończy się kapitulacją, w ramach której mandat zostaje przeklejony na szybę, a blokada założona na koło innego, stojącego w pobliżu, 'normalnego' samochodu :lol: :lol: :lol: .

Raz widziałem jak holenderscy strażnicy chcieli przyblokować 2 samochody obok siebie ale mieli tylko 1 blokadę. Drugiemu spięli koło takim krowim łańcuchem zwykle używanym do przypinania roweru. Myślę że do tego hummera też by pasował :lol:


PAP napisał(a):O ile Skoda zawodowca mogłaby wystartować w konkurencji zatytułowanej 'najbardziej terenowa przebyta trasa', o tyle nasza Octavka mogłaby wziąć udział w rywalizacji o tytuł 'podjazd z największym obciążeniem' 8O :D .

Dzięki za wspomnienie. I też gratuluję wyczynu!


PAP napisał(a):Ilość chmur na niebie jest na tyle mała, aby zapewnić dobrą widoczność, ale też na tyle duża, aby stworzyć piękne efekty, wśród których wyróżnia się 'chmurkowa kołdra' na pobliskich wierzchołkach 8O :D .

Zazdroszczę Wam tych widoków, ja miałem tylko chmury...


PAP napisał(a):Ja jednak jeszcze przed tym sprawdzam, czy chłodziarka w samochodzie jest aby na pewno odłączona :!: :lol: :lol: :lol:

zawodowiec napisał(a):(...)wracam do mojego hotelu na czterech kółkach. Radia profilaktycznie nie włączam.

:lol:
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 07.12.2007 17:57

zawodowiec napisał(a):
PAP napisał(a):O ile Skoda zawodowca mogłaby wystartować w konkurencji zatytułowanej 'najbardziej terenowa przebyta trasa', o tyle nasza Octavka mogłaby wziąć udział w rywalizacji o tytuł 'podjazd z największym obciążeniem' 8O :D .

Dzięki za wspomnienie. I też gratuluję wyczynu!


zawodowiec,

No ja pamiętam tą twoją przygodę z radiem w opowieści z BG :D

Co do Skodzianek, to może faktycznie należałoby 'poinformować' producenta o wyczynach naszych 'dziewczynek' (bo Skodzianka to chyba ona, no nie :?: :D ) ... serio mówię :)

Pozdrawiam,

PAP
LRobert
Cromaniak
Posty: 3906
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 07.12.2007 20:56

PAP ja też miałem ustalenia z szefostwem. Tylko u mnie oni uważali, że umów muszą dotrzymywać tylko pracownicy. Ich decyzja była wybitnie złośliwa na 2 dni przed moim wyjazdem chociaz urlop był w planie urlopowym z marca. Co do skodzinek to ja swoje felicją zrobiłem ponad 100.ooo i miała się całkiem dobrze Stanęła tylko raz jak na studzience rozwaliła się miska olejowa.
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 08.12.2007 08:50

Panowie - Wy mogliście przynajmniej zwalić winę na lodówkę lub radio. Mnie zdarzyło się stracić całą moc akumulatora w niewyjaśnionych okolicznościach.Po prawidłowym zapaleniu silnika i przejechaniu 5 km zatrzymałem się, by ostatni raz rzucić okiem na Pakleni Otoci i ... już nie odpaliłem. Kable, dojazd do Sucuraj - musiałem zgasić - no i na prom wjeżdżałem "ręcznie" :) A na stałym lądzie - wszystko OK. Pole magnetyczne :?: :!: :wink:
I dlatego wtedy nie odważyłem się na Sv.Jura . Teraz widzę, ile straciłem . Ale mam nadzieję, że Góra postoi dłużej od pałacu Dioklecjana. :wink: Nawiasem mówiąc, nie wchodźcie do niego przy upałach. Nie ma czym oddychać.
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 08.12.2007 10:41

plavac napisał(a): ... Mnie zdarzyło się stracić całą moc akumulatora w niewyjaśnionych okolicznościach.Po prawidłowym zapaleniu silnika i przejechaniu 5 km zatrzymałem się, by ostatni raz rzucić okiem na Pakleni Otoci i ... już nie odpaliłem. Kable, dojazd do Sucuraj - musiałem zgasić - no i na prom wjeżdżałem "ręcznie" :) A na stałym lądzie - wszystko OK. Pole magnetyczne :?: :!: :wink:


plavac,

A ten akumulator to potem jeszcze długo działał po powrocie do PL czy padł całkowicie :?: Ja miałem kiedyś Forda Taurusa w nim akumulator co też raz 'palił' a raz nie, ale to była jego agonia, bo wreszcie przestał całkowicie 'palić' i trza go było wymienić ... ktoś mi wtedy tłumaczył, że mu się poluzowały te komory w środku czy ogniwa i raz było OK a raz nie 8O ...

A swoją drogą to ten Hvar to 'dziwne' miejsce i ... będzie o tym już w kolejnym odcinku :D ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 09.12.2007 04:26

kulka53 napisał(a):I faktycznie byliśmy w tych samych godzinach 8O

Przypominam sobie Polaków (słyszeliśmy rozmowy po polsku), młode małżeństwo z 2 dzieci z których jedno chyba było w wózku, spacerujące po Sibenickiej starówce. Niestety nie pamiętam jak wyglądali - trudno wszystkich pamiętać, nawet z Twoich zdjęć pokazujących Twoją Rodzinę nie jestem w stanie stwierdzić czy to może byliście Wy......

Ale gdyby tak było - świat jest mały a internet jeszcze bardziej go zmniejsza :wink:

Pozdrawiam


Lidia i Kulka,

A tych Turystów poznajecie :?: :lol: :lol: :lol:

Obrazek


Dziś właśnie montowałem film z pobytu w Sibeniku i ... na jednym ujęciu zobaczyłem te dwie postacie :D , które wydały mi się znajome ze zdjęć z waszej relacji z Zadaru ... dokonałem porównania 'wzrokowego' i na 99,9% jestem pewien, że to WY 8O 8) :roll: :lol: :lol: :lol:

Pozdrawiam,

PAP
typ
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 908
Dołączył(a): 27.03.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) typ » 09.12.2007 09:41

Kurcze, PAP, ale ty dociekliwy jesteś! Oglądając swój film czułeś się pewnie jak Sherlock Holmes, a co najważniejsze - osiągnąłeś cel!
Jeśli to rzeczywiście oni to.... powtórzę, że świat jest mały.

Do mnie napisały już dwie osoby, które po przeczytaniu relacji okazały się jednymi z osób w niej występujących...
A ty o 4 rano masz jeszcze siły żeby wrzucać coś na forum. A wtedy kiedy wszyscy wstają ty pewnie zasypiasz. Masz coś z sowy.... Ja tak max do godziny drugiej wytrzymuję.
Zaczynam wierzyć że jednak zamieścisz całą relacje, nie przerwiesz w połowie :-)....
Czekam cierpliwie na "albańskie odcinki". Pewnie na początku stycznia się pojawią ;-)
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 09.12.2007 22:10

Bingo , PAP-ie 8O
Akumulator padł po 2 tyg po powrocie. Człowiek całe życie się uczy i głupi umiera. Pozdrawiam i życzę ( razem z innymi ) niezłomności w pisaniu dalszych odcinków . Ale dbaj o siebie :!: Śpij czasami :D
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 10.12.2007 02:07

Dzień 12

26/09/2007 środa

odległość: 145 km

trasa: Makarska - Drvenik - Sucuraj - Zavala - Jelsa - Hvar

Obrazek


Ranne przebudzenie i ... na dworze zimno, pochmurno, pada, czyli ... standardowa wakacyjna pogoda nad Bałtykiem :D . Dla nas jednak, po sześciu całkowicie słonecznych i ciepłych dniach taka odmiana nie stanowi powodu do smutku, tym bardziej że dzisiejszy dzień w sporej części ma być 'samochodowy' :) . A jeżeli jeszcze raz po raz przestanie padać i będzie tylko pochmurnie, to tym bardziej nie będziemy narzekać. Zbierać się musimy jednak do drogi 'po wojskowemu' pod presją goniącego nas czasu, gdyż mamy prom na Hvar do 'złapania', a wiadomo ... on na nas czekać nie będzie :roll: :!: .

Zapakowawszy samochód, żegnamy się z właścicielką i ruszamy w drogę. Na wjeździe do Makarskiej odwiedzamy jeszcze, po raz pierwszy i ostatni w tej części HR, staję INA i dolewamy trochę paliwa, acz tylko tyle aby starczyło nam do Neum w BiH, gdzie po niższej cenie, dając zarobić bośniackiemu fiskusowi, dotankujemy do pełna :D . Jadranską magistralą dojeżdżamy do Drvenika i na nadbrzeżu ustawiamy się w kolejkę na prom do Sucuraj na wyspie Hvar. Kolejka krótka, a że przyjechaliśmy zgodnie ze standardowymi zaleceniami, czyli ponad pół godziny przed godziną odejścia promu, to mamy jeszcze czas aby dokarmić zgłodniałą młodzież oraz poczytać z nimi dziecięce czasopisma zabrane z Polski. Jaś delektuje się ulubionymi Teletubisiami, zaś Lenka skupia się na Kubusiu Puchatku, acz z Teletubisiową opaską na głowie.

Obrazek

Obrazek


Nasz prom wpływa do portu i tyłem podchodzi do nadbrzeża. Załadunek przebiega sprawnie, a że nie mamy kupionych biletów, to nabywamy je na pokładzie. I tu ciekawa obserwacja, bo na biletach, które dostajemy, widnieją dwie różne wcześniejsze daty. Zastanawiamy się, czy to wynika z oszczędzania papieru i recyklingu biletów, czy też może ... nieeee, to przecież tylko w Polsce byłoby możliwe, ... a może jednak nie :D :D , wszak dusza i pomysłowość słowiańska nie ma wyłącznie polskiego obywatelstwa :lol: :lol: :lol: . Ponieważ rejs zanosi się na krótki, a na dworze chłodno i wieje, decydujemy 'okopać się' w samochodzie, a na rozpoznanie pokładu i skonsumowanie tudzież uwiecznienie widoków, wydelegowany jestem ja :) . Kiedy prom wypływa w morze, moim oczom ukazuje się lepszy i pełniejszy widok na pasmo gór ciągnących się wzdłuż linii brzegowej. Wysoko na górze, głęboko schowany dziś w chmurach, kryje się cel naszej wczorajszej wycieczki, czyli Sv Jure. Patrząc w jego kierunku zapadam w mini rozmyślania filozoficzne na temat tego jak trudnym do przewidzenia, wręcz przypadkowym, jest element dobrej pogody w planowaniu każdej wycieczki. Gdybyśmy na Sv Jure mieli wjechać dziś, to stracilibyśmy cały wachlarz doznań, który był nam dany przez los wczoraj za sprawą tak odmiennej pogody 8O . A wszystko to całkowicie niezależnie od logistyki, dobrego planowania, czy ilości zebranych informacji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Szybki wyładunek, przejazd przez skąpe zabudowania portowej wioski Sucuraj, i po chwili jedziemy w kolumnie samochodów wąską i dość nierówną droga przez krajobraz, który z każdym kilometrem staje się coraz bardziej odludny i dziki. Kierujemy się w głąb wyspy, przecinając ją ze wschodu na zachód. Za sprawą naszej dość wolnej prędkości przejazdu dopasowanej do naszego obciążenia ewidentnie stajemy się zawalidrogą, za którą ciągnie się kolumna samochodów. Wykazujemy się więc kulturą polskiego kierowcy 8) :) i przy najbliższej dogodnej okazji zjeżdżamy na bok i przepuszczamy wszystkich, którzy chcą jechać szybciej od nas. Jesteśmy na urlopie, nie na wyścigach, a dodatkowo wizja urwania jakiegoś elementu zawieszenia w naszym załadowanym po dach (a nawet wyżej :D ) samochodzie na tej odludnej wyspie, nie wydaje nam się być ciekawą formą rozrywki :) .

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dojeżdżając do Jelsy, na wzgórzu powyżej drogi, dostrzegamy dość spory budynek w stanie zaawansowanego rozkładu, który na pierwszy rzut oka wygląda na duży dom wczasowy z epoki byłej Jugosławii, który po rozpadzie tejże i braku uregulowania kwestii własnościowych popadł w stan osierocenia. Powybijane okna i zarośnięty teren straszą, a szkoda, bo lokalizacja nad małą zatoczką, nad brzegiem której znajduje się zapuszczona plaża, wydaje się być prima sort. Na wysokości Jelsy odbijamy w lewo i kierujemy się jeszcze węższą dróżka na Zavalę. Na wjeździe do tunelu świeci się czerwone światło, grzecznie więc czekamy na swoją kolej. Gdy ta nadchodzi, zapuszczamy się w czeluść tego dzieła ludzkiej inżynierii, kierując się na odległe światełko widoczne daleko przed nami. Tunel, acz wąski, w dwóch lub trzech miejscach posiada specjalne poszerzenia, na których śmiało może się mijać po kilka samochodów na raz. Po osiągnięciu światła i wyjechaniu na zewnątrz, kręta droga prowadzi nas ostro w dół ku linii brzegowej. Wśród obecnych tam domostw wynajdujemy dróżkę wiodącą nad samo nadbrzeże. Tu też jednak wieje dość silny wiatr, stąd na zwiad fotograficzny wypuszczam się znów tylko ja. Nad brzegiem napotykam dwa polskie małżeństwa. Uwieczniam to, co jest do uwiecznienia, po czym szybko uciekam do ciepłego samochodu :) . Przy ładnej pogodzie musi tu być fajnie, ale dziś przypomina to bardziej lato nad Bałtykiem :lol: :lol: .

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Tą samą drogą wracamy przez tunel i dalej kierujemy się na Jelsę. Staramy się dotrzeć do ścisłego centrum, ale wjazd do niego jest ograniczony chyba tylko dla mieszkańców, stąd samochód pozostawiamy na dużym, miejskim, płatnym parkingu i przez park tuptamy w cztery pary nóg nad zatokę, wokół której skupia się większość życia w mieście. Dalej jest pochmurno, ale nie pada, pojedyncze promyki słońca zdają się delikatnie przebijać przez natłok chmur, a i wiatr jakby ucichł. Po krótkim spacerze wzdłuż nadbrzeża przysiadamy w pobliskiej knajpce i zamawiamy pizzę, która jest nawet dość smaczna. Wkoło widać i słychać sporo Czechów, ale i rodaków można wyłowić. Sama Jelsa wywiera na nas bardzo pozytywne wrażenie małej i spokojnej wyspiarskiej miejscowości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Opuszczamy Jelsę i starą drogą przez góry jedziemy na Hvar. Z przełęczy mamy piękny widok na Stari Grad. O ile do przełęczy roślinność widoczna po bokach drogi wygląda normalnie i zdrowo, o tyle po jej przekroczeniu zaczynają dominować krajobrazy iście księżycowe, powstałe za sprawą pożarów, które nawiedziły tą okolicę latem tego roku. Ogień to potężna siła, a najlepszym tego dowodem jest skala zniszczeń, jakich tutaj dokonał.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Mając mapkę miasta w ręku, kierujemy się do jego zachodniej części. Ulicą, przy której ma się znajdować nasza kwatera przejeżdżamy ze dwa razy w każdym kierunku, ale nie udaje nam się nic wypatrzyć :( . Postanawiam zatrzymać samochód w pobliżu i udać się na pieszy rekonesans. Ulica jest wąska, wijąca się, i lekko pochylona, chodnik też 'oszczędny', dochodzę więc do wniosku, że dla większego bezpieczeństwa lepiej będzie z niej zjechać, aby ktoś na nas nie wjechał. Przed jednym z 'apartamentowców' widzę parking, co prawda oznaczony jako prywatny, ale całkowicie pusty, z opuszczonym łańcuchem na wjeździe, decyduję się zatem na niego wjechać. Aby nie było wątpliwości co do moich intencji w zakresie parkowania na cudzej posesji, samochód zostawiam na włączonych światłach awaryjnych, a sam wypuszczam się na zwiad. Sprawa okazuje się jednak być banalnie prosta, bo stwierdzam, że główny dojazd do naszej kwatery prowadzi od drugiej strony, poprzez tylną uliczkę, na tym odcinku biegnąca w praktyce równolegle do głównej, na której stoję. Nie mija więc minuta, a już wracam do swojego samochodu. Kiedy wyłania się on zza narożnika, widzę scenę, w której lokalna niewiasta stoi obok drzwi pasażera i przez otwartą szybę z dużą dozą emocji w głosie i rękach coś wykrzykuje w kierunku mej szanownej Małżonki. W mig domyślam się, że ta pani to z tego 'apartamentowca', a jej oburzenie związane jest z naszym wjechaniem na jej parking. Podejmuję próbę nawiązania z nią rozmowy, tłumacząc, że przepraszamy, ale my tylko na chwilę wjechaliśmy, czego dowodem niech będą mrugające światła awaryjne. Moje argumenty dotyczące tylko postoju a nie parkowania na jej posesji trafiają jednak w próżnie. W tym też czasie orientuję się, że łańcuch na wjeździe został podniesiony oraz, że pani ma zamiar gdzieś dzwonić. Po pierwsze primo, oznacza to, że hipotetyczna opcja wyjechania 'na chama' nie wchodzi w grę. Po drugie primo, domyślam się, że ten telefon może spowodować, iż nasz pobyt na tym placyku przedłuży się. Mając świadomość, że pora już dość późna oraz przypominając sobie powiedzonko modne w mojej młodości 'nie ruszaj g... bo śmierdzi', decyduję się na strategię jednoznacznie pojednawczą. Pytam się więc pani, ile mam zapłacić za to 'parkowanie'. W odpowiedzi słyszę, ze 10 HRK. Bez namysłu sięgam do samochodu po portfel. Ponieważ nie mam w drobnych tej kwoty, wręczam pani 20 HRK, na co ta już zdecydowanie bardziej uprzejma udaje się do domu po resztę, po czym opuszcza łańcuch, a my grzecznie wyjeżdżamy z jej posesji. Kiedy potem pod wieczór powracamy do całego zdarzenia, to obiektywnie rzecz oceniając, dochodzimy do wniosku, że z czysto formalnego punktu widzenia racja oczywiście była po jej stronie. Mogła jednak zachować się bardziej polubownie i kulturalnie poprosić nas o opuszczenie jej parkingu, zwłaszcza że my nie stawialiśmy w tym zakresie żadnego oporu. Nisko oceniamy jej gościnność i nastawienie do gości 'jej' wyspy, skutkiem czego decydujemy się na przyznanie pierwszego w trakcie tej wyprawy punktu karnego, który z racji tego, ze Hvar leży w Chorwacji, zostaje zapisany na chorwackie konto właśnie :( .

Boczną uliczką podjeżdżamy pod naszą kwaterę i wygląda na to, że jesteśmy jedynymi żywymi gośćmi, gdyż na całej ulicy przy każdym 'apartamentowcu' jakichkolwiek przyjezdnych samochodów brak. Pani właścicielka wydaje się być lekko zdziwiona moim widokiem i argumentuje to tym, iż myślała, że będziemy dzień wcześniej. Ciekawa teoria, wszak potwierdzałem jej termin mailowo ze dwa razy. Prowadzi mnie na drugi kraniec swojego domu, schodząc schodami coraz niżej, a z każdym kolejnym krokiem mam wrażenie, że schodzimy do 'nory'. Kiedy otwiera drzwi do apartamentu w nozdrzach nagle czuję intensywny zapach stęchlizny. No ładnie, myślę sobie. Ewidentnie coś im tu gdzieś podcieka. Przy Jasia szczególnej podatności na zapalenie krtani, na którą to okoliczność wieziemy ze sobą specjalny elektryczny nebulizator oraz zestaw leków, ta swoista inhalacja zapewne 'dobrze' mu zrobi. Wchodzimy dalej, pani pokazuje pokój, kuchnię, łazienkę, ale ... nie może w niej zapalić światła. Łazienka bez okna, więc wygląda jak ciemna jaskinia. No coraz lepiej, myślę sobie. Pani jakby czytając w moich myślach mówi, że widać coś się popsuło od deszczu, ale mąż jak wróci, to naprawi. Nieśmiało pytam, kiedy ten powrót nastąpi. Pani odpowiada, że nie wie, bo mąż dopiero wyszedł. No rewelacja, myślę sobie. Robię sobie w myślach małe podsumowanie: 'apartament' prawie w piwnicy, śmierdzi stęchlizną jak bum cyk cyk, w łazience nie ma światła i nie wiadomo kiedy będzie, a ja mam za tą 'przyjemność' zapłacić 60 EUR za noc bez śniadania :!: :!: :!: Po pani nie widać ni krzty speszenia czy skrępowania całą sytuacją. Ja, mając na uwadze, że 'apartamentowiec' jest duży, a parking pusty, pytam się jeszcze kontrolnie, czy aby na pewno nie ma innego lokum, które mogłaby nam zaoferować. W odpowiedzi słyszę, że nie. W bilansie, ja chyba jestem bardziej skrępowany całą niezręcznością tej sytuacji niż pani, tłumaczę więc, że światło w łazience to taka dość ważna rzecz, zwłaszcza jak się ma dzieci, więc my sobie teraz pojedziemy do miasta i jeżeli nic innego nie znajdziemy, to wieczorem powrócimy. Drogę do samochodu odnajduję już sam, a idąc analizuję jeszcze raz całość zdarzenia i utwierdzam się w przekonaniu, że punkt karny za 'całokształt' tego doświadczenia będzie jak najbardziej na miejscu. Gdyby ktoś chciał osobiście sprawdzić czy światło w łazience już działa, podaję link : http://www.island-hvar.net/bulum/

Sytuacja zmusza nas do tego, czego szczególnie nie lubię, czyli poszukiwania noclegu 'z marszu'. Dodatkowa presja czasu powodowana kolejnymi punktami programu dnia i jest średnio fajnie. Pamiętając o tym, aby nikomu już nie wjeżdżać na posesje zaczynamy poszukiwania. Koniec końców, w trzecim czy czwartym miejscu decydujemy się pozostać, bo relacja ceny do jakości wydaję się być rozsądna. 50 EUR za noc bez śniadania za studio z kuchenką to nie jest mało, ale miasto Hvar do najtańszych wyraźnie nie należy, a przesadne sknerstwo i dalsze poszukiwania doprowadzą do tego, że zwiedzać będziemy po ciemku.

Po wstępnym zagospodarowaniu się w pokoju i dokarmieniu Jasia, dla oszczędności czasu i sił, wbrew oryginalnym założeniom planu, decydujemy się podjechać samochodem pod twierdzę górującą nad miastem. Widok zeń okazuje się być faktycznie wart zobaczenia oraz poniesienia wydatku na bilet wstępu. Sama twierdza zawiera jeszcze ekspozycję muzealną poświęconą wszelakim naczyniom ceramicznym wydobytym ze statków handlowych, jak domniemam, zatoniętych w pobliskich wodach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zdobywszy twierdzę, powracamy samochodem pod naszą kwaterę, parkujemy go, wydobywamy z bagażnika Jasiowy wózek i energicznym krokiem kierujemy się na hvarską starówkę, znajdującą się w dole nad brzegiem zatoki. Idziemy na 'czuja', wybierając możliwie najkrótszą drogę. Jako że musimy zejść ze zbocza do poziomu morza, to logiczne jest, że w pewnym momencie naszym oczom ukazują się ... SCHODY :!: :!: , i to całkiem długie, a przynajmniej takie się jawią z perspektywy operatora wózka dziecięcego. Niosąc Jasiowy sprzęt w dół obiecuję sobie, że na powrocie na pewno tędy nie pójdziemy i aż do skutku będziemy szukać alternatywnego podejścia na skarpę. Na miejsce docieramy nieomal w ostatniej chwili, gdyż noc skutecznie przegania resztki dnia na spoczynek. Tłoku nie ma, ale czuć, że to miejsce atrakcyjne turystycznie, wszak wkoło słychać rozmaite obce języki. Obchodzimy zatokę po nadbrzeżu, spoglądając to na bujające się na fali łodzie wszelakiej maści, to na twierdzę, na której jeszcze parę chwil temu byliśmy, dumnie wznoszącą się nad okolicą. Kiedy zapada zmrok, decydujemy się na zakup lodów, rezygnując przy tym z poszukiwania restauracji i wybierając dziś wieczór kolację 'we własnym zakresie'.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zaczynamy wracać do naszej kwatery. Wedle wcześniejszego postanowienia konsekwentnie odmawiam powrotu po schodach. W zamian, wybieram ścieżkę, która sprawia wrażenie trawersować zbocze, prowadząc przy tym przez ciemny już park, co miłych doznań nam nie dostarcza. Mój upór i odporność na narastające obawy Małżonki w konsekwencji popłaca, gdyż po dłuższym marszu docieramy w okolice bardziej zabudowane i oświetlone, a ścieżka nawraca na zboczu i wiedzie łagodnym trawersem do miejsca, gdzie znajduje się górny koniec omijanych schodów.

Po dotarciu do pokoju podejmujemy rutynowe czynności higienistyczne, które dziś stają się dodatkowo urozmaicone. Otóż podczas kąpieli Jasia, odbywającej się w wanience postawionej na naszym łóżku, w trakcie wyjmowaniu czystego już Jasia z wody, ten nogą zahacza o brzeg wanienki, co powoduje, że część wody rozlewa się na łóżko :roll: 8O :? . Szybka akcja ratunkowa polegająca na zdjęciu koca i pościeli nie zapobiega jednak przesiąknięciu wody do narzuty znajdującej się bezpośrednio na materacu. Na mokrym spać to względna przyjemność, w ruch idzie więc suszarka do włosów i za jej pomocą suszę narzutę, co pochłania dobre 40 minut.

Zmęczeni bardziej niż zwykle, czując skumulowany efekt zmęczenia z ostatnich kilku dni, szybko zasypiamy. Ja zaś pocieszam się myślą, że jeszcze jutro przejazd na Korculę i będzie kilka luźniejszych dni ...

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 17.02.2009 22:38 przez PAP, łącznie edytowano 1 raz
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ... - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018