Wpływamy w wypłycenia.
Woda robi się taka w wielu odcieniach niebieskiego.
Blisko brzegu ma obłędny kolor.
Aż człowiek by chętnie wskoczył i pokąpał się.
Ale to niemożliwe – wieje zbyt mocno, o porannej ciszy na szczęście już dawno zapomnieliśmy.
Przeciskamy się wąską cieśniną miedzy Korczulą a Proizd.
Przy brzegu z dna wystają sympatyczne małe skałki.
Powoli wpływamy w zatokę na końcu której jest Vela Luka.
Tam dziś mamy chęć zanocować.
Z miasta wypływa właśnie jakiś kolos.
Czerwona latarnia czujnie strzeże wejścia do zatoki.
Czeka nas jeszcze kawałek drogi – zatoka z miastem jest całkiem sporych rozmiarów.
Po prawej stronie widzimy spory klif.
I zabudowania.
Nie tylko my zmierzamy w kierunku miasta.
A Vela Luka coraz bliżej.

.png)
.png)
Lecz na dłuższą metę to chyba tam jest raczej nudno