Kawałek dalej znów skręciliśmy, tym razem w prawo, by „dać szansę” miasteczku Afandou na lepsze niż Koskinou zaprezentowanie się nam. Afandou z szansy nie skorzystało

, czyli było dokładnie tak jak przypuszczałem – przewodniki znów szukają atrakcji na siłę, zwiedzanie rodoskich miejscowości to nie jest to po co się na wyspę przybywa.
Toteż mijamy kolejne hotelowisko zwane Kolymbia i za nim w ostatnim momencie dostrzegam drogowskaz ze strzałką w wąską betonówkę prowadzącą stromo pod górę. Panagia Tsampika – tam pojedziemy

.
Jedziemy, jest wąsko i naprawdę stromo

, ale skoro wypożyczone mikro autka jakoś dają radę to co, my nie damy?

. Na samym końcu drogi (ufff) jest trochę miejsc do zaparkowania, teraz nie ma z tym problemu, choć pusto wcale nie jest. Znajduje się tutaj tawerna reklamująca się pięknym widokiem
No to idziemy

, niby byliśmy jakoś tam przygotowani na zwiedzanie wyspy ale o tych niemal 300 schodach na szczyt z kapliczką nie doczytałem (od około 120 są ponumerowane białą farbą) i byliśmy zaskoczeni że to tak wysoko pod górę jeszcze trzeba wejść. Słońce co prawda przymglone, ale było duszno i parno a temperatura dochodziła do 30. Po drodze – próbka rodoskiej komercji – przynajmniej kilkanaście stoisk z wszelakiego rodzaju obrusami, makatkami, serwetkami…
Panagia Tsambika to chyba najbardziej znana kapliczka na Rodos. Rzeczywiście, trudno się dziwić, zbudowano ją w spektakularnym miejscu na wysokiej na około 300 metrów stromej skale nad samym brzegiem morza, na dodatek w okolicy która stała się mocno turystyczna. XI wieczna ikona znalazła się tu w niewytłumaczalny, cudowny sposób (jak zresztą bardzo wiele innych ikon obudowanych później kapliczkami czy sanktuariami

), wcześniej swoje miejsce miała w klasztorze Kikkou na Cyprze. Obraz słynie z łask cudownego poczęcia, pielgrzymują do niego kobiety, czy też pary które nie mogą doczekać się własnego dziecka i proszą o wstawiennictwo.
W końcu i my się wdrapaliśmy, no i mimo bardzo kiepskiej widoczności muszę przyznać że bardzo mi się tu podobało

. Widoki naprawdę są imponujące.
Na północ, na Kolymbię i plażę Traunou na której byliśmy przed chwilą

I na FANTASTYCZNĄ (z góry) plażę Tsampika, pierwszą piaszczystą jaką na wyspie widzimy. O dzikości można tylko pomarzyć, ale to miejsce naprawdę nam się podoba.





Przy kapliczce, bo ją też oczywiście chcemy zobaczyć

jest sporo ludzi, zresztą w ogóle po drodze było ich też dużo. Sam budyneczek to nic szczególnego, wyraźnie widać że powiększono go kilkadziesiąt lat temu o słabo pasujący pawilon.


Wstawiennictwo chyba działa



