23 września, piątek c.d.Wędrujemy prostą jak drut arterią na północ, do placu Omonia i potem jeszcze kawałek dalej. Fajnie się idzie i patrzy na sklepiki, których u nas w zasadzie nie ma już w centrach dużych miast – ze wszelakimi np. śrubkami, nakrętkami i narzędziami albo z asortymentem malarskim, farbami, pędzlami itp., albo też z kolorowymi artykułami plastikowymi wszelakiego rodzaju. Do Grecji chyba nie dotarły niemieckie markety budowlane

. Podobnie jak wczoraj wieczorem, tak i dziś jest czysto, może nie sterylnie, ale do wytrzymania

, jedynie misz-masz architektoniczny nieco daje po oczach

. No i stopień zadbania starszych, malutkich domków w wąskich zaułkach też pozostawia trochę do życzenia... ale nie bądźmy aż tak drobiazgowi, patrząc obiektywnie u nas wiele lepiej nie jest.
Zwykle zdarzało się nam przypływać do Pireusu w czwartkowe późne popołudnie lub wieczór. Wówczas mieliśmy piątek i sobotę na spokojny dojazd, powrót do domu i niedzielę na także spokojny początek powracania do rzeczywistości po greckich wakacjach. Tym razem też miało być podobnie, ale – jest już piątek, a my wciąż w Atenach

. Skoro nie zostaliśmy wieczorem wypuszczeni, skorzystamy z tych paru godzin w sposób najlepszy jak dla nas z możliwych – odwiedzimy w końcu ateńskie Muzeum Archeologiczne

.
Ileż to razy czytając coś w przewodnikach albo zwiedzając przeróżne muzea w Grecji dowiadywaliśmy się, że najcenniejsze znaleziska z danego miejsca zostały przewiezione do Aten i znajdują się w zbiorach tamtejszego muzeum. My oglądamy albo kopie, albo to, co już upchnąć się w tym jednym budynku się nie dało. Fakt – wiele znalezisk znajduje się poza Grecją, choćby większość tych, odkrytych przez Schliemanna

, niemniej wizytę w muzeum ateńskim zawsze uważaliśmy za nasz obowiązek, z którego kiedyś będziemy się musieli wywiązać. Żeby nie było, obowiązek w sensie pozytywnym

. Stanie się to już za chwilę

.
Muzeum zostało oddane do użytku w 1889 roku, fasada jest stylizowana na te z okresu kultury antycznej. Budynek wielokrotnie rozbudowywano by pomieścić coraz liczniej odkrywane skarby.


Mieliśmy nieco sprzeczne informacje od której muzeum jest czynne, dlatego aż tak bardzo się tu nie spieszyliśmy. Okazało się, że było już otwarte. Po wejściu – chwila konsternacji, nigdzie bowiem nie mogliśmy zlokalizować informacji o biletach, ani samej kasy

, drogą eliminacji wytypowaliśmy panią w kantorku w jednym z kątów sporej sali do której się wchodzi – dobrze trafiliśmy

. Cena – jak to w Grecji – niewygórowana, 10 euro od osoby.
Muzeum jest podzielone na działy, w każdym z pomieszczeń znajdują się znaleziska z konkretnych miejsc bądź okresów historycznych.
Jeszcze tylko zostawienie plecaka w depozycie i wkraczamy w świat starożytnych cywilizacji które rozkwitały na tym obszarze, greckiej i tych jeszcze wcześniejszych, który dzięki wczesnej porze mamy prawie wyłącznie dla siebie....
Pospacerujcie i popatrzcie z nami, z setek zdjęć Małgosia wybrała kilkadziesiąt najciekawszych, najbardziej udanych i pokazujących najcenniejsze skarby antycznej kultury.
Plan muzeum








