Skoro nie udało się nam, a właściwie nie zdecydowaliśmy się na popływanie i poleżenie w ostatniej części tego dnia, trzeba było wymyślić jak jeszcze ten czas wykorzystać. Oczywiste się wydawało, że podjedziemy do stolicy i skoro tak pięknie wyglądała z góry, a także zachęcający był przejazd nocą po opuszczeniu promu przedwczoraj to przejdziemy się chociaż po nabrzeżu. Ale na miejscu zrezygnowaliśmy
Przewodnik opisywał, że okolica po północnej stronie zatoki w której leży Pothia jest nieciekawa i przemysłowa. I nie da się ukryć że jest to prawda, są tu jakieś zakłady, są zbiorniki na gaz czy też inny rodzaj paliwa, jest też wysypisko śmieci. Łatwo mogliśmy je zlokalizować widząc takie obrazki
Ciężko powiedzieć czy doszło do samozapłonu czy też ktoś celowo podpalił śmieci…
Omijamy najbardziej wysunięty na południowy wschód surowy, kamienisty i pozbawiony roślinności cypel i niedługo oczom naszym ukazuje się zatoka do której zmierzamy. Akti jest całkiem ładna, nieduża i trzeba by do niej stromo zjechać wąską uliczką.
W kolejnej zatoczce i przy dalszej części wybrzeża rozłożyły się hodowlane koła.
Perspektywa noclegu w Akti nie przekonuje nas
Po drodze widać hodowle z innej perspektywy a także Pserimos i oczywiście Kos.
Na Pserimos wbrew pozorom najłatwiej się dostać nie z Kos a z Kalimnos właśnie. Tzn oczywiście to właśnie z Kos pływają statki wycieczkowe

.png)
.png)