empire13 napisał(a):Napisałaś, że byłaś w Chorwacji 21 razy. Szczerze mówiąc, imponujący wynik. Może kiedyś też do takiego dojdę, a może wcześniej zauroczy mnie jakiś inny region Europy czy świata. Podróżowanie ma tę zaletę, że można poznawać różne miejsca i z czasem zmieniać swoje preferencje.
Jeżeli odkryłaś miejsce, które dziś daje Ci więcej satysfakcji niż Chorwacja, to tylko pozazdrościć. Dla mnie Chorwacja nadal ma więcej zalet niż wad i na razie bilans wychodzi zdecydowanie na plus. A to, że każdy z nas trochę inaczej ocenia ceny, jakość wypoczynku czy stosunek jednego do drugiego, jest chyba całkowicie naturalne.
Bardzo dobry i merytoryczny wpis jakich naprawdę niewiele zwłaszcza w tym wątku! Brawo!
Zacytowałam teraz tylko część Twojego wpisu - bo do niej w sposób szczególny chcę się odnieść.
Podróżowanie ma tę zaletę, że można poznawać różne miejsca i z czasem zmieniać swoje preferencje. - święte słowa. Bo człowiek całe życie się uczy i zmienia. I zmieniają mu się również potrzeby. I to jest piękne!!! Bo przecież wiadomo, że inaczej podróżujemy z niemowlakiem a inaczej z dorosłym dzieckiem.
Zawsze zastanawiali mnie ludzie którzy ciągle jeżdżą do tego samego kraju a często nawet w to samo miejsce. Powiem Ci, że oszalałabym w taki sposób. Ale rozumiem, że może ktoś tak właśnie lubi i nie neguję. I teraz mogę usłyszeć - a sama byłaś w Cro 21 razy - tak, wynikło to ze sposobu mojego odpoczynku. Gdyby nie żeglowanie - jestem pewna że tych pobytów byłoby kilka albo i mniej. Wiem, że gdybym nie żeglowała to podróżowalibyśmy kamperem (bo te dwa rodzaje wypoczynku mają bardzo dużo cech wspólnych). I ten kamper zawiózłby nas na pewno co roku w inne miejsca.
Żeglowanie trochę zmusiło nas do wyjazdów do Chorwacji. Bo kiedy pływa się z dziećmi trzeba się troszkę do nich dostosować. Wybieraliśmy Chorwację nie ze względu na cenę a ze względu na spokojne morze osłonięte wyspami. Bo dzieci musiały mieć w miarę spokojne warunki - to było najważniejsze! Czasy się zmieniły, dzieci urosły - już nie boją się silnego wiatru i wyższych fal - i w końcu mogliśmy zmienić destynację. Padło na Grecję - na jakiś czas. Ale w głowach już siedzą też inne miejsca, inne kraje - bo chcemy poznawać różne destynacje, różnych ludzi.
A ceny - nie znam się na apartamentach, biletach do różnych "atrakcji" czy knajpach. Bo posiłki najczęściej jemy na pokładzie i przygotowujemy je własnoręcznie - bo jak się śpi w totalnej dziczy to choćby człowiek nie wiem jak chciał wyjść do knajpy - no nie da się.
Ale ceny związane z żeglugą w Chorwacji stały się dla mnie abstrakcyjnie wysokie i nieadekwatne do jakości. Od ubiegłego roku zawsze podaję ten sam przykład bo on wg mnie najlepiej obrazuje przepaść cenową. Za jedną noc w Komiży zapłaciłam 93 euro - w tej cenie było miejsce przy nabrzeżu (zresztą bardzo niewygodne bo przy odpływie ciężko jest dostać się na pokład, różnica poziomów robi się koło pół metra i trap jest prawie pionowy), nielimitowany dostęp do bieżącej słodkiej wody i nielimitowany prąd.
W ubiegłym roku mieszkałam w porcie na Lefkadzie - w Vasiliki. I tutaj za dwa tygodnie mieszkania w samiutkim centrum zapłaciłam 109 euro - woda no limit, prąd musiałam sobie dokupić. Różnica jak dla mnie kolosalna.
Każdy z nas jest inny, każdy potrzebuje na urlopie czegoś innego. I to jest piękne bo dzięki temu świat nie jest nudny.