Mój Mąż samochodu tak nie zostawi.
No więc zwijamy się, pakujemy, znów cały bagaż z 2 piętra do samochodu (ja już część rzeczy rozpakowałam). Na dworze się ściemnia, a ja lecę szukać kwatery. Ale po ciemku i wyglądając nie najlepiej (mój mąż zdążył się wykąpać, a ja nie), po 20-godzinnej podróży nie znajduję nic.
No więc decyzja - śpimy w samochodzie, a rano coś znajdziemy (na pytanie "gdzie zrobić siku" - nie odpowiem...).
Ale żeby spać w samochodzie, trzeba znaleźć miejsce postojowe, a tam takich nie ma. Jak puste, to albo ludzie pilnują, albo sznurkiem, albo pustakiem zablokowane. No to jedziemy do jakiejś pobliskiej miejscowości, tam musi coś być. W Tucepi to samo, tyle, że na każdym wolnym napisana literka R, nie stajemy, bo nie wiemy, na ile to jest respektowane. Wolne miejsca do zaparkowania znajdujemy dopiero w Promajnie.
Spotykamy jakiś Polaków, pytamy, czy znają jakieś wolne kwatery, gdzie szukać. Stwierdzili, że sami szukali kilka godzin i coś naleźli, ale jak my chcemy z możliwością gotowania i do 40-45Euro, to ciężko będzie. Usiłujemy się przespać i nie złapać doła.
W samochodzie ciasno, duszno, dotrwałam do jakiejś 4 nad ranem i mówię, że jedziemy dalej. Tutaj jest drogo, w dzień pełno ludzi, a ja chciałam spokoju! Mąż jakimś cudem nie dyskutował, (chyba zmęczenie), pogodził się, że ruszamy dalej.
A ja już nie miałam żadnego pomysłu, gdzie coś naleźć, co będzie chociaż częściowo spełniało nasze wymagania

Przypomniałam sobie, że znajomi byli w Pisaku, to jedziemy do Pisaka. Zjazd do miejscowości podniósł nam ciśnienie, trochę stromo. Jak dojechaliśmy, to świtało. Chłopcy dalej poszli spać, a przy wschodzącym słońcu poszłam na rekonesans. Jaka miejscowość, czy plaża właściwa itp.
Nad ranem było urokliwie i nawet tajemniczo.
Jakbym kogoś spotkała, to by uciekł. Ja byłam ciągle bez prysznica…
Po ekspresowym przeglądzie miejscowości uznałam, że to nie to. Do wody stromo, wszędzie ciasno...Choć jak wylądowałam w oliwnym gaiku o świcie, to było nawet urokliwie. Obudziłam Męża - jedziemy dalej.