Lidio,
widzisz- u nas panuje wolność i demokracja- gdybym rzeczywiście miała mniej obaw, zapewne poszłabym zobaczyć ów spodek od wewnątrz, bo plan dnia zawsze można przesunąć.
Jednak nie jestem ani tak odważna

(musiałabym pójść sama, gdyż jedno z nas musiałoby zostać z dziećmi; było ciemno; prześwity na dachu wraz ze zwisającymi elementami), ani aż taką fascynatką historii najnowszej nie jestem (uwielbiam średniowieczne budowle i generalnie mediewistykę), co nie zmienia faktu, że zazdroszczę PAPie, że mógł zobaczyć na żywo to miejsce.
Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Marsylko ( i nie tylko),
ja dwa słowa a propos naszego korzystania z restauracji " Pod złotymi łukami"-jak to fajnie napisałaś. Boję się, że czytający naszą relację mogą mieć przeświadczenie, iż nadmiernie często my, a przede wszystkim dzieci, korzystamy zeń.
Tak, jak wspominał już kiedyś PAP, na codzień szerokim łukiem omijamy tę restaurację. Nasze dzieci wiedzą, że tam nie jadamy, nie ma scen pod tytułem " ja chcę do Mc Donalda".
Na wakacjach jest czasem tak ,że spieszymy się i- zamiast delektować się zdrowszym pożywieniem- idziemy zjeść szybko, niedrogo i -co mnie bardzo odpowiada-higienicznie (są czyste stoliki, można skorzystać ze sprzątanej toalety).
W tym roku rzeczywiście pobiliśmy rekord, jeśli chodzi o ilość wizyt w wyżej wpomnianym lokalu, ale myślę, że nie stała nam się z tego powodu jakaś duża krzywda. Tak się poprostu złożyło.
Na codzień jestem mamą na urlopie wychowawczym, mającą czas i chęci, by gotować zdrowo. Moja decyzja o urlopie to zarówno konieczność (nie znaleźliśmy właściwej osoby, której moglibyśmy powierzyć opiekę nad dziećmi), ale też świadomy wybór- to mój czas wykorzystany na opiekę, zabawę, naukę z dziećmi, a także na gotowanie zup bez polepszaczy smaku, na przygotowywanie soków, kisieli z własnoręcznie przetartych owoców, domowych ciast, etc.
Z pozdrowieniami-
MAPA