Dzień 10 - szybko wydane euro i długo ciągnąca się plaża cz. 2Czas się zbierać. Pojedziemy jeszcze do Sarandy pooglądać promenadę. Aha, no i chcieliśmy się zaopatrzyć w te słynne albańskie brandy Skanderbeg, które już mieliśmy okazję wieczór wcześniej degustować i bardzo nam zasmakowało
Taka Albania nam się bardzo podoba:






Jak gdzieś szukać noclegu w Albanii, to tylko w takich miejscach:

Muszę się Wam do czegoś przyznać…

Otóż ja też… NAŚMIECIŁAM w Albanii…

W części pierwszej dodałam zdjęcie plaży z kawałkiem parasolki… I ta parasolka nam się zepsuła… Nie dało się jej złożyć. Ani sposobem, ani siłą, ani po dobroci… Poszłam z nią jeszcze na górę (przynajmniej cień dawała), ale nijak nie wchodziła do bagażnika. Musieliśmy ją zostawić

Chociaż może komuś się jeszcze przydała? Czy służy jej albański klimat? Dobra, już się nie usprawiedliwiam…

Jedziemy!
.
.
.
W końcu Saranda. Zaczynało już się ściemniać (nie ściemniam) i zdjęć mało i brzydkie. To co mam, to jeszcze nasze ryjki wyjątkowo niekorzystne, więc już w ogóle.
Teraz w perpektywy czasu, żałuję, że tak mało mam zdjęć Sarandy czy Ksamil, ale jak coś nam się nie podoba, to jakoś tracimy zapał. (z Lefkady mamy pierdylion

)




Cóż można powiedzieć o Sarandzie… Tak nam się wydaje, że jednak mimo tych milionów nastawianych budynków, jest tu jednak ładniej. Porównujemy do Ksamil oczywiście. To taki kurort, chociaż w albańskim wydaniu

bardziej tu poukładane, niż w Ksamil, jeżeli o Albanii można w ogóle rzec, że coś jest poukładane

Miasto dość spore i jakbym mieszkała w jednym z miliona takich samych apartamentowców, to bym pewnie nie umiała potem do niego znowu trafić.
Ale za to jest promenada, która ciągnie się kawałek, można kupić pełno pamiątek, jest dużo knajp, ławeczek, ogólnie – jest co robić wieczorem.
Co się nam rzuciło w oczy? Kupa Polaków

Weszliśmy do sklepu, to co drugi mówił po polsku, masakra, trzeba uważać na każdym kroku, żeby nie palnąć czegoś głupiego. Tak mi się wydaje, że duża część Polaków jeździ tu, bo jest tu po prostu bardzo tanio. Czują się w końcu jak Niemcy na wakacjach. Ale zachowują jak nasze poczciwe cebulaki

Jeszcze jedna rzecz. Pisałam kilka dni wcześniej o starszych ludziach w Ksamil, którzy nie nadążają za tym pędzącym rozwojem. Tutaj też to spotkaliśmy. Starzy ludzie siedzący na ławkach przy promenadzie, smutno patrzący (albo nam się wydawało?), w znoszonych ubraniach, widać było, że biedni. Wyobraźcie sobie ludzi całe życie mieszkający w nadmorskiej wiosce, aż nagle w jednej chwili w tej wiosce, mur przy murze, stawiane są coraz to nowe i nowe budynki. W Albanii to chyba taka moda, każdy chce mieć własny „hotel”…
Starcy nie mają już za bardzo profitów z takiego obrotu sprawy. Chyba woleliby spędzić ostatnie chwile życia jednak w tej małej, nadmorskiej, nikomu nieznanej, wiosce.
Jedna ze staruszek oferowała…. Ważenie na wadze. Za 20 leków. 50 groszy

Strasznie mi się w tym momencie zrobiło żal tych ludzi. I jak często się narzekało na Polskę, dlaczego nam tak daleko do krajów Europy Zachodniej, tak wtedy pomyślałam, że całe szczęście, że się urodziłam tam, a nie gdzie indziej.
Dosyć Albanii na dziś. Jutro wyjeżdżamy wcześnie rano na Lefkadę.

Aaaa.. jeszcze mi się przypomniała droga powrotna - jest takie skrzyżowanie w Sarandzie, gdzie wieczorem jest duży ruch, którym kieruje policja. Jak zauważają obcokrajowców, od razu blokują innych i puszczają turystów. Ich życzliwość wobec nas jest zauważalna na każdym kroku

Pozdrawiam Was tak miło, jakby zrobiliby to Albańczycy
