Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7911
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 27.08.2007 17:37

Dawaj Rob dawaj , nie możemy sie doczekać dalszego ciągu. :D
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 27.08.2007 17:41

Tak tak :!: :mrgreen: :devil: Dawaaaaaj ! :lool: Cosik za długie te przerwy 8O :devil:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 27.08.2007 18:16

ŚWIAT U STÓP, CZYLI LUTALICA WŚRÓD BOGÓW...

Tym razem noc minęła spokojnie, mimo że na sali dużo osób, jakoś niewiele chrapania, noc nie była też zbyt zimna...śpiwór nie był potrzebny, więc dobrze, że go nie zabrałem...Zastanawiam się jednak jak przetrwali noc Natalia i Mikołaj, w namiocie to jednak musiało być nieco chłodno...

Wstaję ok. 6 rano, to najlepsza pora na wyjście na Mytikas. Mówią różni ludzie i co się sprawdza, że szczyt jest bez chmur tylko z samego rana i później pod wieczór. Oczywiście można trafić i na bezchmurną pogodę o innej porze, ale to rzadko...więc lepiej nie spać za długo. Ale zanim człowiek wyruszy, to warto spojrzeć na wschód słońca...widok przepiękny, wiedząc, że tam w dole jest morze, jest Litohoro...

Obrazek

Obrazek

...aż chciałoby się, aby ten wschód trwał dłużej...a odwracając głowę w drugą stronę widzi się cel wyprawy, gdzieś wśród tych szczytów, ukryty jest on - sam Mytikas - 2918m (lub 2917m, jak podają różne źródła) - cel dzisiejszej wspinaczki:

Obrazek

...ale Mytikas jak zając, jeszcze mi ucieknie...więc ruszam na szlak. Formę oceniam dobrze, po wczorajszym kryzysie w zasadzie nie ma śladu...mogę śmiało ruszać, tym bardziej, że długie spanie to również nie domena dużej grupy Greków...powoli ruszamy wszyscy w górę...wśród nas jest nawet jeden pies (masz rację Kamil-zawodowiec, te psy ze schroniska A nie są agresywne... :wink: ):

Obrazek
później widziałem, że psinek gdzieś się "załatwił", gdyż miał rozszarpaną łapę, pewnie mu właściciel/ przewodnik nie powiedział, że w góry tylko w dobry butach...

Ale nasza wspólna wspinaczka nie trwa długo, narzucają ostre tempo i wolę odpuścić tym bardziej, że mi się nie spieszy. Robię sobie odpoczynek przy rozstaju dróg/ szlaku, jest jeszcze szansa na zmianę decyzji, gdzie iść...

5 lat temu, poszliśmy przez Louki, niestety szlak okazał się za trudny dla Vassiliki. Tym razem, może sam by go przeszedł, ale straszą spadającymi kamieniami, a i pamiętałem, że nie jest on szczególnie łatwy...zresztą, planując wejście wiedziałem, że lepiej przez Skalę...do mojego odpoczynku przy rozstaju dołącza grupa 3 osób. Też ranne ptaszki...poznajemy się - Alica ze Szkocji, Corinna z Holandii, Tony z Anglii - i ja Robert z Polski. Idą na Mytikas, więc spoko, możemy iść razem, ich tempo spokojniejsze...ale nie wolne. Po jakimś czasie zmienia się charakter szlaku, zamiast skał, idzie się po mniejszych kamieniach. Myślę sobie, że zejść nie będzie łatwo, stromo i dosyć ślisko...choć przecież nie pada...widać też powoli pierwszy istotny punkt - Skalę i nieco wyżej Skolio. Ale zanim tam dotrzemy robimy przerwę...ale po chwili jesteśmy już na Skali - 2866m. Ta wysokość już budzi szacunek, u nas przecież żaden szczyt tyle nie ma. Ale Skala to spacerek, przedsmak tego, na co czekamy i po co tu się wszyscy wyprawiliśmy...tam też odpoczywamy:

Obrazek
w tle Mytikas...

...tam też można podjąć decyzję, gdzie dalej iść:

Obrazek

...do wyboru - kto się nie czuje na siłach, ten idzie na Skolio (2911 lub 2912 - niemal jak Mytikas, lub prawie jak...). Inni idą na Mytikas...widzę sporo osób, które spoglądając na szlak prowadzący na Mytikas "wysiadają". Pierwszy odcinek to ostro w dół...Pewnie robią dobrze, to jednak góry wysokie i trzeba mieć do nich szacunek a i bać się nie można...my jednak idziemy. Teraz odcinek zwany schody nieszczęścia. Nie wiem skąd ta nazwa, ale nie jest bardzo trudno, może raz gdzieś...ale to odrobina większej adrenaliny...potem już tylko pod górę i wreszcie po jakimś czasie jesteśmy na szczycie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek


...z przejęcia nie wpisuję się do księgi pamiątkowej :cry: . Ale...nic straconego, kto inny się dzień później wpisał za mnie...Ba, poznani w A Niemcy wpisują nawet Robert - Polska na Skolio, gdzie mnie nie było...Podziwiamy widoki z góry, te są piekne, wszystko widać jak na dłoni, widoczność bardzo dobra...

Obrazek

...gdzieś tylko pojawi się mała chmurka...ale na szczycie robi się coraz tłoczniej. Z tego wszystkiego nawet nie spojrzałem, z której strony jest zejście na Louki...powoli zaczynamy schodzić, widzimy, że pogoda się nieco zmienia, że Mytikas zaczynają przykrywać chmury:

Obrazek

Obrazek

...coś mi się wydaje, że ci, których mijamy nie będą mieć tyle szczęścia, co my...spotykam Natalię i Mikołaja na Skali. Natalia idzie na Skolio, Mikołaj na Mytikas, wszystko zostanie w rodzinie, będą na dwóch szczytach... :D . Zejście w dół choć szybsze, to wymaga uwagi, jak wspomniałem idzie się pa kamieniach i łatwo przy rozbiegu zjechać na...4 literach. Razem dochodzimy do "krzyżówki", tu wymieniamy się mailami, obiecujemy przesłać sobie zdjęcia i rozstajemy się. Alicia, Corinna i Tony idą do schroniska G lub SEO. Ja powoli schodzę w dół...podziwiam widoki i przyrodę olimpijską:

Obrazek

Dumnie też spoglądam na schronisko, dziś widzę je z góry:

Obrazek
a wczoraj tak trudno było się do niego dostać...

Po około 5-6 godzinach jestem z powrotem w schronisku...mam całe popołudnie na odpoczynek. Po lodowatym prysznicu, obiedzie, wypytuję ludzi (przychodzących z dołu do A) o Beatę, Konrada i Mikołaja, czy aby przypadkiem ktoś ich nie widział na szlaku - co by nie mówić są charakterystyczni... :wink: . Ludzie mówią, że idą...ale są daleko...wreszcie popołudniu przychodzą. Cieszymy się na swój widok - na pewno nawiązała się między nami nić przyjaźni. Na stole pojawią się dzbanek dobrego winka...rozmawiamy, kto jak spędził ostatnie godziny. Okazało się, że zrezygnowali wejścia do A, gdyż "mały" trochę pospał i raczej nie doszliby za dnia do A. Znaleźli miejsce na namiot gdzieś za Prionią...pytają się również, jak jest na Mytikasie. Odradzam im wejście z Mikołajem, polecam rozwiązane jak u Mikołaja i Natalii, czyli osoba z dzieckiem idzie na Skolio, druga na Mytikas...ale jak się później okazało, wszyscy troje byli na Mytikasie... :lol: Szacunek...oczywiście mały Mikołaj wszedł w nosidełku... :wink: Są też wspomniani w poprzednim "odcinku" Chorwaci. Rozmawiamy i pytam się o ich plany, jutro schodzą w dół i jadą dalej...więc pytam się, czy mnie zabiorą z Prionii do Litohoro. Tak, spoko...ale wieczorem, gdy pytam się, czy wszystko jest jak uzgodniliśmy, to chłopaki zaczęli ściemniać, że samochód mały, że siedzenia...kuu...mogli od razu powiedzieć, a nie po czasie i mogli sami to zrobić...fakt, na dole widziałem samochód na delnickich blachach, mały Deawoo Matiz...ale niesmak pozostał. W A pojawili się też inni Polacy - bodajże z Chorzowa, starsza para doszła z Prionii, co by zobaczyć Mytikas. Zawiedli się i to bardzo...szczytu nie było wcale widać. Czekali, ale bezskutecznie...chciałem im wysłać swoje fotki, ale nie pamiętali swojego maila. :D Wieczór minął na miłych rozmowach z Beatą i Konradem. Hhehe, synek ich upatrzył sobie toaletę i cały czas chciał tam chodzić...wszyscy nie wiedzieliśmy zupełnie z jakiego powodu...ale i tak był Mikołaj jedną z największych atrakcji schroniska A...

i tak kolejny dzień zbliżał się do końca...dzień, w którym Lutalica powstał z upadku...i święcił swój mały triumf... :lol:

PS proszę mnie nie poganiać...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:25 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 28.08.2007 08:16

Piękne 8O 8O 8O 8O 8O :D
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 28.08.2007 20:20

To i ja wreszcie doczytałam! WIELKIE GRATULACJE!!!!!!!!!!! I tez czekam na ciąg dalszy!!!
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 29.08.2007 17:50

KU MORZU...
Po kolejnej nocce w schronisku, która minęła mniej spokojnie niż poprzednia. Nowe towarzystwo i znalazło kilka chrapiących osób, więc nie pospałem za dobrze...więc rano szybko wstaję. Zresztą, ten dzień już mam zaplanowany - wejście do Prionii, kąpiel w morzu, potem dojazd do Salonik. Na śniadaniu spotykam Konrada i jego rodzinę. Oni szykują się do wyjścia w góry. Rozmawiamy, wymieniamy się adresami sądząc, że już się nie spotkamy...ale...jeszcze o nich będzie! Cierpliwości...a w sprawie transportu, poczyniłem pewne ustalenia. Jak nie znajdę nic lepszego, to zabiorę się z Niemcami. Też mówią, że samochód napchany, ale mnie wezmą. Jak na Niemców, to są ok...to oni mnie wpisali na Skolio. Luzik, jak nie znajdę nic innego, to pojadę z nimi...zaczynam schodzenie w dół. To spoglądam za siebie, aby widok Mytikasu pozostał jak najdłużej w pamięci, to przed siebie na wschód słońca nad morzem, nad Litohoro - myśląc sobie, że niedługo i ja zanurzę się w ciepłej wodzie, która teraz jest tak daleko ode mnie...zejście trwa ok. 2 godzin - hehhe, betka w porównaniu z katuszami, które przeżywałem wchodząc na górę. Po drodze mijam pierwszych turystów idących na górę. Słyszę czeski, węgierski...i szybko jestem w Prionii. Tam, mały odpoczynek i wypatrywanie samochodów, które będą jechać w dół do Litohoro. Ale większość to ci, którzy idą w góry. Ale po kilkunastu minutach widzę gościa, który schodzi z góry...oczywiście zaczepiam go. Pytam, czy nie zabrałby Lutalicy do Litohoro. Oczywiście, nie ma problemu...co by nie mówić, ale z tym w Grecji nie ma kłopotu. Nikos pochodzi z Salonik, słabo zna angielski, więc nasza rozmowa ogranicza się do podziwiania widoków i okrzyków w stylu "super"... :lol: Jest na co patrzeć, w miarę zbliżania się do Litohoro, morze jest coraz bliżej i bliżej, rośnie chęć na kąpiel...za chwilę jednak jesteśmy w samym Litohoro. Nikos jedzie do Salonik, ale mi się tam na razie nie spieszy. Tradycyjne "efcharisto" i każdy idzie/ jedzie w swoją stronę. Ja szukam targu, co by kupić sobie owoce na plażę. Wg wskazówek Konrada powinien być gdzieś koło IT. IT jest, ale po targu ani śladu - pewnie nie był to dzień handlowy. Grek z IT tłumaczy mi coś, ale w efekcie nic nie kupuję, gdyż nie znalazłem sklepu, a od słońca nie chciało mi się wracać do centrum. Idę więc na "wylotówkę" z miasteczka...od razu pierwszy samochód mnie zabiera. Jadę kilka kilometrów i wysiadam niemal na samej plaży...i od razu robię głęboki skok do wody. Cudowne uczucie. Chwilę wcześniej był człowiek na 2100m, a chwilę później jest na plaży, w wodzie...a tam w górach, bez prysznica, to już zupełnie widząc wodę, ma się ochotę wprost do niej rzucić, co robię i ja...cieszę się wodą jak dziecko. Zwłaszcza, że plaża jest niemal tylko moja. Po 200 m w obie strony niemal ani żywej duszy...Może greckie morze, to nie Jadran, ale mi się podoba...po trudach Olimpu, każdy zbiornik wodny byłby przyjemnością. Zresztą, ta woda i plaża mi się podoba...trochę dziko, samotnie, woda ciepła...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...tylko, głód zaczyna doskwierać i pora była, aby iść na pociąg do Salonik. Niestety połączenia były takie, że następne dopiero wieczorem. Wybieram więc ten popołudniowy...Spacer na stację zaczyna być mało przyjemny, słońce ostro daje się we znaki. A sama stacja to obraz rozpaczy. Niby coś robią, ale straszna demolka, czuję się jak w kraju :wink: ...nie wiadomo nawet jak dowiedzieć się o pociąg, jest rozkład wypisany, ale czy aktualny...nikt nie wie, zresztą tam o żywego ducha nie jest prosto. Ale przyjechał, po godzinie z hakiem jestem znów w Salonikach. Upał nie do zniesienia...ale robię sobie spacer po mieście, które znam, więc nie zwiedzam. Raczej delektuję się widokami, a te...można pomarudzić. Promenada zasłonięta płotem. Białą wieżę - symbol miasta też ogradza paskudny płot...

Obrazek

Pewnie potrzebna konsweracja...ale podobają mi się te bizantyjskie cerkwie. Te mają taki cudowny klimat. To pewnie architektura robi na mnie wrażenie. Podobną później podziwiałem w Macedonii...
Robię też jakieś drobne zakupy - dużo wyprzedaży. Idę na gyrosa. Trafiam do fastfooda, ale gyros dobry (cena 2 euro). Smakuje mi...mógłbym jeść je częściej...zapijam piwkiem, choć wiem, że na słońce piwo nie jest dobre. Ale stało w lodówce, takie zmrożone, że nie mogłem sobie odmówić...był to Amstel. Właśnie w Grecji mało lokalnego piwa, więcej jakiegoś Heinekena czy wymienionego Amstela. W tym roku, nawet nie spróbowałem Mythosa...trafiam też na rynek, kupuje sobie melona. Cena - 0,50 euro. Poraża mnie to...znów mógłbym przeżyć cały dzień żywiąc się tylko nimi...pod wieczór jadę na Charilaou. A w nocy (lub jak Grecy wolą wieczorem...) wychodzimy do baru. Ma rację pisząc Leszek, że Grecy bawią się jak mało kto...są głośni i palą namiętnie. Tak sobie myślę, że Grecja pewnie jako ostatnia wprowadzi zakaz palenia w lokalach, albo wcale tego nie zrobi woląc płacić kary - to akurat oni potrafią, skutecznie wykiwać UE... :wink: Ale mi się podoba ten grecki klimat (muza, piwko, souvlaki, tzatziki...o ouzo nie piszę, gdyż w tym roku nie piłem...a Metaxy to nawet nie próbowałem!), choć już spać się chce, a rano kolejny etap...do domu wracamy ok. 3 a o 7 mam pociąg do...ale to już opowieść na kolejny dzień...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:30 przez RobCRO, łącznie edytowano 2 razy
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 30.08.2007 07:39

Metaxę kupiłem sobie w buteleczce 0,2l ;) tak, żeby tylko spróbować. Była na tyle mało ciekawa w smaku, że przywiozłem ją do Polski... wolę Tsippouro ;)

Rob świetnie się czyta. Wczoraj czytaliśmy razem z żoną i była pełna podziwu dla Twojego wejścia na Mitikas :D.

Pozdrav :papa:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 30.08.2007 19:13

skoro tyle, już się pisze o tej Grecji, to ja "podzielę się" muzyką, którą bardzo lubię...

Vasilis

Vasilis2

Vasilis o swoim kraju

PS generalnie jestem jak najbardziej za grecką muzą...nawet tym ich folklorem bouzouki... :lol:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 31.08.2007 17:45

Robert no to co z tą piękną Macedonią :?: Dojechałeś czy nie :?: Piiiiisz :oczko_usmiech: :hearts:

P.S. Tzn. wiem, że dojechałeś bo pozdrawiałeś stamtąd ale chodzi mi o relację :oczko_usmiech:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 31.08.2007 18:43

WELCOME TO HOTEL MAKEDONIJA
Kolejna krótka grecka noc...rano pobudka i śmigam na dworzec. Jest ok. 7 rano, na dworcu sporo osób. Staję w kolejce, stoję dobre 20 minut a pani z okienka "sorry Vinetou - kasa międzynarodowa". Nie zwróciłem uwagi na taki detal...na szczęście mam trochę czasu do odjazdu mojego pociągu, więc wbijam się w inną kolejkę, kupuję bilet na pociąg do Floriny (koszt ok. 5 euro). W ten sposób został rozwiązany problem jak dostać się do Macedonii. Przed wyjazdem zastanawiałem się, czy pociąg przez Veles do Bitoli czy najpierw pociąg do Floriny a potem autostop. Doświadczenie ze stopem na Olimpie zadecydowało, iż jadę do Floriny, skąd stopem do Bitoli. Oba miasta dzieli coś ok. 30 km, więc nie powinno być źle...Ranna jazda pociągiem jest przyjemna, widoki już nie robią takiego wrażenia, góry, góry...ale jazda przez mosty już tak. Gdzieś przed końcem drogi pojawiają się jeziora, to już krajobraz, który mi się coraz bardziej podoba. Na macedońskiej mapie, jest to jezioro oznaczone jako Ostrovo...ok. 9 jestem we Florinie. Po drodze widzę znaki kierujące na...Yugoslavia, ew. FYROM, nigdzie nie ma "Macedonia". Nic dziwnego, Grecy nie uznają tego państwa. Wymusili, żeby oficjalna nazwa była Była Jugosłowiańska Republika Macedonia. Albo na ten kraj, mówią po prostu "Skopja"...we Florinie widzę też znaki na "antyczne" miasto, ale wiodą w drugą stronę niż droga do FYROM. Może innym razem...ale droga jest tak kręta, że się gubię. Pytam tubylców o drogę do...Jugosławii. Nie będę ich prowokował Macedonią. Okazuje się, że jednak idę dobrym tropem...wreszcie jestem u końca miasteczka. Teraz tylko znaleźć miejsce na stopa i...czekać. Ani jedno ani drugie nie trwa długo - choć tym razem, stałem gdzieś ok. 15 minut. Wreszcie staje jakiś "dżip". Facjata gościa nie wzbudza dużego zaufania, ale wsiadam...facet wiezie mnie do Niki. Tam jest granica. Z Floriny do Niki prowadzą bodajże dwie drogi, ale właśnie z powodu tych oznaczeń w mieście wybrałem na stopa tą bardziej lokalną...po kilkunastu minutach byłem jednak już na granicy. Grecka odprawa trwa szybko, celnik daje mi ulotkę, którą w sklepie wolnocłowym wymieniam na...wodę! Kochany naród, co za darmo rozdaje wodę...zwłaszcza, gdy za oknem żar leje się z nieba. Na odcinku ziemi "niczyjej" z samochodu zagadują do mnie Grecy - mówią "Bitola", ja, że tak, ale jakoś nie pali mi się, żeby do nich wsiąść. Ale są dosyć zdesperowani, żeby mnie zabrać. Trochę mnie to zastanawiało...ale myślę, co mi tam...wsiadam do nich. Szybko się wyjaśniło, czemu im zależało na mojej obecności. Grecy zrobili zakupy w "wolnocłówce" i jedna dusza więcej w samochodzie oznaczała, że mogli zabrać więcej papierosów i alkoholu. Biznes to biznes...Celnik macedoński też szybko nas odprawia. Pieczątka do paszportu i "witaj Macedonio". Podróż do Bitoli trwa krótko. Panowie zostawiają mnie w centrum miasta. I oni i ja zrobiliśmy dobry biznes, oni mogli kupić więcej towaru, ja szybko dotarłem do Bitoli. Znów tradycyjne "efcharisto" i zaczynam powoli się orientować w mieście. Wysadzili mnie gdzieś co przypomina dworzec autobusowy, ale to nie to...postanawiam iść przed siebie. Zobaczyłem coś, co wyglądało jak stare miasto. Jak później się okazało był to "Stary Bazar". Typowe dla miast z niewoli tureckiej...Handel na ulicy, podoba mi się to. Harmider, to coś, co lubię...taki wschodnio-południowy chaos. Trafiam też na rynek, tam podoba mi się najbardziej:

Obrazek

Obrazek

Robię zakupy. Owoce tanie, warzywa również...mam zapas owoców i warzyw na kilka dni (starczy niemal na cały pobyt w tej okolicy...). Widze też kilku "cinkciarzy" - stoją z grubymi plikami waluty, ale u nich wolę kasy nie wymieniać. Idę do "oficjalnego" kantoru...
W Bitoli nie zostaję długo, choć chcę do niej wrócić...ja chcę się dostać do Nižepole. Tam sobie zarezerwowałem kwaterę - miałem też do wyboru wieś Magarevo, ale z mapy wynikało, że lepszy punkt wypadowy na Pelister to jednak Nižepole. Nocleg załatwiłem sobie przez portal exploringmacedonia. No, ale z Bitoli na tą wioskę to ok. 15 km a autobusów tam nie ma. A więc czym się dostać? oczywiście taxi...Ale nie chcę ryzykować, że mnie przekręcą, więc napotkanego policjanta pytam o cenę. Ten mówi mi, że nie powinna być wyższa niż 200 denarów (60-62 den to 1 euro). Szukam taksówki i jest, stary model renault, ale nie wybrzydzam. Moją mieszanką języków bałkańskich pytam o cenę - 150 denarów. Spoko, jedziemy...ale w tym Nižepolu do mojej villi łatwo nie jest trafić. Ilo (tak nazywa się kierowca), pyta się kogoś i trafiamy tam, gdzie mam mieszkać. Ładny domek, chyba jeden z najładniejszych w okolicy:

Obrazek

Płacę za kurs, heheh, skasował cwaniak 200, bo niby na końcu wsi, dobra, nie będę się kłócił o kilka złotych...dostaję też wizytówkę, gdybym chciał wrócić do miasta. Z gospodarzem szybko się dogaduję. Đorđi zna niemiecki, ja też coś tam "szprecham"...pokój mogę wybrać sobie sam. Nie ma innych gości...biorę coś małego, ale wygodnego. Łazienka na dwa pokoje, ale jak nikogo nie ma, więc tylko dla mnie. W pokoju bardzo czysto, telewizor...niemal luksusowo. Ale cena jak na Macedonia też stosunkowo wysoka. Kasują za noc 12 euro. Jak mówi gospodarz bez pośrednictwa byłoby znacznie taniej...może następnym razem. Dziś wiem, chcę tam wrócić... :D . Ponadto, ceny na Pelisterze dosyć podobne i zaczynają się od 10 euro/ osoba/ noc - później spotkałem Czechów - "frajerów". Nocowali w "Molika" Hotel, gdzie za noc kasują ponad 25 euro. No, ale Molika to już klasa...
Po prysznicu Đorđi zabiera mnie na spacer, chce mi pokazać, gdzie co jest...miło z jego strony. Blisko jest restauracja, blisko też na szlak. Pokazuje mi, którędy iść, jak się nie zgubić - choć widzę, że to krótkie podejście go męczy. Więc proponuję, żebyśmy wracali, ale po drodze jem obiad (rażniaci plus piwo - 200 denarów, żyć nie umierać...), odwiedzamy też sąsiadów mojego gospodarza. Oczywiście na stole pojawia się...rakija. Nie może być inaczej. Od tego dnia, niemal do końca pobytu, rakija będzie moim głównym trunkiem... :D Jest też sałatka...czas płynie sielsko...na chwilę zagadują nas Czesi. Chcą iść na Golemo Ozero. Mają jakąś mapkę, że niby są różne szlaki. Đorđi mówi im, że jest, ale tylko ten czerwony. Pepiki nie wierzą, ale idą za jego radą...pod wieczór wracamy do domu. Dostaję od gospodarza mapę Pelisteru. Faktycznie nowe wydanie i szlaków tam mnóstwo, co jednak chyba nie ma pokrycia w rzeczywistości - ja np. nie widziałem tam żadnego szlaku rowerowego. Chyba, że to była jakaś "asfaltówa"...
Tego dnia szybko idę spać. Rano przecież czeka mnie spacer na Pelister...oj, działo się... :wink:
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:33 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 101381
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 31.08.2007 19:08

RobCro - nie znalazłeś jakiegoś kumpla do łazikowania :?:
Bielskie "Strzygi" chodzą parami :wink:

Kurka wodna- jak na szpilkach siedzę i czekam co się będzie działo...... :roll: :lol:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 01.09.2007 22:40

Janusz Bajcer napisał(a):Bielskie "Strzygi" chodzą parami :wink:

Kurka wodna- jak na szpilkach siedzę i czekam co się będzie działo...... :roll: :lol:


Parami albo i nawet już liczniej :lol: :lol: :lol:

Na słowiańskie Bałkany to i ja czekam teraz dużo, dużo niecierpliwiej niż na Grecję!!!!!!!!

A fotki bazarowe - jaaakie swojskie!!! :lol: Ulcinj, Tirana... ech wszędzie jak w domu :lol:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 01.09.2007 22:41

przepraszam wlazło 2 razy
Ostatnio edytowano 02.09.2007 12:00 przez U-la, łącznie edytowano 1 raz
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 02.09.2007 10:39

PELISTER - RAKIJA SMAKUJE NAJLEPIEJ W GÓRACH...

Noc upłynęła na rozmyślaniu o dzisiejszej wyprawie, na oglądaniu mapy, na czytaniu wszystkiego, co miałem o Pelisterze. Nie było tego za dużo. W zasadzie wszystko, co miałem pochodziło ze strony summitpostu:
Pelister A tam dużo pożytecznych informacji, mapa, w zasadzie nic więcej nie potrzeba. Jest też o info o Bitoli, Ohrid etc. Trochę informacji o Pelisterze znalazłem na naszym forum, był tam niejaki "golek", trochę też było na innym forum, ale już nawet nie wiem, gdzie...z kimś z tamtego forum prowadziłem krótką korespondencję. Ot, chodziło o noclegi w tym regionie...a najwięcej jednak z mapy otrzymanej od gospodarza:

Obrazek
wiem, prawa autorskie...wydawco przepraszam...najwyżej wstawicie mi do paszportu Wasze "słoneczko" z napisem zakaz wjazdu do MK na okres lat 5...:)

Są opisy szlaków, choć te kolory zaznaczone na mapie są chyba dla zmyłki. Jak pisałem wcześniej, w zasadzie jest tylko jeden czerwony szlak...

Rano pobudkę zarządziłem sobie na 6.00, nieco przed czasem obudził mnie gospodarz - przekazałem mu wieczorem dnia poprzedniego, że rano ruszam w góry. Chyba sądził, że mogę zaspać :wink: ...po śniadaniu ruszam na szlak, gospodarz daje mi kij, podobno pomaga przy chodzeniu po górach, ja nie czułem specjalnej różnicy, ale...nie znam się na tym.

Przy wejściu do Parku tablica...po angielsku i macedońsku:

Obrazek

Początek szlaku dosyć łagodnie w górę. Oznaczenie dobre, choć czasami łatwo zgubić te czerwone kropki. Są na kamieniach, niestety bywają starte. Przede mną słyszę dużą grupę - są tak ok. 5 minut przede mną. Szybko ich doganiam, to "tubylcy". Idę z nimi, nie rozmawiamy...ale jak oni robią postój, to i ja...więc powoli padają pytania, a Ty skąd? Ja tam bełkoczę, że "straniec iz Polijski". Pierwsze lody zaczynają pękać. Oni idą w 8-osobowym składzie, ale wkrótce grupa dzieli się na dwie równe części. Idę z tą, która jest na czele. Rozmawiamy sobie na różne tematy. Szybko zdobywam ich "przyjaźń". Oczywiście wszystko przez lub dzięki sportowi a dokładnie to koszykówce. Przypominam im mecz kwalifikacji ME Macedonia - Polska. My przegraliśmy coś ok. 70 - 55 (szukałem na necie dokładnego wyniku, ale nie udało się...). Niejaki Petar Naumoski rzucił nam wtedy ponad 50 punktów, w zasadzie sam wygrał mecz dla Macedonii...dla Macedończyków to "ikona". Przy okazji padają inne nazwiska - Bocevski i Dimitrovski. Już wiedzą, że RobCRO to nie laik...oni też u mnie "punktują". Śpiewają mi..."Misia Uszatka" :wink: . Super, posłuchać tej piosenki w górach dalekiej Macedonii...od tego momentu, przy każdym postoju pojawia się "ona" - rakija. Smakuje jak nigdzie indziej...ze sportu schodzimy na inne tematy. Wszyscy pochodzą z Bitoli. Idą do schroniska przy Golemo Ozero. Ja w sumie też tam idę...Jeden z Macedończyków mieszka w Australii. Świetnie zna angielski, więc z nim rozmawiam najwięcej. Z innymi porozumiewam się mieszanką polsko - chorwacko - macedońską. Ale najczęściej mówię "ne razbiram" (" nie rozumiem" przyp. autora)...choć rakija pomaga rozumieć więcej. Po drodze "wcinamy" jagody. Tych tam bardzo dużo. Dużo ludzi je tam zbiera - widzę, że robią to "automatami". U nas to zabronione, nie wiem jak tam...z czasem, powoli zbliżamy się do schroniska. Grupa zaczyna się rozciągać - w sumie spacer trwa już ok. 3-4 godzin...

Obrazek
zaczynamy nawet iść pojedynczo...

Wreszcie pojawia się schronisko i jezioro - jesteśmy na wysokości 2218m. Wysoko...zmienia się też nieco klimat. Robi się chłodniej, pojawiają się chmury. Ale to bardzo przyjemne miejsce. Choć jezioro nazywa się "Golemo" - "Duże", to raczej aż takie duże, to ono nie jest. Spacer wokół niego nie zająłby więcej niż 15-20 minut. Ale tego nie robię, choć obchodzę je z różnych stron...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podobno można się kąpać w tym jeziorze, ale teraz to woda stanowczo za zimna...a z Macedończykami robię sobie piknik:

Obrazek

Jest bardzo miło, tylko czuję się jakbym ich "wykorzystywał" - na stole są tylko moje banany :cry: . Ale im to nie przeszkadza, są bardzo gościnni...serwują mi również zupę. Nie wiem, co to za zupa, ale smakuje dobrze...Namawiają mnie, żeby z nimi został na noc. Inicjatywa dobra, podoba mi się, ale jest kilka "ale". Nie mam "prowiantu" - mówią, że to nie problem - mają cały plecak "wałówy". Pewnie ten drugi wypchany plecak, to sama rakija :wink: ...A po drugie, mój gospodarz bardzo by się pewnie martwił, gdybym nie wrócił na noc, a nie miałem jego numeru telefonu...żegnamy się więc, ale mówię, że odwiedzę ich schodząc ze szczytu. Dalej już idę sam...Szlak za schroniskiem prowadzi nieco mocniej w górę...ale to tylko na chwilę, ale dzięki temu jest ładny widok na jezioro:

Obrazek

Jednak szybko szlak znów zaczyna być łagodniejszy...zaczyna pojawiać się Pelister:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

..choć tu trzeba coś "wyjaśnić". Dla Macedończyków "Pelister" to cały masyw lub przynajmniej teren PN a szczyt nazywają po prostu "Antena", z racji tego, że znajduje się na nim antena telewizyjna. Na summitpoście masyw zaś nosi nazwę "Baba". Na mojej mapie Macedonii również jest "Baba"...czyli mówiąc tam, że idzie się na Pelister, niekonieczne Macedończycy zrozumieją, że chodzi o ten szczyt z anteną... :lol:

Po ok. 45 minutach, może godzinie dochodzi się do "Malo Ozero" czyli "Małe jezioro". Te jest naprawdę małe, ale jakoś całego nie udało mi się objąć...

Obrazek

Obrazek

Nad jeziorem są też owoce, a jak są owoce, to muszą być...pieski. Po raz kolejny w czasie tej wyprawy przeżyłem chwile strachu. Kilka psów pasterskich skoczyło do mnie...na szczęście znów skończyło się jedynie na strachu. Od jeziora widok na Pelister jest coraz lepszy...szlak znów zaczyna prowadzić nieco pod górę. Ale jest całkiem przyjemny...Po kilkunastu minutach dochodzi się do drogi - tu nawet mogą poruszać się samochody, w tym miejscu łączą się dwa szlaki, jeden prowadzący od Małego Jeziora, drugi ze wsi Magarevo. A Pelister jest coraz bliżej:

Obrazek

Widoki też zaczynają zapierać dech w piersi - z drugiej strony jest piękny widok na jezioro Prespa i masyw Galicicy:

Obrazek

...niestety zdjęcie nie oddaje uroku widoku i na zdjęciu wszystko zlewa się w całość :cry: . Często odwracałem się, aby patrzeć na Prespę. Przed sobą miałem widok na Pelister, czasami pojawiała się też Bitola i jej czerwone dachy. (PS zdjęcia nie dam bo znów wszystko zlewałoby się w jedną całość...).
Ok. godz. 12-13 jestem na szczycie (2601m). Oprócz mnie jest jeszcze ktoś - to Czesi z Pragi. To ich nazwałem "frajerami", to oni spali w tym luksusowym hotelu "Molika". Jak tłumaczyli nie znaleźli nic tańszego...w sumie mieli namioty, więc mogli rozbić go gdzieś w jakimś ustronnym miejscu. Ale to nie mój biznes...Oni idą od strony Magareva. Pytam o szlak, mówią, że jest ok, choć czasami było trudno - z tamtej strony idzie się przez las, właśnie z tym drzewem "molika". To przyroda "endemiczna"...ja niestety nie wiem, jak to drzewko wygląda :cry: . Może w Polsce też występuje...

Z Pelisteru jest cudowny widok - ma się wrażenie, że widzi się pół Macedonii. Chyba coś w tym jest...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
ta "mka", to droga z Magareva...

Obrazek

Na szczycie znajduje się też "memoriał" poświęcony Dimitarovi Ilievskiemu - Murato.

Obrazek

To jedyny jak do tej pory Macedończyk, który wraz ze Słoweńcem Viki Groselj, Chorwatem Stipe Bozić i Szerpą Sonam Tshering w dniu 10.05.1989 był na Mount Everest. Niestety Dimitar zginał w górach wtedy schodząc w dół...został tam jak nasi Rutkiewicz czy Kukuczka. "Moi" Macedończycy na Dimitara mówili, że był nieco "crazy"...cokolwiek, to miało znaczyć.
Co ciekawe, ludzie mówią, że na szczycie Pelisteru pogoda bywa różna, Czechom i mi trafiła się naprawdę ładna. Było też ciepło i niemal bezwietrznie, zupełnie inaczej niż przy Dużym Jeziorze. Zostaję na szczycie kilkanaście minut. Rozmawiamy sobie z Czechami - po angielsku. Mówią, co widzieli, co chcą zobaczyć...chcą się dostać do schroniska przy Dużym Jeziorze, więc mówię im, że mogą iść ze mną. Powoli schodzimy w dół...hehhe, w duchu sądziłem, że dobrze, że idą, jakby co to będę miał obronę przed pieskami...ale razem doszliśmy tylko do Małego Jeziora. Tam Czesi robią sobie piknik - widać, że to chyba niedzielni turyści, skoro aż tyle przerw im trzeba...choć z drugiej strony idą z dużymi plecakami, a ja "cwaniaczek" ze swoim małym... :wink: Żegnamy się, heheh, co się okazało? Za kilka dni spotykamy się na plaży w Ohrid... :D Od Małego Jeziora schodzę ze szlaku. Ten akurat zajęły...owce i ich pieski. Nie chciałem ryzykować, wolałem nieco nadrobić...bezpieczniej dla mnie tak było. W zasadzie był jakiś pasterzyk, ale ta horda owiec rozciągnięta była na kilometrze, on w jednym końcu a ja w drugim, zresztą co bym do niego krzyczał: "Zabierz te psy?". Pewnie i tak by nie zrozumiał...następnym razem muszę zabrać coś na psy. Jedni polecają gaz pieprzowy, inni "korki" :wink: . Około 15 dochodzę z powrotem do schroniska przy Dużym Jeziorze. Wchodzę do środka a tam impreza w najlepsze...moi Macedończycy już ledwo kontaktują. Częstują mnie rakiją. Nie odmawiam, przyda się na ocieplenie. Zamawiam też sobie herbatę. Trochę się też rozglądam - nie wygląda, żeby tutaj były dobre warunki. Trochę "syfiarsko". Na summitpoście jest napisane, że w tym schronisku nie ma prądu - prąd jest w schronisku Kopanki Hut (Czesi mogli tu spać, bo to ok. 500m od hotelu Molika...). Kontakt z innego forum, pisał, że w Kopanki też "syf"...np na Olimpie komfort był wysoki. Czysto i schludnie, tego nie można powiedzieć o schronisku przy Golemo Ozero. Tak czy inaczej, Macedończycy nadal mnie namawiają, żebym został, ja się wymawiam...życzymy sobie "wszystkiego najlepszego", ja schodzę do Nižepola. Po drodze niemal żywej duszy, tylko kilku zbieraczy jagód...pojawiają się ładne widoki na Nižepole:

Obrazek

..parę razy wydaje mi się, że gubię szlak. Pod koniec, już blisko miejscowości idzie się przez paprotki i coś jak kosodrzewina. Tu drobna uwaga, jak ktoś zdecyduje się iść od Nižepola, polecam ubrać długie spodnie. Ja miałem na sobie spodenki i niestety wróciłem z nieco pokaleczonymi nogami. To efekt przebijania się przez te kosodrzewinki, które rosną na szlaku...ok. 17 jestem już na miejscu. Wchodzę do restauracji po piwko, dziś znów mi się należy. Na obiad nie ma szans, jest sobota, więc informują mnie, że mają "svadbę". To jak w rosyjskim "wesele". Zresztą widać po wystroju sali...ale piwko mi sprzedają :lol: . Będzie na wieczór jako najlepsze połączenie:

Obrazek

Obrazek

I to i to mi smakuje...Skopsko, bo to najlepsze piwo w Macedonii. I Pelister zwany "Anteną", bo byłem na kolejne górce...

PS szlak na Pelister w porównaniu z Olimpem to "pestka", jedyna trudność to początek przez te kosodrzewinki...szlak jest łagodny i polecam go każdemu, kto chciałby wejść gdzieś wyżej, kto chciałby podziwiać ładne widoki...

PS 2 Janusz jak mnie czytasz, to jak widzisz, w zasadzie rzadko jestem tak naprawdę sam... :wink:

PS 3 Shtriga, uwielbiam te bałkańskie bazary...ten hałas, te przekupki, no i te macedońskie ceny...można sobie poszaleć...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:38 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 02.09.2007 11:58

eeeee no! Się wycieczka fajna zrobiła!

Już widzę tych starych facetów jak śpiewają "bo klapnięte uszko mam" - znienawidzona przeze mnie bajka... Jak ja nienawidzę tego wiecznie pouczającego wszystkich Uszatka!!!!!! :lol: :lol: :lol: :lol:

A co do wędrowania z kijem (podobno psy odstrasza sam ich widok - nie próbowałam, bo lubię pieski. A co robić jak straszą za bardzo szczekaniem, to wiem z nauki, którą niedawno obserwowałam w przedszkolu - prezentował pan policjant z pieskiem :D :D ) -

no więc co do kijka/kijków. Wydawały mi się tylko jednym wielkim utrapieniem, dopóki w tym roku nie przeszłam z nimi prawie 1000 km w Hiszpanii - wiem, że pomagają, kiedy widziałam jak innym wędrującym bez kijków, wysiadają kolana czy uda. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Teraz to nawet po równym chodniku bym z kijkami chodziła :lol: :lol:

Czy Ci Macedończycy zawsze dźwigają tę rakiję na szczyty??? My w tym roku na Korabie w Albanii tez spotkaliśmy Macedończyków, którzy nas raczyli trunkiem z ogromnej flaszki :D :lol:

To co będzie dalej?
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019