Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
krakusowa
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6442
Dołączył(a): 08.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakusowa » 12.08.2007 13:21

dziekujemy za pozdrowienia
czekamy w Krakowie :lol:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 16.08.2007 11:42

Ania i Janusz, dzieki,,,licze na krakowskie spotkanie 21.08...jak bede w Krakowie, dam znac...

PS w Ohrid rozpoznali mnie Wasi "rodacy", Zbyszek mowil mi, ze kiedys byl zalogowany na forum i ma zamiar powrocic z relacja... :lol:
Ostatnio edytowano 16.08.2007 11:47 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 16.08.2007 11:44

a dzis dla Was pozdrowienia ze Strugi nad jeziorem Ochrydzkim, dzis plazowanie, wczoraj byl rejs jachtem wraz ze znajomymi Macedonczykami, bylo super...zwiedzialem tez Ohrid, ale co dobre szybko sie konczy i juz jutro jade do Skopje, to bedzie ostatni przystanek w drodze do domu...niestety...
pozdrav iz Struga

PS z tego, co czytam i dostaje strzepki informacji, to duzo trace w naszej "kaczej" polityce... :cry:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 24.08.2007 14:56

PRZYGOTOWANIA I WYJAZD...

No i przyszła pora, aby wziąć się za relację, tym razem będzie w kawałkach, bo i podróż długa a i dużo się działo, więc pora zacząć, tym bardziej, że Leszek mnie wyprzedził z Grecją i postawił poprzeczkę wysoko...na szczęście mam ci ja Macedonię, gdzie chyba niewiele osób z forum było w tym roku... :D , ale zanim dotarłem do Macedonii, to miałem swoje przygody w Grecji...

Miejsce tegorocznych wakacji przez jakiś czas było nieznane, a to był pomysł z Krymem, ale upadł, gdyż nie mam odwagi jechać samemu w te strony - choć sam byłem we Lwowie, ale Lwów to prawie Polska, więc spoko...był też pomysł Bośni, ale ten akurat szybko upadł, ale wiem, że tam pojadę...no i w końcu ostateczna decyzja - Grecja i Macedonia. Czyli come back po 5 latach, gdyż oba kraje odwiedziłem w 2002 roku. Tym razem jednak chciałem zobaczyć więcej w Macedonii. Co do Grecji wiedziałem, że chcę wejść na Olimp (Mytikas, co nie udało się w 2002r.) oraz zwiedzić Meteory (hehhe...z Kalambaki a nie z Kastraki... :wink: ). Dużo informacji nie potrzebowałem, tereny znajome, mapy jakieś miałem, ważne było aby znależć nocleg w Meteorach. Ten udało się przez internet, pensjonat blisko klasztorów, cena 27 euro za nocleg. Dużo, ale jak na to miejsce to i tak tanio...bo reszta, co trafiłem, to tak od 40 euro za noc. Gorzej było z informacjami o Macedonii, na szczęście mogłem liczyć na pomoc znajmoj Macedonki o imieniu Maja. Dzięki niej miałem spokojniejszą głowę. Dużo też sam znalazłem, trochę poprzez portal exploringMacedonia. trochę też prowadziłem korespondencji z Klubem Wspinaczkowym - chodziło o to, na jaką górkę wejść w Macedonii. Początkowo miał to być Titov Vrv, ostatecznie padło na Pelister. Później przyszła kolej na szukanie połączenia do Grecji. 5 lat temu był to autokar i tym razem od tego też zaczęłem, okazało się, że bilet powrotny kosztuje 550 zł, heheh, wtedy było to 600 zł, jak widać konkurencja tanich linii lotniczych kształtuje rynek :D . Ale potem zaczęłem grzebać w internecie w poszukiwaniu samolotu i okazało się, że za ok. 550 zł mogę mieć przelot w dwie strony na trasie Kraków - Saloniki. Nie czekałem, bilet kupiłem, odliczałem dni, szukałem dalej różnych informacji, nagabywałem Macedończyków na skype i 20.08 rano wyruszyłem z mojego Nowogardu w daleką podróż, najpierw busem do Szczecina... na regaty The Tall Ships' Races. Chciałem je koniecznie zobaczyć i udało się, choć przez krótką chwilę:

regaty

Niestety, czas gonił i trzeba było wracać na dworzec na pociąg "Swiatowid" relacji Szczecin- Przemyśl, który dowiózł mnie do Krakowa w godzinach wieczornych. Tam czekali na mnie Ania i Janusz (znani tu na forum jako fiolek i krakuscity). Spotkanie choć krótkie było bardzo miłe, o czym świadczą zdjęcia:

kraków.cro.pl

porozmawialiśmy na różne tematy, głównie podróżnicze, obejrzeliśmy zdjęcia, posłuchaliśmy MPT, było nawet coś na ząb i gardło...dla mnie, to pewnie dla odwagi przed lotem. Ania i Janusz odstawili mnie na lotnisko a ja czekałem na lot...ten był już po północy. Odprawa poszło sprawnie, samolot wystartował i po niecałych dwóch godzinach wylądował w Salonikach. I co się okazało? ano to, że żegnając Polskę miałem ładną słoneczną pogodę a niedziela w Salonikach była deszczowa. Pomyślałem sobie, ładnie się kologo urządziłeś...ale potem, refleksja, przecież to Grecja, tu nie może cały czas padać, akurat w niedzielę padało...Grecka odprawa też poszła sprawnie, miły celnik powiedział coś po swojemu i oddał paszport. Kiassas Ellada... czy jakoś tak...po wyjściu z lotniska trzeba było dostać się do centrum, wiedziałem, że muszę szukać autobusu nr 78, szybko go namierzyłem. Ale jak kupić bilet, hmm...są automaty i w nim kupiłem, ale to "cwane" sztuki, nie wydają reszty, więc zamiast 0,60 euro na bilet poszło całe 1 euro :D . Grecy wiedzą jak zarabiać...zresztą w tym autokarze niemal sami Polacy i wielu "przepłaciło"...business is business. Podróż do centrum szybka i przy konwersacji, akurat para Polaków z dzieckiem miała jakieś pytanie, więc troche rozmawialiśmy. Okazało się, że ich plany są podobne, też jadą na Olimp...los bywa przewrotny i za kilka dni okazało się, że...trafiliśmy na siebie na szlaku :lol: . Ale o tym, to będzie później...lub nieco później. Autobus dowiózł nas na dworzec kolejowy, gdzie każdy poszedł w swoją stronę, ja akurat tam, gdzie liczyłem znaleźć autobus nr 10, który jedzie do dzielnicy Charilaou (blisko stadionu Arisu...). Musiałem kawałek przejść, ale wreszcie trafiłem...znajoma Greczynka Vassiliki czekała na mnie ze śniadaniem. A później niedziela zeszła na rozmawianiu o planach. Okazało się, że Vassiliki ze mną w Olimp nie pójdzie...jak mówiła czekała na telefon w sprawie pracy. Tam w Grecji pewnie nie wiedzą, że jak mówią, że zadzwonią, to nie dzwonią...później się okazało, że nie zadzwonili...Wieczorem zaś wyszliśmy z jej znajomym Dimitrisem do knajpy na greckie smakołyki, takie tam różne souvlaki i inne :lol: . Lubię grecką kuchnią...a rano już do Kalambaki, ale to temat na inną opowieść...
to be contionued...
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 24.08.2007 21:02

Witam! Robercie, czytając Twoje relacje mam wrażenie, iż masz znajomych wszędzie :) . Znajoma Macedonka, znajoma Greczynka... Pewnie po tym wyjeździe ten krąg znowu się powiekszył?
Pozdaviam i czekam ta kontynuację.
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 25.08.2007 11:29

METEORY

Po deszczowej niedzieli w Salonikach...gdzie, wydaje się mało prawdopodobne, aby Grecja mogła "płakać", słysząc o pożarach i tym wszystkim złym, co się dzieje przez pogodę w tym kraju...oraz po nocnym dla mnie i wieczornym dla Greków wyjściu na ich smakołyki (dla mnie 23 i po to już środek nocy...), wyruszyłem w drogę do Meteorów...

Miejsce to magiczne, znane mi z 2002r. ale wtedy widziałem mało, wszystko w pośpiechu. Teraz chciałem więcej i lepiej poznać to miejsce, stąd opcja z noclegiem. Nocleg jak już wspomniałem, znalazłem przez internet. A same Meteory, historia tego miejsca sięga wstecz do XII wieku, od wtedy zaczęli pojawiać się tam mnisi, wśród nich był Atanazy, który trafił tam z Gór Athos (kolejne magiczne miejsce w Grecji tzw. Republika Mnichów, gdzie aby się dostać trzeba mieć specjalne pozwolenie). Z czasem zaczęły pojawiać się następne klasztory, w sumie wybudowano ich aż bodajże 24, do dziś zachowało się kilka, część niestety podała w ruinę...Atanazy nazwał to miejsce Meteora, dlatego, że wydawało mu się, że to wszystko wisi w powietrzu (tłumaczenie słowa Meteora oznacza właśnie "w powietrzu")...

To tyle o historii, moja wycieczka rozpoczęła się rano, pociągiem do Paleofarsalos (bilet do Kalambaki mniej niż 10 euro). Obok mnie siedział jakiś śmierdzący typ, jak później się okazało był to...Polak. Ale jakoś nie miałem ochoty z nim zamienić ani słowa...po przesiadce w Paleofarsalos, godzina jazdy i jest się w Kalambace i od razu ukazują się piękne widoki na góry...choć klasztorów nie widać, z miasta gdzieś tam można coś dojrzeć - wydaje mi się, że widać klasztor św. Stefana. Później pytania do tubylców o mój pensjonat. Ktoś się puka nawet w czoło, ale nie daję za wygraną i sprzedawczyni pamiątek kieruje mnie na właściwy szlak. Długi to dosyć spacer, po drodze znaki do mojego pensjonatu i niemal na każdym "Pension Arsenis - 3 km" - jakim cudem pytałem siebie przechodząc kawał drogi i nadal mam te 3 km? Później był znak, że 1 km i wreszcie ukazał się pensjonat:

Obrazek

...miejsce mi się spodobało. Po formalnościach, ba właściciel nie chciał nawet mnie spisać, dał mi mapkę, tej akurat nie miałem, więc się przydała, szybki prysznic i dalej w drogę ku klasztorom. I nagle jest, pojawia się za skał...to pierwszy z nich - Agia Triada (św. Trójcy), ale jest też znak, że trochę dalej jest Agios Stephanos, więc idę najpierw tam, a Agia Triada odwiedzę wracając...

Agios Stephanos (św. Stefana), powstał w 1192 roku. Jest to klasztor żeński i z tego, co podają różne źródła klasztor bardzo dobrze funkcjonuje. Niestety klasztor był zamknięty, więc tylko kilka fotek, podziwianie klasztoru z różnych stron np:

Obrazek

...i dalej w drogę, tym razem do klasztoru Agia Triada. Ten akurat zdecydowałem się zwiedzić. Bilet wstępu- 2 euro. Przy wejściu każdy dostaje stosowny strój, w końcu to klasztor, więc wszelkie spodenki, sukienki muszą zostać schowane...w Meteorach zdecydowałem zwiedzić się tylko jeden klasztor, a to dlatego, że wnętrza są podobne - ikony, ikonostasy, że zwiedzając więcej i tak nie wiedziałbym i nie pamiętał, co i w którym się znajduje - wolałem podziwiać widoki zewnętrzne a te zapierały dech...

...z Agia Triada krótki spacer, podziwiam widoki, gdzie niegdzie zza skał to wynurza się, to chowa Kalambaka:

Obrazek

...ale spacer daje się nieco we znaki, grecki słońce dogrzewa, więc pora na chwilę odpoczynku, oczywiście na skałce. Jakieś towarzystwo robi sobie piknik - proszą mnie o zrobienie fotki, oczywiście nia ma sprawy. Pada też "where are you from?" a zaraz potem "Sveika kaip sekasi?" z mojej strony a od nich "Cześć, jak leci?". Odpowiadamy sobie "Gerai" oraz "Dobrze" :lol: ...oczywiście, to Litwini. Przy wejściu na skałę widziałem samochód na litewskich blachach i pomyślałem wtedy sobie, że ktoś przebył niezłą podróż a za chwili właśnie z nimi piłem piwko (litewskie!!!), zajadałem salami...ale czas gonił i trzeba było ruszać w drogę, jeszcze tylko kilka zdjęć, jakieś "good luck" i każdy dalej w swoją stronę - oni akurat rozpoczęli wyprawę z drugiej strony...

...po drodze niesamowite widoki, na horyzoncie ukazują się dwa klasztory:

Obrazek

rzut oka na mapę i wiem, to Roussanou i Agios Georgios. Właśnie Roussanou to kolejny cel spaceru - klasztor św. Barbary. To chyba dla mnie najbardziej "meteoryczny" z klasztorów. Jakby najbardziej był zawieszony na skale i sięgał nieba:

Obrazek

...do roku 1897 można było wejść tam tylko drabinami, później dobudowano mostki przez co miejsce nieco straciło swój majestat, stało się jakby obniżono to miejsce. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych klasztorów w Meteorach, niewielki, a taki "klimatyczny"...

...jednak spacer trwa nadal, zmęczenie powoli daje w kość, a tu przede mną widoki na dwa największe klasztory. Pierwszy z nich to Varlaam (św. Varłaama):

Obrazek

Zbudowany na skale o wysokości 373m. Pierwszy przybył tam mnich Varłaam, ale obecny kształt to zasługa braci Nektariosa i Teofanisa. Najpierw wejście do klasztoru możliwe było po specjalnych rusztowaniach, potem po sznurowanych drabinach - sport ekstremalny? Pewnie tak, na pytanie, jak długo taka linia wytrzyma, odpowiadano, że dopóki się nie zerwie...dopiero na początku XX wieku wycięto stopnie...

...a na sam koniec spaceru, Wielki Meteoron, czyli klasztor Metamorphosis (Przemienienia), wzniesiony na skale o wysokości 613m, to jedna z najwyższych w tej okolicy, stąd pewnie taka majestatyczna. Do klasztoru prowadzi 115 schodków, choć można dostać się nieco inaczej, np tak:

Obrazek

nie wiem, czy ja bym tak chciał, pewnie jazda robi niesamowite wrażenie, ale...może jako towar w skrzynce zgodziłbym się na taki rodzaj dostanie się do/ z klasztoru... :wink:

...a, że pora robiła się późna więc trzeba było wracać do pensjonatu, wszak przede mną kolejne miejsca, więc odpoczynek był potrzebny. W drodze powrotnej oczywiście podziwianie widoków a gdzieś przed samym pensjonatem pogoniły mnie psy, a ja panicznie boję się psów...na szczęście udało się schronić w pensjonacie. Fakt kiedyś mnie pogryzł pies - w zasadzie to mały piesek...ale trauma została...

Warunki w pensjonacie były dobre - więc kolacja, prysznic i spać...jutro nowy dzień, jutro Olimp...

PS wszelkie dane, które podałem pochodzą z książki"Meteory" T. Provatakisa...

PS 2 wiem od różnych osób, że można załatwić nocleg w klasztorach za symboliczną opłatą, ale tego nie wypróbowałem na własnej skórze...ponadto, gdzieś później ktoś mówił mi, że jacyś turyści tak żarliwie się modlili, że mnisi zaprosili ich do siebie, na nocleg, strawę....
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:18 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 25.08.2007 15:33

W niesamowite miejsce Lutalicę zaniosło! :D :D :D
To miejsce, gdzie też bym chciała kiedyś zawędrować - od dawna już robi na mnie wrażenie.

Rob! Ciekawe połączenie tego, co w książce, z własnym doświadczeniem.
Z przyjemnością przeczytałam i obejrzałam. Tak trzymać. :!:
Czekam na więcej. :)

Pozdrav
Jola
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 26.08.2007 10:06

OLIMP - cz. I - "Próba charakteru"

Po nocce spędzonej w komfortowych warunkach w pensjonacie, rano szybko pobudka i w dalszą drogę. Jednak zacząłem za dużo myśleć o tych pieskach, które mnie dzień wcześniej pogoniły. Postanowiłem zapytać na recepcji, czy te pieski są groźne, ot tak dla poprawy własnego samopoczucia. Recepcja zaspana (było coś ok. 6 rano), ale brat szefa mówi mi, że jak nie idę w górę, to spoko - a przecież dzień wcześniej szedłem właśnie pod górkę...trochę się uspokoiłem, tym bardziej, że po opuszczeniu pensjonatu ani śladu po pieskach - pomyślałem, że pewnie spały...i spokojnie schodziłem sobie do Kalambaki (to w sumie dosyć długi 5-km spacer) a tu nagle zza zakrętu wyskakuje...horda wczorajszych piesków. No to myślę sobie, ładnie...ale facet to facet, idę, a pieski...w długą!!! Hehehe, pierwsza próba sił dziś na moją korzyść...potem już bez przygód dochodzę do miasta, jakieś szybkie śniadanie - bułka i czekolada (bananów zamiast czekolady nie znalazłem :wink: ...) i na dworzec na pociąg do Litohoro. Akurat było to bezpośrednie połączenie...bilet za ok. 5 euro. Gdzieś przysiada się para i siada naprzeciwko mnie- rozmawiają z sobą po...polsku. Uśmiecham się i już wiedzą, że to rodak... :D . Zamieniamy kilka słów. Dowiaduję się, że są nad morzem, mają prywatną kwaterę po 12 euro znalezioną przez internet. A jadą sobie do Salonik, informuję ich co warto zobaczyć i zostawiam, bo już widzę "moje" Litohoro...wysiadam z pociągu a tam jakiś Grek trąbi na mnie (raczej do mnie...), żeby wsiadał do jego wozu...nie odmawiam, bo od stacji do miasteczka jest dobre 5 km. Kolejne 5 km w nogach...oj, co za dużo to niezdrowo, zwłaszcza, że to będzie naprawdę ciężki dzień, co wtedy jeszcze nie było dla mnie takie oczywiste. No, jest też opcja, żeby ze stacji podjechać autobusem (jeżdżą często na trasie Litohoro-Katerini), ale nawet w tej opcji trzeba kawałek przejść...po kilku minutach jestem w Litohoro. Kierowcy grzecznie mówię "Efcharisto" i ruszam za zakupy - na dole ceny niższe niż u góry, więc postanowiłem kupić sobie jakieś napoje, jogurty, pieczywo...samo Litohoro nie robi jakieś wielkiego wrażenia, ot placyk a w zasadzie rondo, cerkiew, takie miasteczko...potem szukanie szlaku E4. Kto jak kto, ale policjant wie na pewno, oczywiście powiedział co i jak i ruszam...w porównaniu do wycieczki sprzed 5 lat, gdy podjechaliśmy taxi do Prionii (cena była grubo ponad 20 euro), tym razem postanowiłem przejść odcinek Litohoro-Prionia na własnych nogach. Tym bardziej, że z literatury wiedziałem, że to malownicza trasa...jednak nie przypuszczałem, że tak męcząca. To nie to, że trudna, bo nie jest, ale to trasa wzdłuż kanionu rzeki Epineas. Idzie się raz w górę, potem schodzi i znów to samo...nogi pracują na pełnych obrotach. Ale trasa niezwykle malownicza i warto nią przejść...i pooglądać np takie widoki:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...i na tym szlaku spotkała mnie duża niespodzianka. Gdzieś po godzinie spaceru przy jednym z mostków słyszę odgłosy i polską mową. Potem na horyzoncie pojawiają się osoby poznane...w autobusie z lotniska do centrum Salonik. Oczywiście uśmiechamy się na swój widok. Akurat Beata, Konrad i ich 2-letni synek Mikołaj zrobili sobie przerwę. Zatrzymuję się i ja z nimi...trochę odpoczynku się przyda. Konrad ma szczegółowy rozpis trasy, nie wiem, gdzie to znalazł, ale podane wszystko jest dokładnie (ile km, ile czasu...ale po angielsku)...dyskutujemy o planach, o tym, kto jak spędził wcześniejsze dni i o planach na kolejne dni. Ustalamy, że postaramy się dojść do schroniska A na 2100m. Powoli ruszamy w trasę. Jestem dla nich pełen podziwu. Konrad z plecakiem o wadze 26 kg, Beata z nosidełkiem z Mikołajem w środku - jak mówi waży to razem ponad 16 kg. Co tam ja, z plecakiem o masie do 5 kg i reklamówką "wałówki" - śmieją się na jej widok i pytają się, gdzie tu supermarket... :lol: . W czasie spaceru wielokrotnie przechodzimy przez rzekę. Gdzie niegdzie mijamy turystów, ktoś robi sobie piknik nad rzeką...ale pewnie o kąpieli nie ma mowy. Woda choć czysta, to jednak diabelsko chłodna...Po ok. 2 godzinach dochodzimy do kapliczki. Mała, ale bardzo urokliwa. Obok źródełko, można napełnić butelki wodą...przyda się latarka, bo trochę tam ciemno - Konrad świetnie wyposażony, więc napełniamy butelki wodą...

Obrazek

Obrazek

Tu również chwilę odpoczywamy i za chwilę ruszamy dalej, stąd już blisko do ruin "starego" klasztoru św. Dionizosa wznoszącego się na wysokości 850m. (Gdzieś po drodze w mieście w Litohoro jest "nowy" klasztor Dionizosa... Jego wcześniejsza nazwa to Agia Triada (po Meteorach już wiem, że to św. Trójca...). Klasztor został założony w początkach XVI wieku przez św. Dionizosa. Klasztor odegrał istotną rolę w historii Grecji. Był miejsce ruchu oporu przeciwko wszelkim najeźdźcom np Turkom. Był też miejscem schronienia...Został zniszczony przez Turków w 1828 roku a dzieło zniszczenia zostało dokonane w 1943...do dziś pozostały jedynie północne i południowe skrzydło, wieża wejściowa i cześć cerkwi...cały kompleks klasztorny jest w remoncie i 5 lat temu i teraz ekipy remontowe uwijały się z robotą...

Obrazek

Obrazek

...po wizycie w klasztorze, rozstaję się z moimi towarzyszami podróży. Mikołaj zasnął na kolanach co znaczy, że Beata i Konrad nie mogą iść dalej. Mówią mi, że boją się, że nie dojdą tego dnia do schroniska A i proponują mi, abym szedł dalej sam...rozstajemy się, choć wiemy, że na pewno się spotkamy na szlaku...po dalszym marszu, dochodzę do Prionii. To taka restauracja, bardzo komercyjne miejsce.

Obrazek

Dojechać tam można samochodem, więc dużo "pikników"...ale zawiedzie się ten kto myśli, że z Pronii ujrzy Mytikas...hehehhe, trzeba trochę podjeść, aby zobaczyć "Góry"...W Pronii jest informacja, że na górze są braki wody, że butelka wody kosztuje 1,50 euro. Wodę też można nabrać w Prionii. Można też skorzystać z pomocy mułów, aby dostać się do schroniska A:

Obrazek
choć ten "mułek" akurat spogląda na tablicę Parku i patrzy, co mu wolno, a co nie...wiadomo, to Park, więc pewne reguły zachowania obowiązują wszystkich :wink: . Wyjątku nie robią...

a i muły też potrzebują wody:

Obrazek

...nabieram i ja wody i ruszam w trasę. Już wiem, że to tylko 2,5 godziny spaceru. Ale nogi zaczynają boleć i powoli odmawiają posłuszeństwa. Pora dnia robi się coraz późniejsza - jest po godzinie 16. Łapią mnie pierwsze skurcze. Nic dziwnego, dziś zrobiłem sporo kilometrów w górach...zaczynam więcej odpoczywać niż iść. Zaczynam modlić się o dodatkowe siły i walczę z samym z sobą. Po drodze wyprzedzają mnie inni, wiem, że idą do schroniska, więc przekazują im, żeby przekazali, że będzie nocować u nich jeszcze jedna osoba, ale przyjdzie późno...wreszcie po około 3,5 godzinach ukazuje się na horyzoncie schronisko...widać je, ale to wciąż kawał drogi pod górkę. Ale dobre tyle, że widać, gdzie iść...wreszcie dochodzę, ale nawet przed wejściem do budynku robię sobie przerwę. Po ok. 4 godzinach melduję się na recepcji schroniska A na wysokości 2100.

Obrazek

Obrazek

Tę próbę wygrałem, z samym sobą, własnym organizmem i własnymi słabościami. Po formalnościach jedyne o czym marzę, to jakiś prysznic, ale o tym nie ma mowy. Ograniczenia w używaniu wody - jest tylko zimna, ale i ta dla mnie wystarczy...przemywam się i czuję się lepiej. Później kolacja i okazało się, że obok siedzą...Polacy. To Mikołaj i Natalia z Nowego Targu. Pijemy ouzo, wino (ouzo ich przyniesione z dołu - wino moje kupione w schronisku po 3,5 euro za 0,5l). Rozmawiamy o planach, kto co chce zobaczyć i gdzie jutro wejść...o 22 gaszą światła i każdy idzie na swój nocleg. Podziwiam ich, że śpią w namiocie. Tam na wysokości jest stosunkowo zimno. Rano mówią mi, że zimno to nie problem, problem był pies, który szczekał im nad głową przez pół nocy...a ja spałem na sali wieloosobowej. Co ciekawe 5 lat temu, było tam niemal zupełnie pusto, teraz wszystkie miejsca niemal zajęte, fakt, przy kolacji na dwóch salach było tłoczno...z innych praktycznych informacji. Cena noclegu pozostała bez zmian - 10 euro. Ceny posiłków - śniadanie 4 euro (do wyboru kawa herbata, czekolada, kilka kromek chleba, dźemiki, miód...), coś na obiad też w podobnie cenie. Ogólnie drogo, ale jak na taką wysokość to ceny ok, zwłaszcza, że towary dostarczają tam wspomniane muły. Ba w cenniku podają, że za 35 euro i człowieka zwiozą w dół...w górę też pewnie zabiorą... :wink: . Atmosfera jest miła, towarzystwo międzynarodowe. Poznaję nawet Chorwatów, ale akurat oni mi podpadli...ale to już opowieść na kolejny dzień...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 18:22 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3458
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 26.08.2007 12:49

Dajesz czadu Rob :D
Z Meteorów też pamiętam tą linę co ją zmieniali jak się zerwała.
W schronisku A jak byłem to było całe stado psin, wszystkie bardzo przyjazne.
Dawaj dalej!
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 26.08.2007 13:40

Nooo... prawdziwy Lutalica! A twardy jak Scyzoryk! :D
Dawaj, dawaj!!!


Pozdrav
Jola
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 26.08.2007 14:07

Tak jest Robo ! :mrgreen: Dawaj dawaj i się nie opitalaj ! :devil: Foty przepiękne :hearts: I przygody fascynujące 8) - ja bym się już popłakała jakbym miała coś zobaczyć z góry :lol:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.08.2007 13:10

No cóż Rob... ktoś musiał być pierwszy z tymi Meteorami :D. Zdaje się, że to obowiązkowy punkt dla odwiedzających Grecję :D. Pogodę w Meteorach miałeś fantastyczną. My mieliśmy mniejszą przejrzystość powietrza i nie było aż tak dokładnie widać szczytów górskich po drugiej stronie doliny. Świetnie się czyta, świetnie jesteś przygotowany do pisania relacji.

Pozdrav :papa:

P.S. A Dimitrisów w Grecji jest pewno tylu co Janków w Polsce :D ;)
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 101323
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 27.08.2007 13:42

No cóż Leszku - RobCro na wyprzedził, wszystko pięknie opisał, czyli wykonał kawał dobrej roboty - chwała Mu, mnie pozostanie w relacji załączyć link do jego opisu Meteorów i uzupełnić kilkoma swoimi zdjęiami , które tez nie oddają piękna tego miejsca, w lecie widoczność ze względu na upały tam marna,
Meteory jednak warto zobaczyć, bo to cud natury i architektury.

Zdjęcie Meteorów zrobione w grudniu

Obrazek
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5529
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 27.08.2007 14:29

Nasi "Grecy" dają czadu - i dobrze,bo jest co poczytać i poogladać :D
:papa:
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 27.08.2007 17:25

Janusz Bajcer napisał(a): mnie pozostanie w relacji załączyć link do jego opisu Meteorów i uzupełnić kilkoma swoimi zdjęiami , które tez nie oddają piękna tego miejsca, w lecie widoczność ze względu na upały tam marna,
Meteory jednak warto zobaczyć, bo to cud natury i architektury.


Jestem głęboko wstrząśnięta 8O To naprawdę muszą być niebiańskie widoki nie do opisania przez zwykłych śmiertelników skoro nawet fotki Roba nie oddają piękna Meteorów . Ja oglądam je codziennie i nie mogę wyjść z podziwu za każdym razem :hearts: Dawno nie widziałam piękniejszych zdjęć - bo i miejsce wyjątkowe :D . Mam szczerą nadzieję że kiedyś będę mogła zobaczyć Meteory na własne oczy - na żywo :hearts: Tylko ... czy ja przeżyję w takim razie taki widok 8O :lool:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 2
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019