napisał(a) romuald22 » 23.05.2026 05:42
Byłem w życiu na bardzo wielu koncertach. W różnych miejscach Polski i za granicą. Kameralnych i potężnych. To co się mi przytrafiło na Śląskim na Metallice to przeżyłem pierwszy raz. Muzycznie wszystko OK, ale chodzi o bilety. Kupione natychmiast jak zaczęła się ich sprzedaż. Tanie nie były, a że cała najbliższa rodzina to 4. Pierwszym problemem było oznakowanie i jak trafić na właściwy sektor. Oczywiście pytałem obsługę gdzie mam iść. Jeden że w lewo, drugi że w prawo, trzeci że po schodach do góry. W końcu trafiłem. Tutaj zaczęły się jaja. Mam na bilecie jak byk rząd 49 i miejsca. Idę więc, ale rzędy kończą się na 40. Znowu powrót do obsługi, ale bezradnie wzruszają ramionami. No to super. Dobrze, że w ogóle nas wpuścili na stadion. Sieć przeciążona i telefon i internet nie działa. Okazało się, że nie jestem jedyny z tym problemem. Po interwencji pojawiła się jakaś pani która zaczęła rozlokowywać wkurzonych w inne miejsca. Udało się. Ale nerwów niespodziewanych było sporo. Ten elaborat to tak ku przestrodze co można w życiu spotkać.