Dzień drugi( a w sumie pierwszy pełny)
Drugiego dnia zorientowałem się dlaczego tak łatwo udało nam się zapakować do Yarisa gdyby nie gapiostwo o którym za moment napiszę to pewnie trzeba by było jechać większym samochodem, mianowicie wymyśliliśmy sobie że pierwszy dzień to będzie plażing, więc rano wstajemy zaczynamy się zbierać na plażę i.., nie spakowałem kąpielówek.
Na szczęście w Tucepi jak i we wszystkich możliwych miejscowościach w Chorwacji to nie jest problem i można spokojnie sobie kupić.
Plażing jak to plażing, nie ma co opisywać - opalanie, pływanie, opalanie, pływanie itd..., i z nudów podczas opalania puszczanie kaczek z kamieni lub tak ot po prostu rzucanie kamieni do wody.
Wytrzymaliśmy tak z 5 godz. na plaży i poszliśmy coś zjeść i tu zagadka co?. Dziecko już nie protestowało nt. piwa, ale na koniec razem z rachunkiem kelner przyniósł dla mnie i szwagra po rakiji a dla dziewczyn po jakimś ciastku. I znowu problem bo dziecko chciało spróbować i znowu musieliśmy tłumaczyć że to inny alkohol i nie dla dzieci (tym razem już spokojnie bez płaczu).
Później przyszedł czas na dalsze zwiedzanie Tucepi, tu niestety nie mam jakoś ciekawych zdjęć, ale z bazy zdjęć tego forum to pewnie google by mogło street view utworzyć.
Poszliśmy jak to nazwał Jędrula do prawego Tucepi, więc z najważniejszych miejsc to znajdują się tam 2 place zabaw, jeden zaraz na początku i drugi w okolicach środka, przy czym przy drugim są też trampoliny ale dodatkowo płatne.Poza tym oczywiście sklepiki z odzieżą i akcesoriami plażowymi,pamiątkami, knajpki i hotele.
Zwiedzanie zakończyliśmy w marinie słuchając jak fish picnic wpływa aby zacumować. Trzeba przyznać że w życiu bym się nie spodziewał iż po przebyciu 1600 km, zamiast słuchać szumu fal to całe Tucepi (bo echo się niosło że my najpierw szukaliśmy jakiegoś samochodu który gdzieś podjechał z rozkręconym na full radiem), będzie słuchało "Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie".
Byliśmy tak zaskoczeni i zaoferowani tym faktem że nawet żadnego filmiku ani zdjęcia nie zrobiliśmy, ale zapamiętałem wygląd tego statku, później widziałem taki sam parę razy i musiał być to "Makarski Jadran".
Wieczorem po przyjściu do apartamentu stwierdziliśmy że przesadziliśmy z opalaniem bo każdego oprócz małej która była wysmarowana kremem coś piekło, i jak tak dalej będzie grzało to będziemy wyglądać jak murzyni