Moja historyjka

:
Pierwsze auto w rodzinie to Syrena 105 (dźwignia zmiany biegów w kierownicy). Dwójka z reguły nie wchodziła, więc z jedynki trzeba było przerzucić od razu na trójkę. Po kilku latach jedynka się "wyłamała" więc (dwójka z reguły nie wchodziła

) trzeba było ruszać z trójki. Gaz w podłogę, chmura dymu, rura i ..... pyrpyrpyr (najgorsze było ruszanie ze świateł pod górkę

). Każdy wyjazd do rodziny kończył się ustawianiem zapłonu przy pomocy lampy stroboskopowej (wtedy nie wiedziałem co to jest, ale fajnie było się przyglądać jak miga

)
Pierwszym moim własnym pojazdem silnikowym był Romet Ogar 205 (nówka) kupiony przez dziadków jak tylko zrobiłem kartę motorowerową. Zmieniłem zębatkę na mniejszą (od komara) i "leciał" 55 km/h, ale jak kogoś chciałem przewieźć (np babcię) to trzeba było się odepchnąć żeby ruszył
W czasie gdy robiłem prawo jazdy, mieliśmy w domu dwa auta - zaporożec oraz polonez 1,6 (nówka na talon

). Zaporożec miał być docelowo mój, lecz rdza zjadła prawie całe podwozie (silniczek chodził pięknie, prawie jak w garbusie .......

).
Zaporożca nie dostałem (poszedł do ludzi), a na utrzymanie (serwisowanie itp) poloneza nie było mnie (niepracującego ucznia) stać. Kupiłem od wujka Jawę CeZet 350 1982r (do dzisiaj na chodzie, chociaż lakier był wymieniany dwukrotnie

). Zbiornik paliwa (9 litrów !!!) opróżnia się po niecałych 100 km

- wujek mechanik rozwiercił cylindry

(sprzęt przyśpiesza dość żwawo i niejeden na nowszym jednośladzie zostaje w tyle na światłach

).
Jak założyłem rodzinę to niezbędne stały się 4 kółka - dostałem od rodziców Cinquecento 700 (kupione/wylosowane jeszcze w AutoTak - pamięta ktoś te systemy argentyńskie?

)
Po trzech latach (jak urodził się szkrab) sprzedałem CC i kupiłem Mondeo 1,6 kombi LPG 1998r. Od tego czasu mam przekonanie, że "gaz to zło"

. Auto duże, pojemne, wygodne, byle nie ten gaz!!!. Sprzedałem, i kupiłem Toyotę Corollę 1,4 2003r. Mam ją do dzisiaj i serce mi sie kraje jak żona napomina o sprzedaży - auto jak dla mnie NIEDOZAJECHANIA (żona chce RAV4, a ja też trochę tęsknię za większym bagażnikiem na dalsze wyjazdy - zwłaszcza, że kolejne "małe" w drodze

).
Jednak i tak najlepsze auto jakiem miałem (i mam) to samochód służbowy
