12 września, środa c.d.Wyjeżdżamy z Plakes w kierunku północnym, wąziutką dróżką, taką na jeden samochód

. Po drodze napotykamy kolejną kapliczkę, ta też jest bardzo duża i bardzo ładnie utrzymana.

Właściciel jest chyba bardzo religijny

, całą okolicę obmalował błękitnymi albo białymi krzyżykami

. W takim miejscu jednak jeszcze krzyży nie widzieliśmy


Po niedługiej chwili już jesteśmy nad brzegiem morza, konkretnie zatoki. W sporej zatoczce znajduje się bardzo popularna plaża Milos –
Plathiena. O tej porze dnia i przy takiej pogodzie jest tu bardzo dużo ludzi

Ponieważ część była... hmm.. niekompletnie ubrana

nie chcieliśmy robić tu zdjęć, Małgosia pstryknęła tylko to jedno, z samochodu.

Zostać tu i tak nie mieliśmy zamiaru, ale miejsce rzeczywiście było ładne, plaża ocieniona nie tylko parasolkami ale też tamaryszkami, zacienione miejsca na samochód... ale za dużo ludzi i ta droga tuż przy plaży

.
Rzut oka w drugą stronę – Kastro górujące nad Plaką

Może kilometr za Plathieną znajduje się jeszcze jedna mini wioska rybacka,
Fourkovouni. Droga wylana betonem, stromo tu od górę, potem jeszcze bardziej stromo w dół

. Tak stromo, że tuż przed nią, za ostatnim zakrętem ostro daję po hamulcach w obawie czy damy radę potem podjechać... Na wstecznym wycofuję do zatoczki na zakręcie przypalając przy tym nieco sprzęgło

, oj, zaśmierdziało

. Ten zapach towarzyszył nam jeszcze chwilami nawet następnego dnia...
Na zdjęciach kompletnie nie widać tego nachylenia

.

A sama wioska i okolica, całkiem ładna

.



Skała obudowana dookoła, z jednej strony garaż na łódkę, z drugiej, mieszkanko dla rybaka



Kawałek za Fourkovouni jest jeszcze jedna tego typu wioseczka, Areti. Tam nie ma już nawet betonu

, w obawie o stan naszego pojazdu odpuszczamy...