napisał(a) Franz » 24.11.2021 23:43
Zaczynamy się niecierpliwić - Bea już jest gotowa się poddać i zawrócić do samochodu, ale mnie to nie daje spokoju. Jak to jest możliwe, że nie ma szlaku, skoro szlak jest! To znaczy... musi być... Bea odnotuje później, iż "Wojtek był w takim stanie, że wolałam się nie odzywać, bo on był gotów sam ten szlak namalować, żeby tylko udowodnić jego istnienie"... Wreszcie w którymś momencie jest! Jest szlak! Uff, co za ulga... Uradowani ruszamy nim, by po kilkuset metrach się zorientować, że on prowadzi nas... z powrotem do punktu wyjścia...