Ciekawa dyskusja. Mam wrażenie, że w Chorwacji różnica w cenach jest mniej „kraj vs kraj”, a bardziej „promenada vs dwie ulice dalej”. Kilka rzeczy, które u nas działają, żeby nie płacić stawek z Vrsaru czy spod Plitwic:
– marenda / gablec – w Dalmacji sporo konob w południe ma tańsze dania dnia (gulasz, brudet, pašticada), często nawet o połowę taniej niż wieczorne menu. Szukać kartki przy wejściu albo pytać kelnera.
– ryba na wagę – zawsze pytać o cenę za kilogram i ile waży ta konkretna, zanim trafi na grill. Najwięcej „szoków” przy rachunku jest właśnie stąd.
– pekara zamiast kawiarni na śniadanie – burek, kifle, jogurt; śniadanie dla rodziny za ułamek ceny śniadania w restauracji.
– zakupy w dużych marketach (Lidl, Kaufland, Konzum/Studenac w większych formatach) zamiast w małych sklepikach przy plaży – różnica bywa spora.
– knajpy, gdzie siedzą miejscowi – menu tylko po chorwacku albo krótka karta to zwykle dobry znak.
Zgadzam się, że w topowych miejscówkach (Plitwice, Dubrownik, część Istrii) ceny odleciały. Ale w środkowej Dalmacji poza promenadami da się jeszcze zjeść normalnie – tylko trzeba odejść te 200 metrów od morza

.png)
.png)
.png)