Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Gdzie wampir mówi dobranoc - Rumunia 2006-2007

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006
Gdzie wampir mówi dobranoc - Rumunia 2006-2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 30.01.2009 18:35

To były dwa stosunkowo krótkie wypady do Rumunii, ale wystarczyły, by się zauroczyć. Urok rzucony przez Rumunię polaga na ciągłym niedosycie i tęsknocie. Cóż, taki właśnie jest urok uroków...

GDZIE WAMPIR MÓWI DOBRANOC
maj 2006


Transylwania oczywiście kojarzy się z Draculą, i ja też ją zobaczyłam w wampirycznym kontekście, oglądając taki sobie film Copppoli. Sam film nieszczególnie mnie zachwycił, ale jedna scena zauroczyła: Prawnik Harker jedzie przez Transylwanię zieloną, dziką, górzystą; zanim dotrze do miejsca przeznaczenia zatrzymuje się w jakiejś wiosce, gdzie podejmują go serdeczni gospodarze. Na tyle to było barwne i intrygujące, że przemknęła mi myśl: a jakby tam pojechać?

Obrazek

Rumunia ma wprawdzie w Polsce złą sławę: brudno, biednie, niebezpiecznie. Jak wiadomo jednak stereotypy często są dosyć odległe od rzeczywistości. Pamiętam Rumunię z nocnego przejazdu sprzed paru lat, kiedy jechaliśmy do Bułgarii: piękna architektura w zaniedbanych miastach: ciepło, tajemniczo i kusząco. Z drugiej strony słyszałam opowieści ludzi gór o karpackich szlakach: jak pięknie, dziko i ekscytująco. Wiele pytajników, które ciągnęły jak magnes - zobaczyć na własne oczy, poznać ten kawałek ziemi, ludzi, góry, wioski i miasta. Od pomyślunku do decyzji droga niedaleka, zwłaszcza, że i okazja się nadarzyła - wycieczka w Karpaty Południowe w czerwcowy weekend bożociałowy. Jeden telefon do Basi wystarczył, aby i ona się zdecydowała. W programie wyjazdu główną atrakcją były góry, a przy okazji zwiedzanie; my nieco przesunęłyśmy akcent planując własną wersję wydarzeń - zwiedzanie, a przy okazji góry. Poniekąd zmusiły nas do tego okoliczności, bo Basia miała mocno kontuzjowaną rękę, wszelkie forsowne wspinaczki więc odpadały, a ja jako wierna siostra nie ostawiłabym jej samej.

W DRODZE
13-14.06.2006


W dniu wyjazdu ruszyliśmy o 20/15. Pojechaliśmy przez Leluchów, Presov, Węgry, noc minęła szybko. Na granicy rumuńskiej byliśmy o świcie, o 5 rano, a w nowej strefie czasowej przesunęłą się od razu na 6. Już nie było mowy o jakichkolwiek drzemkach, bo zrobiło się zbyt ciekawie, aby cokolwiek przespać.
Pierwsze wrażenie: szaro, socrealistycznie, dużo rowerów i dresów. Ale to tylko przedmieścia Oradei. Wbrew pozorom jest to stare, historyczne miasto. Oradea czyli Wielki Wearadyn była stolicą średniowiecznego księstwa Bikar i rangę uzyskało już w 1093r, gdy książę Władysław Święty założył tu biskupstwo. Niestety, nie ma czasu rzucić okiem na stare miasto, jesteśmy tu tylko przejazdem, jedziemy przez most na Cisul Rapeda i podążamy w kierunku Cluj Napocea. Po drodze mijamy saskie wioski w zwartej zabudowie, domki kryte piękną wypalaną dachówką, okna przysłonięte drewnianymi okiennicami.

Obrazek

Czasem wleczemy się za konnym zaprzęgiem, których tu co niemiara. Krajobraz robi się coraz ciekawszy - wyłaniają się górki na dalszych planach, nieco podobne do naszych Beskidów. Uwagę zwracają cerkwie i cerkiewki. Kopulaste, z pięknymi freskami, budowane na charakterystycznym planie.

Obrazek

Na przedmieściach miast pysznią się siedziby arystokracji cygańskiej: pałace kapiące od przepychu i zdobień; wieżyczki, sztukaterie, rzeźby, wykusze, złotka, koronki. W okolicy ortodoksyjni Cyganie w tradycyjnych, bogato zdobionych strojach. Widać też jednak i biedotę cygańską - domki za wsią, koniecznie nad wodą; małe, biedne, zaniedbane, i ich mieszkańcy też są odlegli od swych pałacowych krewniaków (wyraźne, nieprzenikające się kasty). Widać, że tutejsi Cyganie raczej się nie asymilują z Rumunami.

Obrazek

Atrakcją dla nas jest spotkany tabor - jadą wozy kolorowe... W Polsce już o tym można tylko pomarzyć, a namiastką jest jeden tabor o wymiarze sentymentalnym, raczej muzealny niż autentyczny ruszający w lecie z Tarnowa... Rumunia, to jednak nie Romowie, a stara kultura śródziemnomorska. W większości miast jest nawet rzymski akcent - wilczyca karmiąca Romusa i Romulusa. No i ten język co chwilę pobrzękujący łaciną.

Obrazek

Cluj Napocea czyli Kolożwar też mijamy tylko przejazdem. Szkoda, ze nie ma czasu na chwilę wysiąść, bo historia tego miejsca jest imponują, sięga 124r.ne, gdy Napocea stała się rzymską kolonią i otrzymała za Marka Aureliusza status miasta, Dlatego też w latach 70 XXw. do obecnej nazwy Cluj (zamknięty wśród wzgórz) dodano rzymskie Napocea. Byłoby tu co zwiedzać - rynek, a przy nim kamienice i pałace z renesansowymi dziedzińcami, cytadela na wzgórzu, fara, synagoga w mauretańskim stylu i wiele innych, ale to zobaczymy może innym razem... Teraz czekają Karpaty. Po drodze mijamy jeszcze Targu Mures, mające ongis też znaczą rangę jako targ dla Doliny rzeki Mures.

SIGHISOARA

Obrazek

Wreszcie dłuższy postój - Sighisoara. Zanim zaczęliśmy zwiedzać konieczna była wymiana pieniędzy: euro na leje. Wydano nam w banknotach starych i nowych, niedawno tu bowiem była denominacja. Rachunki jednak nie były trudne- w przypadku starych lei trzeba było tylko odjąć 4 zera, a wartość 1 nowej lei była zbliżona do złotówki, więc łatwo było stwierdzić, czy coś jest tanie, czy drogie. Po atrakcjach kantorowych, można się było oddać atrakcjom historycznym.

Obrazek

Górne miasto widoczne jest jak na dłoni - cytadela, ale nie groźna, jakaś taka przyjazna, zapraszająca, kolorowa. Nic dziwnego, że w przewodnikach piszą, że to miejsce ma w sobie jakąś magię. Dawniej mieszkali tu sobie spokojnie sascy rzemieślnicy, gdy pewnego razu zaczęła im zagrażać turecka nawałnica. Wzniesiono więc mury obronne wokół wzgórza, a i dolne miasto obwarowano.

Obrazek

Działo się to w XVw. Ponieważ rzemieślnicy byli ludźmi praktycznymi, na górze wykopali 8 studzien, aby w razie oblężenia mieć dostęp do wody. Do XVIIw. było tu spokojnie i hermetycznie, nikt pochodzenia innego niż saskie nie mógł tu zamieszkać. Potem historia powyczyniała swoje zwyczajowe harce: coś spłonęło, coś rozgrabiono, coś przestało być jak było. Dopiero w XIXw. znów zapanował względny spokój. Do dziś jedynie cytadela zachowała swój średniowieczny charakter. Tam też ruszyliśmy.


Obrazek

Po drodze na wzgórze mijamy staruszkę z kotem, siedzącą na przyzbie swojego domku. Jak strażniczka grodu uważnie obserwuje spieszących turystów. Zagadnięta pożaliła się na ból rannej ręki i pochwaliła ślicznym kocurkiem. Jesteśmy dla niej mgnieniem, ale dla mnie już jest gospodynią, która uchyla wrota Rumunii. Minęłyśmy więc te wrota; bramę prowadzącą do grodu. Stamtąd wspaniale widać szczegóły wieży zegarowej - symbolu miasta. Budowla została wzniesiona w XIVw, pełniła wtedy funkcję ratusza i dogodnego punktu obserwacyjnego. Charakterystyczny zegar został wykonany w XVIIw przez Jana Kirschala. Skomplikowany mechanizm porusza wieloma alegorycznymi figurami, jest tam: Dobosz, Prawo, Sprawiedliwość, Pokój, Kat, Anioły dnia i nocy. Mechanizm zegara i panoramę miasta można zobaczyć z wieży, ale czas gonił nas, więc czasu dla zegara nam nie stało. Za to koniecznie, koniecznie zatrzymaliśmy się przed domem Drakuli - najprawdopodobniej właśnie w tym domu urodził się Vlad Tepes, który zasłynął złą sławą wampira. Ciekawe komu zależało, aby Tepes zyskał taką sławę? On swoich wrogów na pal, a oni mu psuli opinię. Jak pokazują dzieje, działania propagandowe są trwałe i nader skuteczne. O czym nasi współcześni władycy też chyba dobrze wiedzą. Jednak chyba nikt nie poszczyci się taką trwałością uszkodzenia czyjegoś wizerunku. A Drakula wiecznie żywy. Dzięki niemu obecni mieszkańcy mogą sprzedawać gadżety z jego wizerunkiem wysysając z turystów mamonę.

Obrazek

Turystów tu zresztą mnóstwo, a wszyscy podążają jednym szlakiem - drewnianymi schodami na szczyt. To znowu ci bardzo praktyczni i troskliwi mieszczanie zadbali, aby w razie niepogody uczniowie i nauczycieli mogli dotrzeć suchą stopą do położonej na samej górze szkoły; wspinali się wtedy po 300 stopniach drewnianych, zadaszonych schodach, obecnie jest ich tylko 175, ale i tak robią wrażenie.

Obrazek

Docieramy więc na wzgórze (425mnpm) i możemy podziwiać najcenniejszą budowlę - kościół na wzgórzu. Obok jest piękny, tarasowy cmentarz, gdzie spokojnie trwają nagrobki dobrych, saskich mieszczan. Tu kończymy zwiedzanie, najwyższy czas na sjestę.

Obrazek

Z ulgą siadamy pod parasolem, zamawiamy cappucino (delicje!) i kruche ciasteczka z czekoladą. Szybko znajdują nas Cyganiątka - polskie cukierki bardzo przypadają im do gustu, zaczynają się ogólnie przyjaźnić, chętnie pozują do zdjęć. Sielankę przerywa długowłosy młodzieniec o łagodnym spojrzeniu, który wygania dzieci; nie na długo jednak. I taki rytuał powtarza się parokrotnie, nikt nie denerwuje się jednak, nie krzyczy, nie bluzga. Szkoda, ze już musimy iść, ale do celu mamy jeszcze trochę kilometrów.

HOTEL

Znów jedziemy. Po drodze mijamy Brasov, który robi na nas dosyć przygnębiające wrażenie (bardzo mylne, jak się potem okaże). Widać już Karpaty - trochę zachmurzone, ale piękne w swoim majestacie. To pnąc się po serpentynach, to opadając dojeżdżamy do przełęczy Predeal i do naszego hotelu Carpatia. Hotel dwugwiazdkowy, pamiętający najlepsze czasy socjalizmu, ale na przyzwoitym poziomie - łóżka wygodne, ciepła woda w prysznicu, jest nawet TV z wieloma kanałami, gdzie ze szczególną lubością oglądamy programy z muzyką disco-romańsko. Kolacja, a właściwie obiaokolacja nie powala nas z nóg. Owszem, prażony ser na przystawkę jest dobry, tudzież grilowany kawałek wieprzowiny, ale już puree z proszku ziemniaczanego raczej ohydne. Pięć listków sałaty z kawałkami pomidora to też nieco mało jak na sałatkę. Jak później się okazało, to był standardowy posiłek, który z lekkimi modyfikacjami serwowano nam codziennie. Bardzo łaknęłyśmy czegoś ciepłego do picia, wybrałyśmy się więc na wieczorny spacer. Kawy nie było jednak gdzie się napić, zrobiłyśmy tylko zakupy: chleb, przepyszny ser - kaszkawał, i esencjonalny sok gruszkowy. W sumie byłyśmy po podróży mocno zmęczone, padłwszy więc do łóżek zapadłyśmy w głęboki sen zbierając siły na dzień następny, już górski.
Ostatnio edytowano 30.01.2009 19:32 przez Jo_Anna, łącznie edytowano 1 raz
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45312
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 30.01.2009 18:55

Jo_Anna napisał(a):...koniecznie zatrzymaliśmy się przed domem Drakuli - najprawdopodobniej właśnie w tym domu urodził się Vlad Tepes, który zasłynął złą sławą wampira. Dzięki niemu obecni mieszkańcy mogą sprzedawać gadżety z jego wizerunkiem wysysając z turystów mamonę.

Obrazek

8O
Dobre...
a to ja
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4755
Dołączył(a): 18.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) a to ja » 30.01.2009 19:17

[tu powinna być wklejona fotka cytowana przez JacYamahę]

Knajpa jak z filmu "Od zmierzchu do świtu"?

:oczko_usmiech:

Nie znam uroków "zauraczającej" Rumunii.
Dlatego fajnie, że chciałaś o niej napisać.
Takie osobiste pisanie jest dużo, dużo ciekawsze od przewodnika :)

Pozdraviam
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 30.01.2009 19:36

Jo_Anna ciekawa relacja, czekam na następny, tym razem górski dzień. :wink:
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10869
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 30.01.2009 19:38

Cieszę się, że tak szybko zaczęłaś pisać swoją drugą relację, Jo_anno :)
Rumunię pamiętam z dzieciństwa, jak przez mgłę. Był rok 1989 (miałam 8 lat :wink:) i jechaliśmy z rodzicami samochodem przez Rumunię na wakacje do Bułgarii. Przypominają mi się biedne rumuńskie wioski (w jednej z nich mama kupiła mi śliczną haftowaną bluzkę), goniące za nami dzieci i biedni, ale bardzo sympatyczni ludzie. Z tym ubóstwem kontrastowały eleganckie (już wtedy :!:) sklepy na głównej ulicy w Bukareszcie i wspaniałe hotele na rumuńskim wybrzeżu (miejscowości Konstanca i Mamaia). Do dzisiaj pamiętam to zderzenie dwóch różnych światów, które często jest udziałem państw położonych na wschód od Polski. Kraj ten zrobił już wtedy na mnie wrażenie swoimi niesamowitymi krajobrazami. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się spełnić marzenia o poznawaniu Rumunii. A póki co, chętnie sobie poczytam Twoje wspomnienia, bo już wiem, że będzie bardzo ciekawie :)

Pozdrawiam :papa:
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 94115
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 30.01.2009 20:03

No i jest Dracula :wink:
Tak jak poprzednicy , czekam na ulubiony C.D. :lol:
Stela
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 852
Dołączył(a): 02.07.2002

Nieprzeczytany postnapisał(a) Stela » 30.01.2009 21:04

Suuuuper- czekam na ciąg dalszy
Ania W
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1991
Dołączył(a): 29.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ania W » 30.01.2009 21:04

Ja również bardzo się ciszę, że piszesz te piękne wspomnienia z urokliwej Rumunii. Już śledzę z niecierpliwością dalszy ciąg.

I znowu Maslinko mamy podobne przejścia, odczucia. :-)
maslinka napisał(a):Rumunię pamiętam z dzieciństwa, jak przez mgłę. Był rok.......


Spędzałam wakacje z rodzicami 1980 w kurorcie Constanca. Byłam małym dzieckiem, miałam wtedy 7lat. I podobnie jak Ty zwróciłam uwagę, że z jednej strony są dość bogate sklepy, hotele, a z drugiej bieda. Jadąc autem mijaliśmy wioski,a na parkingach oblegały nas dzieci prosząc o cukierki. Utkwiły mi w głowie jeszcze wielkie pola kukurydzy, wyschnięte rzeki i lunapark nad morzem. Niesamowicie inne życie jak w Polsce, ale to mi się podobało.
Mama kupiła sobie i mi pięknie haftowane bluzki. I wyobraź sobie, że mam je do dzisiaj i czasem latem ubieram. :-)
Kiedy wróciliśmy do kraju, do Wrocławia usłyszeliśmy o wypadkach sierpniowych, o strajkach w stoczni. Pamiętam jak rodzice byli przerażeni, a z drugiej strony podekscytowani, że może w końcu Polska stanie się wolna....

Jo_Anno kolejna podróż, dla mnie jakże sentymentalna.
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 30.01.2009 23:18

Słyszę skrzypienie starych drzwi, powoli uchylają się i coraz więcej widać za nimi nowy, nieznany kraj. No, może nie całkiem nieznany - wracają wspomnienia Władysława Krygowskiego z czasów internowania w 1939 r.
Karpaty, Wołosi - ale przecież to nie wszystko, co by się chciało wiedzieć o Rumunii.
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 30.01.2009 23:55


idealna mikstura tekstu i fotosków..
czekamy...
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 31.01.2009 03:51

Jo_Anno,

Tyż czytam :D ...

Pozdrawiam,

PAP
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 31.01.2009 09:09

Serdecznie witam w na moich rumuńskich ścieżkach tak zacną ekipę:) :) :)

JacYamaha, a to ja - ta knajpka miała mało z klimaciku grozy - jasno, krzykliwie, turystyczne, ale... może to właśnie tak pozory miały mylić? ;)

krakuscity - Góry będą, a jakże, aczkolwiek będzie się musiało obejść bez szczytowania. Jej, teraz sobie uświadomiłam, że to jakieś moje rumuńskie fatum - te szczyty ;) Ale nie uprzedzajmy wypadków ;)

maslinka Życzę Ci więc wielu pozytywnych emocji przy odkrywaniu Rumunii, chociaż teraz to już pewnie inny kraj, niż wtedy. O czym świadczą ceny tych pięknych bluzek - nadal są do kupienia, ale jakim kosztem! ;)

Janusz Bajcer Bez Drakuli by się nie obeszło! ;) No i bez Twojej motywacji też ;)

Anjas - tez pamiętam wakacje z rodzicami i te dreszcze i podekscytowanie sierpniem. A byliśmy wtedy w Łebie - całkiem blisko) i dalsze - wojenne.

Iwona_PB :) CD już niedługo nastąpi...

plavac Mm, masz wyczucie klimatu - właśnie skrzypienie starych drzwi i odkrywanie niespodzianek - to właśnie Rumunia :) Widzę, że to miejsce przywołuje jakieś nostalgie i skojarzenia... Właściwie wojna jakoś mnie wiąże z Rumunią, bo moje ciotki-babki, których nigdy nie znałam uciekły w okolice Cluj-Napocea przed niezwyciężoną Armią Czerwoną. I już tam zostały. Mimo, że wraz z ich śmiercią kontakt się urwał, mam poczucie, że gdzieś tam, w Rumunii są moi krewniacy ;)

jacky6 Dzięki! :) Staram się nie przeciążać fotami, ale ii tak miałam obawy, że ich wciskam za dużo. Pocieszasz mnie ;)

PAP Częściowo nasze rumuńskie miejsca się będą pokrywały, zobaczymy, czy wrażenia też ? ;)

A w ogóle to macie rację z tymi kontrastami - tam w ogóle jest przemieszanie czasów i przestrzeni.

.
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 31.01.2009 12:33

Co prawda trochę zaspałam, ale już jestem na bieżąco :D

Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się trafić w tamte rejony :D (muszę mocno nad mężem popracować, bo na razie na hasło :"a kiedy Rumunia?" - zareagował tak: 8O 8O )

A co do filmu - to ja poproszę jeszcze o rozgrzeszenia dla Garego O. :wink:

pozdrawiam :papa:
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 31.01.2009 12:45

Joanna, babcię z czarnym mačkiem dawaj na następny konkurs fotograficzny - u mnie masz murowane miejsce na pudle :D
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5524
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 31.01.2009 18:59

zawodowiec napisał(a):Joanna, babcię z czarnym mačkiem dawaj na następny konkurs fotograficzny - u mnie masz murowane miejsce na pudle :D


U mnie też ... i nie tylko w konkursie fotograficznym .... :D :D :D


A po rumuńsku mačka to negru
Pozdravki dla wszystkich kociarzy :D :D
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Gdzie wampir mówi dobranoc - Rumunia 2006-2007
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018